Rok: 2008

Bieg Katorżnika

Zgłoszenie wysłane, wpisowe przelane, teraz tylko czekać do sierpnia. Szczerze, to nie mogę się doczekać, jednocześnie pojawiają się wątpliwości, czy dam radę (chyba muszę popracować nad motywacją)? Warto by było, do i tak napiętego planu tygodniowego, dorzucić kilka godzin taplania się po rowach melioracyjnych. Na czerwiec planuję ostrą setkę, więc będzie porządny fundament do Katorżnika, a potem do Maratonu Wrocławskiego.

Cel uświęca środki

Traktując temat maratonu poważnie, postanowiłem oprócz typowego treningu biegowego połączonego z GS i GR, wzmocnić bardziej siłę mięśni, nie tylko nóg, dając sobie „wycisk„ na siłowni. Zaplanowane dwa razy w tygodniu po 1,5 godz. już po dwóch tygodniach dało widoczne rezultaty, przyrost formy. Choć wspomniane pierwsze dwa tygodnie to droga przez mękę oraz hektolitry kwasu mlekowego…. zakwasy, zakwasy, zakwasy… to od maja planuję poświęcić siłowni 3 dni w tygodniu i mam nadzieję, że nie padnę z wyczerpania już pod prysznicem.

Ślisko!

Cholerny lód! Zaliczyłem dwa upadki. Bolą mnie kolano, biodro i łokieć. Mam być twardy, wiec zagryzłem wargi i biegałem dalej. Trasa biegu przypominała lodowisko, śliski był nawet trawnik. Jeśli sytuacja się powtórzy, to od jutra biegam w łyżwach! Pozdrawiam wszystkich poobijanych!