Month: Styczeń 2011

Jedziemy na wycieczkę! Góry Sowie.

Wycieczka optymalna. Aby zachęcić do wspólnych wypadów rasowych napieraczy, niedzielnych biegaczy, wytrawnych turystów, trzeba iść na kompromis. Ze względu na różne tempo poruszania się oraz przygotowanie kondycyjne wymienionych grup, nie jestem w stanie utrzymać zasady: „Startujemy razem, kończymy razem”. W tym przypadku, niezbędny jest podział. Podział, który już raz zaistniał (na grupę biegową i Matiego – turystę, bo o grupie turystycznej trudno tutaj mówić), przy okazji wypadu w Góry Kamienne. Jestem spokojny, bo zadowolenie Matiego było w pełni potwierdzeniem tego, że nie poczuł się zaniedbany, zrealizował znaczną część swoich założeń, i po części spełnił się podczas wycieczki. Z dala od tajemnic. Riese –  przyciąga jak magnes. Kompleksy Rzeczka, Osówka, Włodarz, podziemne sztolnie, mekka poszukiwaczy tajemnic. Przyznać się muszę, że w pierwotnej wersji trasa wycieczki miała przebiegać „szlakiem tajemnic”, a hasłem przewodnim miał być „Olbrzym”, który fascynuje do dziś. Dopełnieniem i wisienką na torcie byłoby zwiedzanie Twierdzy Srebrnogórskiej. Wytyczając trasy wcześniejszych wycieczek, starałem się aby na trasie zawsze znalazła się jakaś atrakcja.  Mając w pamięci, to że atrakcje te były jedynie małym dodatkiem na biegowej trasie, …

Gdzie jestem, kiedy mnie nie ma?

Należę do plemienia poszukiwaczy. Odnajduję miejsca i lubię się w nich zagubić. Łączę romantyzm chwili z klimatem i estetyką otoczenia. Zaglądam w zakamarki dotąd niezbadane, dziewicze. To zawsze wywołuje u mnie dreszczyk emocji, jak u dzieciaka, który dostał swoją upragnioną książkę o dinozaurach. Mój mikroświat pękł, rozleciał się na milion drobnych części. Nie składam go, bo i po co. Wyobcowanie? Nie. Melancholia? Nie! Połączyłem zalążki odkrywcy z moją biegową pasją. Tak to narodziły się wycieczki biegowe, które staram się „organizować”, co jakiś czas, wybierając estetycznie słuszne plenery. Tak, też trwa odkrywanie tajemnic Magicznego Lasu, eksploracja Wzgórz Pszczółkowskich. W tej całej historii z odkrywaniem stawiam na „lokalnie”, choć od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie „globalnie”. Pewnego razu korespondując z Grześkiem Łuczko, zaczęliśmy snuć plany (a wyobraźnia nas poniosła), na totalnie odjechane eskapady biegowe. Mniejsza o długość i czas, liczy się trasa i jej przebieg. Na razie nie zdradzę, nic a nic, z naszych śmiałych planów. Pewne jest to, że zaczynamy się „organizować” i pod szyldem NBR on Tour w lutym udamy się na kolejną wycieczkę …

Wystarczy wstać – Karma.

Przebudzenie Kilka lat temu, kierowany nagłym impulsem, postanowiłem wstać z fotela, zrzucić kajdany uzależnienia od mdłej telewizji, śmieciowego żarcia, trwonienia czasu przy produkujących sztuczne emocje grach komputerowych. Zadałem sobie pytanie: Maniek czy chcesz tak żyć? Wegetować? Co to za życie, którego wyznacznikiem był kolejny zmarnowany dzień, bez ambicji, bez emocji, bez pasji? Żyłem jak szary robot, klon wśród takich samych klonów, powtarzający w nieskończoność czynności: wstać, żreć, pić, spać. Niemal jak w tym kawałku. Równocześnie z nicnieróbstwem pojawiła się otyłość. Ze szczupłego pięknego młodzieńca, zamieniłem się w grubego ponad stu kilowego gnoma. Przełom nastąpił, kiedy w pracy, a pracowałem wtedy na marnej posadzie sprzedawcy telewizorów w sklepie rtv-agd, stanąłem na wadze. Skala wagi zatrzymała się na 102 kg! Czara goryczy… MAŁO! Wiadro goryczy się przepełniło, chlusnęło mi w twarz z cucącą siłą. Tak oto powstałem. Marzy mi się idealna symbioza z otoczeniem, coś jak dopasowane do siebie tryby maszyny. Wiem, że to trochę śmierdzi robotyką życia, ale dla mnie to sposób na odnalezienie Dharmy. Prosta droga. Nie wiem czy mnie zrozumiesz, trudno mi na szybko …

Buty Montrail Masochist.

Prawdę pisząc nie jestem specjalistą od sprzętu, a w szczególności od butów (do tej pory zdarłem kilka par). Kupuje spontanicznie – bardziej intuicyjnie, niż przemyślanie, z małymi wyjątkami, oczywiście. Jeśli chodzi o same MM, wybór był raczej przemyślany, sprecyzowany w/g konkretnych potrzeb. Szukałem, butów stricto górskich, przeznaczonych dla biegaczy. Miały to być buty lekkie, w miarę miękkie (nie takie „dechy” jak Rucky Chuchy TNF), dynamiczne, o odpowiedniej trakcji, takie które sprawdziłyby się np. podczas półmaratonu w Boguszowie-Gorce. Poszukując w sieci odpowiedniego modelu, natrafiłem na mało znaną markę Montrail i model Masochist. A oto garść wrażeń z użytkowania MM. Po rozpakowaniu paczki ukazały się moim oczom paskudne, pomarańczowe, niezbyt ładnie pachnące buciska. Wiecie ten zapach rodem ze sklepów typu CCC, gdzie nieprzyjemny zapach tekstyliów wypala włosy w nosie. No ale buty to nie choinki zapachowe, z czasem i tak zaczną wydawać swój fetorek. Szybko zasznurowałem buty. Po pierwszej przymiarce okazało się, że to jest to! Buty są bardzo wygodne, elastyczne, lekkie, idealnie dopasowane do stopy. Ideał. Rozdeptywanie ich przebiegło błyskawicznie. Biegam w nich po asfalcie, szutrze, …