Miesiąc: Marzec 2011

Maniacka 10 – z wiatrem i pod wiatr

Ochłonąłem. Od startu w Maniackiej Dziesiątce minęły dwa dni. Przyszedł, więc czas na spisanie wrażeń, na krótkie podsumowanie, zimną analizę. Powinienem ten wpis zacząć od słów: „jest radość”, bo udało mi się zrealizować przedstartowe założenia. Pobiegłem poniżej 43 minut, czas netto wyniósł 00:42:49. Nastąpiło spełnienie oczekiwań, spełnienie totalne. Potrafię określić realne oczekiwania i je zrealizować. Ze startu na start przychodzi mi to coraz łatwiej. Kolejne starty, natomiast określają stopień wytrenowania. To jest taki drogowskaz na drodze samodoskonalenia, bo tak chyba mogę określić fakt trenowania i uczestniczenia w imprezach biegowych oraz chęci bycia coraz lepszym. Mimo odczuwanej wielkiej dumny z siebie, chcę sobie utrzeć nosa. Przypomnieć, że mimo udanego debiutu na dystansie 10km popełniłem kilka błędów, na które teraz mogę przymknąć oko, ale które w przyszłości mogą okazać się niewybaczalne i zniweczyć kilkumiesięczny okres przygotowań. Nie chcę wyjść na osobnika nie czerpiącego zadowolenia z treningów i startów, katującego się ciągłymi wygórowanymi wymaganiami, podnoszącego zbyt wysoko poprzeczkę. O, nie! Właśnie z dbałości o dobre samopoczucie i radość (w przyszłości) uwzględnić muszę pewne niepożądane zachowania i zweryfikować, wyeliminować …

Ugryźć dychę

Jutro wybieram się do Poznania, wezmę udział w zachwalanej przez znajomych biegaczy Maniackiej Dziesiątce. Imprezie organizowanej od 2005 roku przez Klub Biegacza „MANIAC”, będącej świetną rozgrzewką i preludium przed wiosennymi startami na dłuższych dystansach. Przyznam się, że od dawna miałem chrapkę na „dziesiątkę”, a start w Maniackiej traktuję jako test przed kwietniowym maratonem. Jakie założenia, oczekiwania, marzenia? Złamanie 43 minut. Zdecydowanie mogę powalczyć o uzyskanie takiego wyniku. To tylko półtora, a może, aż półtora minuty mniej od czasu, który osiągnąłem na ostatnim sprawdzianie. Jest forma. Nie odczuwam, co dziwne, stresu przedstartowego. Jeśli pójdzie coś nie tak – nie dobiegnę na metę w zakładanym czasie – świat się nie zawali. Maniacka, to start o niskim priorytecie. Bardziej trening. Pojęcie i kategoryzację startów według ich ważności zaczerpnąłem z książki J. Danielsa. Uważam, że taki podział jest bardzo zdrowy. Działa na zasadzie zaworu bezpieczeństwa. Jako ochrona przed nadmiernym wyżyłowaniem się na kilka tygodni przed startem sezonu oraz utratą morale spowodowaną potencjalnym niepowodzeniem. Jaka będzie ta, tak reklamowana impreza? Przekonam się jutro. Żal jednak, że aura nie dopisuje i …

Włóczykij 2011

PO DWUDZIESTE PIERWSZE „Chcesz być dobry? Biegaj z najlepszymi!” Stres, stres i jeszcze raz stres. To przez tą presję. Startuję z dwukrotnym zwycięzcą Włóczykija. Grzesiek twierdzi, że nie ma ciśnienia, że biegniemy na luzie, że dam radę. Chciałbym mu wierzyć, chciałbym. Dzieli nas przepaść, kondycyjna, doświadczenia w startach. Kiedy się poznaliśmy, to było podczas poznańskiego półmaratonu, Grzesiek wybiegał 1:33:16, ja nie zszedłem poniżej dwóch godzin. Sześć miesięcy później, w Poznaniu, startujemy w maratonie – Grzesiek kończy z czasem 3:25:23, ja przybiegam 42 minuty po nim. Teraz wiecie skąd moje obawy. Skoro startujemy jako team, nie mogę wymięknąć. Nie ma takiej opcji. Tam gdzie dla niego jest lajt, dla mnie zaczyna się wyciskanie soków. Podejmuję wyzwanie! Organizator wywozi nas autokarami do miejscowości Banie. Gromadzimy się w GDK, z którego po wcześniejszym wyczytaniu nazwisk, startujemy. Start, podany w takiej formie, to dla mnie nowość. Udajemy się do sali, w której podpisujemy oświadczenie o starcie na własną odpowiedzialność, po czym dostajemy zestaw startowy: mapę i kartę startową. I już. To cały start. Bez ustawiania się na linii startu, …

Godzina W

Mój pierwszy start w tym roku i wygląda na to, że przy okazji debiucik. Wybieram się jutro do Gryfina na imprezę o baaaardzo długiej nazwie:  Włóczykij Trip Extreme 2011 – czwarty pieszy ekstremalny nocny zimowy rajd na orientację. Organizator przygotował trasy o dystansach 100km i 50km, jako amator wybrałem opcję nr 2. Start przewidziany jest na godzinę 13.00, mam do przejechania ponad 400km, pobudka o 4.30,  tak więc została mi dosłownie chwilka aby dokończyć ten wpis, po czym ułożyć się posłusznie do snu. Jest stres! Startuję razem z Grześkiem Łuczko . Grzesiek wygrywał dwukrotnie z rzędu tę imprezę. Pewnie i tym razem nie ma zamiaru odpuścić najwyższego miejsca na pudle, choć przekonywał mnie, że nie ma ciśnień i biegniemy na luzie.  Wygląda na to, że czeka mnie wyciskanie soków. Nic to, niech tak będzie! Przecież nie będę marudził! Pojawia się jednak mały dysonans. Podświadomie czuję potrzebę usprawiedliwienia się z góry, za ewentualną porażkę. To nie jest dobre! „Nieświadomie” skazuję się na przegraną. Myślę w złych kategoriach. Więcej pozytywów Marcinie, więcej! Uczciwie przepracowałem zimę. Skupiłem się …