Month: Maj 2011

Ewolucja biegacza – przypadek własny cz.2

Nie potrafię odnaleźć stałej. Nadal poszukuję tej jednej dyscypliny, której poświęcę do reszty całą uwagę. Z drugiej strony, nie wiem, czy nie popadnę w marazm. Odkrywanie jest przecież takie podniecające. Ten dreszczyk emocji wywołany myślą o doświadczeniu czegoś nowego. Uczucie bycia w ciągłym ruchu. Spontaniczne decyzje i nieprzewidywalne skutki. To wszystko pcha mnie do przodu i dalej i dalej, często bez oglądania się za siebie. Nie chcę na siłę się zatrzymywać. Pęd ku poznaniu traktuję jako naturalną chęć samodoskonalenia na drodze ewolucji. Już sam trening jest jej częścią. Przystosowuję się do nowej formy aktywności. Od zabiurkowej, przedkomputerowej, poprzez biegnącą szybko po rozgrzanym asfalcie, albo tą umorusaną błotem, pochyloną, przedzierającą się przez zarośnięty górski szlak, aż do… właśnie, dokąd? TRYLOBITY Pierwszy start Trenowałem. Z tygodnia na tydzień forma rosła. Gdzieś po drodze pojawiła się chęć na start. Do moich rąk trafił numer BIEGANIE, w którym ukazała się barwna zapowiedź Biegu Katorżnika. To było coś! Fantastyczna przygoda w sam raz dla mnie. Do dziś nie jestem w stanie wytłumaczyć, dlaczego nie debiutowałem w biegu ulicznym? Powinienem wystartować …

Z pamiętnika naleśnikowego jawnożercy.

W moim naleśnikowym szaleństwie posuwam się coraz dalej, brnąc w wysokiej trawie porastającej odległe stepy nowych, nieodkrytych krain ciastem naleśnikowym płynących. Wędrówkę rozpocząłem z Magicznego Lasu, który niezmienne mnie inspiruje. Przemierzając jego przepiękne, cechujące się różnorodnością ostępy, hipnotyzowany boskim aromatem kwitnącego kwiecia, a właśnie teraz jest pora kwitnięcia Robinia pseudoacacia, bardziej ludzko zwanej Robinią akacjowatą, lub bardziej pospolicie Akacją, postanowiłem wypróbować nowy przepis na naleśniory. Naleśniki z kwiatami akacji. Przepis prosty. Klasyczne ciasto naleśnikowe i kwiaty akacji. Tak więc nazrywałem akacjowego kwiecia, oczyściłem, pozbyłem się owadów, przemyłem pod bieżącą wodą. Poodrywałem zielone końce kwiatów (działka kielicha wraz z szypułką). Przygotowałem ciasto. Jaja perliczek barwiące naleśniki na intensywnie żółty kolor, mąka, mleko, dwie łyżki oliwy. Kwiaty wymieszałem z ciastem. Smażyłem w dużej ilości oliwy. Drugi przepis to kulinarna wariacja na temat naleśnika. Kwiaty akacji w cieście naleśnikowym. Umyte i przebrane grona zanurzyć w naleśnikowym cieście i smażyć w głębokim tłuszczu. Niestety ze względów technicznych nie posiadam mogących zilustrować efekt końcowy fotografii. Odnalazłem natomiast w sieci bardzo ciekawy blog Notme gotuje quchnia.wordpress.com z przepięknymi fotografiami, który przypadł …

B7D – podsumowanie Etapu 1

Notatka 3 Za mną czterotygodniowy Etap 1, który obejmował od czterech do sześciu treningów tygodniowo. Przez ten czas biegałem w zasadzie same biegi spokojne w pierwszym zakresie (fazę 1 biegam w/g tętna) zakańczane mocnymi przebieżkami. Po treningu obowiązkowa gimnastyka rozciągająca i siłowa. GR – skupiam się na trzech ćwiczeniach rozciągających, które staram się wykonywać staranie. Po kolejnym treningu jedno z nich zastępuję innym, tak że rotuję, średnio, między dwunastoma w ciągu tygodnia – po czym kolejny tydzień zaczynam od zestawu pierwszego. GS – gimnastykę siłową wykonuję bardzo chaotycznie. Wygląda to tak, że obowiązkowo wykonuję Kledzikowe ćwiczenia i w zależności od nastroju Core Stability albo ćwiczenia siłowe na nogi (takie jak TUTAJ). Nie chcę zmuszać się do wykonywania GS zgodnie z jakimkolwiek planem. Sukcesem jest i tak, to że poświęcam na gimnastykę 30 minut. Z czasem nauczę się wykonywać ćwiczenia systematycznie, a wtedy zastanowię się aby je rozwijać zgodnie z potrzebami. Poniżej krótki opis poszczególnych tygodni. Tydzień 1 Cztery treningi. Dystans 40,50 km. Bardzo spokojne biegi na dystansie nie dłuższym niż 10km. Zwieńczenie tygodnia to bieg …

B7D – dieta?

Notatka 2 Minął trzeci tydzień przygotowań do startu w Biegu 7 Dolin. Tutaj winny jestem wyjaśnienia. Choć tydzień temu zadeklarowałem swoją chęć dzielenia się wrażeniami z treningu pod B7D na blogu, to właściwy trening zacząłem dwa tygodnie wcześniej. Stąd ta czasowa nieścisłość. Stopniowo wracam do formy. Biega mi się coraz lepiej, ale mam wrażenie, że straciłem zwinność oraz lekkość biegu. Czuję jak bym jechał na zaciągniętym hamulcu. Czuję kilka kilogramów więcej. W pewnym wieku człowieka, występuje coś takiego jak tendencja do łapania ciałka. Większość moich znajomych, przynajmniej męska część, kilkukrotnie przeskalowywuje swoje wymiary. Wiecie, mięsień piwny etc. To jest takie moje nieprawdopodobnie naiwne wytłumaczenie się przed samym sobą, dlaczego pomimo treningów złapałem kilka kilogramów dodatkowego Marcina. Prawda jest taka, że lubię słodycze. Lubię je i to w większych ilościach. Czasami tracę umiar i obżeram się tymi wszystkimi smakołykami. Do tego niezdrowe śmieciowe żarcie, które – niestety – pojawia się od czasu do czasu w moim menu. „To, co jest smaczne i niezdrowe jest również tanie” – nie pamiętam gdzie przeczytałem to zdanie, ale jest bardzo …