Month: Sierpień 2011

Izerska Wielka Wyrypa – krótkie podsumowanie

Ochłonąłem. To był weekend pełen emocji, pozytywnych doznań, na które złożyły się start w II edycji Ekstremalnego Rajdu na Orientację Izerska Wielka Wyrypa i postartowy trek po Karkonoszach. Pewność siebie i kolejne punkty doświadczenia – to dwie rzeczy, które przyniósł mi start w IWW. Udany start. Zdobyliśmy 11 miejsce, pomimo wpadki nawigacyjnej, przez którą straciliśmy ponad 40 minut i dołożyliśmy 4 kilometry do ogólnego dystansu trasy TP2. Piszę „straciliśmy”, „zdobyliśmy”, bo startowałem z Grześkiem Łuczko. To nasz drugi wspólny start. Drugi raz ciągnąłem się od półmetka za Grześkiem, oglądając jego plecy. Tym razem, nie z powodu słabego przygotowania, czy braku formy. Uszło ze mnie powietrze, a to za sprawą mojego największego wroga – upału. Czułem moc, mogłem przycisnąć, ale nie potrafiłem zmusić się do większego wysiłku. „Świński trucht”, to jedyne, na co mnie było stać. Smutne, ale prawdziwe. Narzekać nie będę. Nie mam powodu. Cieszę się, bo potrafię nawigować, bo potrafię przebiec cały dystans trzymając nawet niezłe tempo. Bo ścigam się z najlepszymi, a progres, na którego brak nie tak dawno narzekałem, teraz jest widoczny. …

NBR on Tour – G. Stołowe i Orlickie, dzień 2

Poranek nadziei, długie rozmowy o wszystkim, Orlica i linia Maginota. Schronisko Pasterka. Godzina 5:00. Ze snu wyrywa mnie sygnał budzika. Wstajemy niemal równocześnie. Wynosimy się po cichu z pokoju. Szybka toaleta, ubieranie na korytarzu, ostatni przepak przed drogą. Chwilę po tym stoję przed schroniskiem i patrzę z niedowierzaniem. Nie pada, a na horyzoncie odbywa się wspaniały spektakl: wschód słońca. Jest pięknie! Na wschodzie się przeciera, na zachodzie po niebie suną kłębiaste chmury. Jest szansa na słoneczny dzień. Parkujemy nieopodal wejścia na szlak. Z parkingu rozciąga się rozległy widok na Góry Stołowe i Sowie. Humory dopisują. Jest zimno i wieje jak cholera. Wilgotna odzież wzmaga uczucie zimna. Zostawiamy samochód za sobą i wchodzimy w las. Szlak jest błotnisty i spływa nim strużka wody. Jest tak szaro i ponuro. Powoli zbliżamy się do grani. Grań ginie w chmurach. Zanurzymy się we mgle. Cieszę się, że nie pada. Zazwyczaj przy tych naszych wyrypach pada dużo słów. Zdania ciągną się za nami niewidzialną smugą. Rozmawiamy dużo, o wszystkim i o niczym. Mati to milczek, rasowy introwertyk, za to Grzesiek, …

B7D – progres i kilka pytań bez odpowiedzi

Notatka nr 6 Opuściłem się w pisaniu notatek z przygotowań do B7D. Przyznam się, że wynikło to z pojawienia się szeregu wątpliwości. Wątpliwości te wywołała stagnacja. Brak postępów. Trenuję systematycznie (aktualnie skończyłem Fazę Budowania Siły Biegowej i w tym tygodniu zaczynam wplatać w trening interwały i biegi tempowe), poświęcam odpowiednią ilość czasu na GR i GS. Pomimo dużego zaangażowania w trening oraz całej jego otoczki, nie mówiąc o regeneracji, widzę, że zatrzymałem się w miejscu. Jakie są moje oczekiwania? Wymarzyłem sobie, że do końca sierpnia osiągnę taki poziom wytrenowania, że bieg spokojny (BS) w tempie 5 min/km nie będzie dla mnie problemem. SB w połączeniu z fartlekiem poprawią moją wydolność i szybkość na tyle żeby osiągnąć zamierzony cel. Niestety oczekiwania nie pokrywają się z rzeczywistością. Od pewnego czasu wymieniam się z Grześkiem informacjami dotyczącymi treningu. To pozwala na dodatkową kontrolę, analizę, świeże spojrzenie. Takie wspólne nakręcanie się na trening, to kolejny motywator. Taka wymiana spostrzeżeń bardzo mi pomaga. Przy okazji dowiaduję się, że dobrze mi idzie, „śmigam BS w tempie 5:12/km” i że „układam kolejne …

NBR on Tour – G. Stołowe i Orlickie, dzień 1

Długa droga do celu, Pasterka, zimne Opaty i słońce daleko ponad chmurami. Piątek przywitał nas deszczowo. Niebo pokrywały czarne chmury, z których bezlitośnie lała się woda. Nic nie pokrzyżuje nam planów. Co tam deszcz, kiedy przygoda tuż, tuż! Tradycyjnie, spotykamy się z Grześkiem w Szlichtyngowej, szybko pakujemy szpej do mojego małego autka i ruszamy w stronę Wałbrzycha. Droga dłuży się niemiłosiernie. Warunki pogodowe nie pozwalają na szybką jazdę. Może i da się szybciej, ale nie jestem samobójcą. Nie uśmiecha mi się podróż ze średnią prędkością 70km/h, ale co zrobić? Jezdnia tonie w wodzie, a widoczność jest poniżej średniej. Po czterech godzinach, spóźnieni, docieramy do schroniska Pasterka. Szybkie przygotowanie do drogi, ostatni przegląd klamotów i ruszamy… ruszamy w stronę schroniska skosztować tak polecanego przez Monikę Opata. Piwko okazuje się całkiem pyszne – czereśniowe. Nie jest to typowe przesłodzone piwo w stylu Gingersa, a raczej dobre, porządnie chmielone piwo o aromacie czereśniowym bez grama zbędnego cukru. Gdy degustacja piwa dobiega ku końcowi, zaczynam szykować się mentalnie na to, co czeka nas po przekroczeniu drzwi Pasterki. Niebo pokrywają …