Miesiąc: Styczeń 2012

I kiedy śnię o górach

I kiedy witam wschodzące słońce na skalistym szczycie, a ono maluje pejzaż w dominancie czerwieni. I mglisty opar w doliny spływa, owijając miasta w miękki puch. I cisza jak makiem zasiał gości w uszach. I droga skalista przede mną. I nic, że trud pot ze skroni wyciska. I łza się w oku kręci, a serce z miłości rośnie, bo w górach jest wszystko, co kocham. W czasie, kiedy korporacje medialne walczyły o zyski i oglądalność dla swoich stacji, zatrzymując telewidza przed telewizorami, serwując mu robiące sieczkę z mózgu pożeracze czasu, zbliżaliśmy się biegiem do murowanego z cegły i wielkich skalanych odłamków budynku. Janusz opowiedział mi ciekawą historię schroniska. Otworzyłem oczy, uruchomiłem wyobraźnię i nagle okazało się, że historia wygląda tutaj zza rogu, wystaje z trawy, o historię można się potknąć. Wspaniałe miejsce. Otoczenie wygląda jak alpejska łąka budząca się do życia. Zieleniąca się nieśmiało. Ozdobiona kolorowymi paciorkami kwitnącego kwiecia. I śnieg. Łachy śniegu zalegające w licznych zagłębieniach. I cisza. Cisza kojąca nadwerężone przez odgłosy cywilizacji bębenki. Obudziło mnie wściekłe ujadanie psów. Pewnie zwierzyna wyszła z …

4MAX.pl

Ten rok miał być ubogi w starty, jałowy wręcz. Przyznam się, że w moim kalendarzu pojawiły się jedynie lokalne imprezy oraz kilka koleżeńskich spotkań w kameralnym gronie, przypominające bardziej trening niż pogoń za konkurencją.  Do tego pewny start w Sudeckiej 100 i niepewny w Ultramaratonie 7 Dolin – to z myślą o przyszłorocznym UTMB, choć w tym roku mam jedynie do zebrania 2 pkt potrzebne do startu w tej kultowej imprezie. (Przy okazji, Marcinie – Gratki Wielkie – będę trzymać kciuki.) Przez chwilę zastanawiałem się nad uczestnictwem w Przejściu Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej, albo ekstremalnym ultramaratonie – biegu dookoła Kotliny Kłodzkiej, jednak w tym drugim przypadku wysokość wpisowego mnie zmiażdżyła i wszelkie chęci szybko uleciały. Postanowiłem, że ten sezon poświęcę rozwojowi, skupię się na treningu i solowych projektach biegowych i rowerowych utrzymanych w duchu Biegu na Śnieżkę. I nic nie wskazywało na to, że… Że znajdzie się sponsor oraz kolega, z którym stworzymy team. Dzięki uprzejmości szefa firmy 4MAX.pl, a także pomocy Irka, mam możliwość uczestniczyć w większości startów w ramach Pucharu Polski w Pieszych Maratonach …

Grudzień – podsumowanie miesiąca

Gdy patrzę na dzienniczek biegowy, ogarniają mnie myśli toksyczne, że jakoś mało biegam,  że zbyt mało trenuję, że mógłbym więcej i częściej. Czym jest te niespełna 40 – 50 km biegu tygodniowo wobec dystansów, dzięki którym odczuję gwałtowny wzrost formy lub złudzenie wzrostu? Dlaczego uważam takie myśli za toksyczne? Dzięki nim łatwo ulec pokusie zwiększenia dystansu i zamiast cierpliwie dokładać, w odstępach czerto-sześciotygodniowych, następne kilometry, wskakuje się na głęboką wodę prowokując przy tym pojawienie się kontuzji. Bo czy nie jest rosyjską ruletką przejście od 50 do 80 km tygodniowo? Mój trening biegowy, jak to trafnie stwierdził Grzesiek, jest odpowiednio obudowany. Pomimo niskich przebiegów, sukcesywne wykonywanie treningów alternatywnych (rower, trenażer, ćwiczenia Lafaya, basen, etc.) przyczynia się do powolnego, acz ciągłego progresu. Przyznam się, że jeszcze nigdy nie czułem takiej krzepy i podczas biegu, i podczas wykonywania każdej czynności wymagającej odrobiny siły. Taki stan rzeczy bardzo mnie cieszy. Przy tym przestałem czuć presję planu treningowego. Z tym planem jest tak, że jakiś tam stosuję, lecz nie można go w pełni nazwać „planem treningowym” przez duże P. „Plan …

Biegowa lista osobista #1

Dziś zamierzałem podsumować grudzień, ale… Kiedy aura nie dopisuje, deszcz nieprzerwanie leje się z czarnych chmur, a wiatr cholernie dmucha. Kiedy dzień wygląda jak noc, a noc… też jak noc z tym, że sto razy smutniej. Wtedy najtwardszy biegowy freek mięknie rozglądając się niepewnie, błądząc wzrokiem po najbliższym otoczeniu w poszukiwaniu wymówki. Chcąc usprawiedliwić się przed samym sobą, tylko po to, aby poczuć ulgę… by nie wyjść dziś na trening. A teraz się polansuję! A jak! Pokażę, jaki z mnie twardy skurczybyk. Bo za nic mam kubły wody spadające na mnie z nieba, wiatr atakujący z uporem maniaka, próbujący przeszyć na wylot trzy warstwy odzieży, którą noszę na grzbiecie, chcący przygwoździć mnie do ziemi, smagający rozkołysanymi gałęziami po twarzy. I kiedy tak zakłóca leśną ciszę, gwiżdżąc w konarach drzew, zatykam uszy słuchawkami odtwarzacza mp3, zakładam na głowę opaskę z Buffa, aby zabezpieczyć przed wodą delikatne koreczki i ruszam w ciemność. Z słuchawek wydobywają się wrzaski i ostre riffy, mocne bity i w cholerę nieziemskich sampli. Bo w taką noc trzeba się pobudzić. Niech ciarki przechodzą …