Month: Luty 2012

XI EInO "Skorpion 2012"

O Skorpionie i roztoczańskich wąwozach czytałem dawno temu, jeszcze w czasach, gdy namiętnie udeptywałem asfalt. Wtedy była to dla mnie fantastyka biegowa, biegowy thriller, film o grupie masochistów skazujących się na godziny męczarni w białym piekle. Niepojętym było dla mnie to, że kilkudziesięciogodzinne bieganie w niesprzyjających warunkach terenowych może sprawiać przyjemność, bo przecież nic nie mogło przebić tak lubianych przeze mnie porannych wybiegań po wygodnych, parkowych alejkach. Postukałbym się po czole gdyby ktoś powiedział mi wtedy, że kiedyś stanę się jednym z tych masochistów, że zamienię jogging o świcie na wielką, zimową przygodę. Poniżej kilka zajawek z tej zacnej imprezy. Zrzut z wydarzeń, garść przemyśleń. PK1 Punkt podbijam po godzinnym błądzeniu. Klasyczny błąd w moim wykonaniu. Zamiast nawigować od samego początku, od odliczania na starcie, uczepiam się dużej grupy biegnącej przede mną. Potem wylatujemy w kosmos. Brak odniesienia i pomysłu na odnalezienie PK powoduje chaos. Dopiero po jakimś czasie jedna osoba przejmuje inicjatywę i wyprowadza nas z opresji. Jestem zły na siebie. Od momentu podbicia PK nawiguję na własną rękę, aż do miejsca, gdzieś pomiędzy …

Styczeń – krótkie podsumowanie

Podsumowanie styczna będzie krótkie, bo i pisać nie ma o czym. No może jedynie o tym, że Marcin dał się ponieść, że nadmierny entuzjazm wziął górę nad zdrowym rozsądkiem Marcina, a misternie budowany plan wziął w łeb. Krótki romans z naturalnym bieganiem okazał się bolesny w skutkach i zakończył się nieprzyjemną kontuzją, która odbiła się negatywnie na kondycji, morale i nastroju Marcina. Ale, o co chodzi? Otóż, zamiast sukcesywnie, tak jak Marcin zaplanował, wdrażać się, przyzwyczajać organizm do nowej techniki biegu, równocześnie de-li-ka-tnie i z umiarem dokładać kolejne kilometry do ogólnego dystansu tygodniowego, Marcin przegiął niesamowicie. Mógłby Marcin tłumaczyć się tym, że uległ, że nie potrafił odmówić sobie przyjemności biegu, a biegło się przecież tak lekko, sprężyście i bez wysiłku, że pokusa była na tyle silna i wykopała z głowy ten rozsądek, o którym mowa już była nie raz. Paradoksalnie, Marcin ostrzegał koleżanki i kolegów biegaczy o zagrożeniach, jakie niesie z sobą zmiana techniki biegu oraz zbyt szybkie zwiększenie objętości treningów… i tak dalej. I na nic się zda bicie w pierś i częste powtarzanie …