Month: Sierpień 2012

Biegam naturalnie #3 – bosonoga rewolucja?

Zamknij oczy i pozbądź się wszystkich ograniczeń  Wyobraź sobie nieskrępowany niczym bieg. Leśną miękką ścieżkę; długi i kręty singletrack.  Cień rzucany przez rozłożyste korony drzew, śpiew ptaków, woń kwitnącego w poszyciu kwiecia. Wyobraź sobie lekkość biegu. Krok za krokiem. Delikatne lądowanie i sprężyste odbicie. Pokonywany z łatwością dystans, bez wysiłku, bez uczucia ciężkości. Bez odrobiny strachu. Wyobraź siebie biegnącego. Jesteś rozluźniony, lecz wyprostowany, elastyczny, lecz szybki. Wybijasz się z palców i lądujesz na śródstopiu. Biegniesz, pewnie odbijając się od podłoża. Muskasz palcami miękką ziemię, przeskakujesz kamień. Lądujesz, lecz twoje stopy nie dotykają powierzchni ścieżki. Wyobraź sobie, że lecisz. Długa droga do wolności  Kiedy w grudniu, zeszłego roku, zaczynałem przygodę z naturalnym bieganiem, nie wiedziałem jak wiele wyrzeczeń i bólu spotkam na swojej drodze. Pomimo tego, że do tematu podszedłem z dużą ostrożnością, nie uniknąłem komplikacji. W drugiej połowie stycznia nabawiłem się zapalenia ścięgna Achillesa, przez co musiałem na jakiś czas zrezygnować z biegania. Kontuzja odnawiała się trzykrotnie, a poziom frustracji rósł. Dopiero po Rajdzie Dolnego Sanu nieprzyjemne skrzypienie ustało, a opuchlizna zeszła. Do dzisiaj nie …

wystarczy doba, aby…

Za trzy tygodnie, o tej porze, będę gdzieś na szlaku. Mam nadzieję, że zostawię za sobą Perłę Zachodu i mając jeszcze sporo sił w zapasie, potruchtam w stronę Goduszyna. Liczę na łaskawą aurę i to, że 145 kilometrów Przejścia pokonam suchą nogą, że nie skatuję stóp i że uda mi się zrealizować moje wielkie, śmiałe założenie. W zasadzie ten wstęp miał wyglądać inaczej. Odwlekam jednak, bo wiem, że deklarując swój zamiar wywrę na sobie pewną presję. Takie deklaracje nie zawsze odnoszą pozytywne, motywujące skutki, a wręcz odwrotnie, są przyczyną tego, że składający deklarację miota się bezsilnie chcąc wyjść z twarzą z opresji i podołać postawionemu przed sobą ambitnemu zadaniu. W rezultacie pozostaje wściekłość i zniechęcenie. Dobra, dość owijania w bawełnę, dość enigmatycznego wywodu! Daje sobie 24 godziny – wróć! – daję sobie mniej niż 24 godziny na pokonanie 145km trasy Przejścia Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej. Czy podołam? Nie zakładam innego scenariusza, nie mogę! Podejmuję wyzwanie! Chcę się sprawdzić. Do tej pory, o ile dobrze pamiętam, jedynie trzy osoby pokonały, zaciekle broniącą swojej każdej minuty, dobę. Nie …

III Rajd Konwalii: kolejny level zaliczony – migawka druga

Odnaleźć właściwą drogę – analiza postartowa Na przelocie pomiędzy PK3, a PK4 spotykam Mateusza. Wspólnie docieramy do czwórki i podbijamy ją. Kolega przeżywa kryzys i raczej na bieg nie ma ochoty, ja natomiast ruszam przed siebie. Nie ma, co zwlekać, muszę odrobić stracony na zadaniu specjalnym czas. Biegnę na południe. Początkowo drogą, potem granicą kultur. Nagle przede mną pojawia się ściana trzcin. Z rozpędu, rozgarniając rękami, przedzieram się przez gąszcz. Słyszę przejeżdżające samochody, jest droga, więc idę w dobrym kierunku, ale skąd tutaj te bagno? Pomimo tego, że księżyc rozświetla niebo, to w lesie panują absolutne ciemności. Przy słabym świetle czołówki trudno dostrzec szczegóły mapy. Wycofuję się z bagna, mam dość taplania się w błocie. Obiegam moczary, docieram do leśnej drogi, a nią do asfaltu. Powinienem skrócić drogę, i zbiec w leśną przecinkę. Jednak nie wiem gdzie dokładnie jestem, nie będę ryzykował. Biegnę, mijany przez samochody, do drogi Wschowa – Włoszakowice, za skrzyżowaniem zbiegam w las drogą prowadzącą do PK5. W oddali dostrzegam światło latarki. Dopadłem kolejnego zawodnika! Jest dobrze! Co sił doganiam go i… …

III Rajd Konwalii: kolejny level zaliczony – migawka pierwsza

„Ból jest nieunikniony. Cierpienie jest wyborem.” – Przecinka jest za tym lasem, a na końcu przecinki punkt. Tniemy na azymut! – Rzuca szybko Mateusz i nie czekając na moją reakcję biegnie przodem. Nic mi nie pozostało jak podążać za nim. Syczę z bólu, kiedy wysoka trawa smaga mnie po pokrwawionych łydkach. Najchętniej biegłbym po „ergonomicznych” drogach. Tak, od tego PK stawiam na wygodę i przebieżność. Marzy mi się świat bez chaszczy, pokrzyw, traw, trzcin, jeżyn, malin. Zero kolców i ostrych krawędzi. Zero kłujących gałęzi, igieł. Nic… Noc była koszmarna, a punkty kontrolne poukrywane w największych zaroślach, jakie widziały moje oczy. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania, aby uprzykrzyć nam życie. PK ustawione zostały w trudnodostępnych miejscach, zdobycie ich wymagało przedzierania się przez najbardziej uciążliwe i niedogodne miejsca, jakie można znaleźć na terenie Przemęckiego Parku Krajobrazowego. Park, jaki ja znam jest łatwy, przyjemny i stworzony dla biegacza, jest suchy i rozświetlony porannym promieniem. Ten, który pokazał mi konstruktor trasy, to ciemny, żądny krwi, wilgotny, pełny komarów, pokrzyw i gałęzi pokrytych ostrymi jak brzytwa kolcami, padół. Może to …