Month: Listopad 2012

Biegacz psychą silny

Ciało i dusza. Mięśnie i umysł. W sporcie jedno i drugie wymaga treningu. Doskonałego ultramaratończyka cechuje, oprócz żelaznej łydki, olbrzymia wytrzymałość na ból, silna wola, niezłomność, determinacja. Wszystkie te cechy można zastąpić jednym stwierdzeniem: mocna psycha. W ostatnim wpisie wspomniałem, że biegam teraz trochę więcej i jakoś tak systematycznie, no i dzięki temu forma rośnie, a to cieszy niezmiernie. Trenuję mięśnie, wzmacniam serce i płuca. Pracuję nad techniką i pilnuję diety. Wszystko, co wiąże się moim treningiem biegowym jest niemal doskonałe. I, cholera, czuję moc, czuję, że mogę powalczyć, dokonać rzeczy, które kiedyś znajdowały się w przedziale nieosiągalnych marzeń biegowych. Co za niesamowite uczucie! Nie, to nie jest bełkot megalomana. To wiara w siebie, możliwość osiągnięcia niemożliwego. To mnie napędza! I pędzę przed siebie, nic mnie nie zatrzyma! Doświadczenie nauczyło mnie, że mocna łyda to nie wszystko, że nawet mając niezłą kondychę, można klęknąć kilka kilometrów przed metą. Znacie to, kiedy diabeł wam szepcze do ucha?: Odpuść człowieku, a przestanie boleć! Odpuść, a znajdziesz się w ciepłej i suchej bazie zawodów, tam czeka ciepła herbata …

Cele, plany, marzenia

Długo zbierałem się, aby napisać kilka zdań na blogu. Nie chodzi o brak tematów. Nawet nie o to, że ponownie powiększył się mój deficyt czasu. Musiałem odpocząć. Skupić się na innych rzeczach, innych ludziach, innych miejscach. Zająć się trenowaniem. Tak po prostu – mieć jedną rzecz przed sobą i oddać się jej bez reszty. A moje niepisanie to takie blogowe roztrenowanie. Ot, co. Od kilku tygodni trochę więcej biegam, a słowo „systematycznie” realnie opisuje moje treningi. Pojawił się cel. Bo cele mieć należy. Inaczej się człowiek szybko wypali. Znam to, przerabiałem kilkakrotnie treningowy bum, a potem wielką klapę, zniechęcenie i stan lenia do kwadratu. I plan treningowy! Pięć dni w tygodniu. X km tygodniowego dystansu. Dużo i mało. Za dużo, aby unieść jego ciężar bezboleśnie, zbyt mało, aby od razu poczuć motywującą moc progresji. I znany scenariusz: pierwsze tygodnie realizowane uczciwie, potem następuje znudzenie, brak czasu, wymówki. Odpuszcza się jeden trening, potem kolejny. Nie mijają trzy tygodnie jak realizacja planu zamienia się w wielką blagę: „Po co ja się oszukuję?! Nic się nie stało, od …

Podsumowanie tygodnia: 22-28/10/2012

22/10/12 Poniedziałek: reset 23/10/12 Wtorek: BS, 1:34:34, 17,01 km Spokojnie 24/10/12 Środa: reset 25/10/12 Czwartek: I+BS, 1:24:50, 13,96 km Interwały 6×800 + roztruchtanie Zbyt słabo przyłożyłem się do ostatniego powtórzenia – nie będzie nagrody. 26/10/12 Piątek: BS, 1:33:06, 18,36 km Yuuuupi! 76% HRmax Z muzyką Dead Can Dance Magiczny Las był niesamowicie… mistyczny. Leciałem, leciałem, a wszystko dookoła było niesamowicie piękne! Jest radość, JEST! 27/10/12 Sobota: P+BS, 2:09:18, 24,23 km Krótki bieg w tempie progowym ~4:28/km + rozgrzewka + BS z Mańkiem 28/10/12 Niedziela: BS, 0:45:42, 7,74km  Regeneracyjnie