Month: Grudzień 2012

6 kg do raju

Ważę 76 kg. Kiedy stałem przed chwilą na wadze, drapiąc się po głowie, pomyślałem, że to nie będzie łatwe zadanie osiągnąć zamierzoną wagę 70 kg. Skąd akurat 70, a nie 72 czy 73,47? A, dlatego, że w dawnych czasach, kiedy byłem pięknym młodzieńcem, moja waga nie przekraczała właśnie 70 kg. Chudy szczypior był ze mnie ot, co. Poza tym chcę szybko biegać, a te sześć nadprogramowych kilogramów ździebko przeszkadza mi w tym, aby stać się władcą prędkości. I skoro ważyłem siedemdziesiątka, to chyba jestem w stanie wrócić do tej wagi. Chyba? Kiedy wracam pamięcią do pewnego zdarzenia sprzed lat, kiedy to stanąwszy na wadze doznałem szoku, widząc jak wskazówka zatrzymuje się na cyfrze 100 i dwie kreski, a patrząc na dzisiejsze siedemdziesiąt sześć kilogramów, nasuwa się prosta konkluzja: czym jest te sześć przy dwudziestu sześciu kilogramach zbędnej opony? Wydaje się czystą formalnością. Nic z tego! Biegam systematycznie od trzech miesięcy, pięć treningów i 80 km tygodniowo. Trzymam się zasad zdrowej, zbilansowanej diety… prawie. Mam jedną słabość. Ta słabość to cukiernia Meryka, a w szczególności najpyszniejsze, …