Month: Marzec 2013

BPS w/g Greifa – półmetek. Liczby na bok!

Nie jestem cyborgiem, nie jestem mocny. Jestem słaby, ale nadrabiam poświęceniem. Nie mam talentu, aby coś osiągnąć, muszę pracować dwa razy więcej niż inni. Napieram przed siebie, realizuję plan w 100% , jednak te poświęcenie odciska na mnie swoje piętno. Cyfry zostawię na koniec, one w tym planie są drugorzędne. Tutaj chodzi o stan psychy, o samopoczucie, po czterech tygodniach mocnego treningu. To, co robię jest przeciętne, z mojego punktu widzenia. Dla moich kolegów może jest to wariactwo i niezły hardcore (Greif ostrzegał, że ten trening może być w taki sposób odebrany), jednak dla mnie to ciągle za mało. Takie mam przeświadczenie, gdy widzę jak trenuje Marcin i jego koledzy z OLAWS Złotoryja. Tak, wiem, to inna liga, ale ja też tak chcę, chcę do niej należeć! Dlatego walczę zbierając każdą sekundę progresu. Nie, to nie pycha. To nie jest brak skromności. (Nadal jestem zdziwiony postępem, który zrobiłem i trochę brak mi wiary w siebie i w swoje możliwości.) Jestem pokorny, ale pielęgnuję ambicję. To moja motywacja, to pozwala mi na wszelkie wyrzeczenia. Gnam do …

Taka mantra…

… zależy kto czego poszukuje w życiu. – Odpowiedział mąż mojej koleżanki, na mój laicki komentarz dotyczący jego ostatniej wyprawy (choć Sahib twierdzi, że ani to wyprawa, ani wyczyn) do Norwegii, gdzie trawersował, wspólnie z dwoma znajomymi, górski płaskowyż Hardangervidda. Napisałem, że taka wędrówka przez śnieżny płaskowyż jest lekko nudna i brakuje w niej urozmaicenia. Idą, idą, idą. Dookoła biało. Idą, idą, śpią, idą, idą. Jednak po chwili zastanowienia tknęło mnie. Cholera, uzmysłowiłem sobie, że doświadczenie lodowej pustki jest niczym innym jak doskonałą drogą do oświecenia! Jest stoickie. Pozbawione chaosu emocji, tak odmienne od eksplozji zieleni, woni słodkich, jaskrawości palety barw. Cisza. Jak bardzo można zagłębić się w sobie, podczas takiej wędrówki? To nurkowanie na bezdechu w białej głębinie. I może właśnie tego Sahib poszukuje w życiu. Tego samego oświecenia poszukuję i ja, a moja mantra, to przemierzane kilometry na górskim szlaku, im więcej ich, tym bardziej zagłębiam się w sobie. Przewijający się, zatykający dech w piersi, krajobraz i emocje wywołane biegiem po niesamowitym singletracku, mieszają się dając niewyobrażalnie wybuchową substancję. Ta ekspresja. Tego szukam w życiu. …

O dojrzewaniu

Mój Świat stał się elastyczny. Transformuje w zależności od okoliczności. Od treningu do treningu – jest wąski, zimny, przewidywalny. Wszystko pracuje w nim, w  jak dobrze naoliwionej maszynie. Można opisać go matematycznym wzorem: 10 kilometrów razy 4 minuty, 35 kilometrów razy 130 uderzenia serca, dwa kroki na wdech, dwa na wydech. 1645 kalorii. Kiedy rozpoczynam kolejną przygodę, jadąc w stronę bazy zawodów lub punktu zbornego, eksploduje przytłaczając swoją wielkością. Staje się gorący, tak jak gorące jest moje serce. Jest nieskończony, nieopisany, wielowymiarowy. Jest niezbadany, dziki, piękny, pociągający. Jest tym wszystkim, czego pragnę, o czym marzę. Jest, i to napędza, aż trudno się zatrzymać. Zimno oddycham, ciepło żyję. Mój Świat, to moja pasja. Mój Świat, to rodzina, to dom i to, co poza domem. Kiedyś byłem przekonany, że pasję można oddzielić od rodziny, rodzinę od domu, dom od wszystkiego. Dziś wiem, że jest to jeden element, trwały, złożony i wielowarstwowy jak sklejka, jak tort pełen pysznych warstw z biszkopta i kremu o smaku truskawkowym. Tych kilka lat biegowej przygody pokazało, niejednokrotnie bardzo dosadnie, że gdy wypacza …