Month: Maj 2013

1000 MPa

Gorączka życiówki, tygodniowy kilometraż, plan treningowy, cholerne parcie do celu mogą zmęczyć, wypalić, a kiedy zaczynają nadmiernie ciążyć, należy na chwilę się zatrzymać, nabrać powietrza w płuca, wyciągnąć ręce ku niebu i wypuścić z siebie całe ciśnienie. Tak, musiałem się zatrzymać, przekłuć plastykową błonę, którą się otoczyłem, a która odgrodziła mnie od świata. Pisałem już o zwalnianiu i odpoczywaniu, ale wtedy męczyło mnie otoczenie, nadmiar pracy, pożeracze czasu, hałas i proza życia. Tym razem wpadłem w treningową rutynę, która zrobiła ze mnie biegowego robota. W pogoni za życiówkami i walce o progres nie zauważyłem, że jestem jak zaprogramowany, samozaprogramowany, poruszam się zgodnie z planem i według wskazań Garmina. Biegam, gimnastykuję się rozciągam, jednym słowem – zapieprzam. Uwijam się w pocie czoła, a czas powoli mija. Jeszcze nie tak dawno tęskniłem za zielonym lasem, a teraz, kiedy wegetacja eksplodowała najbardziej soczystą odmianą zieleni, ja tego nie dostrzegam. Chęć bycia coraz lepszym i lepszym zasłoniła mi to, co najważniejsze…

Buty Brooks Ravenna – test 3 tys. kilometrów cz. 2

Pierwsze wrażenie Lekkość, miękkość i wygoda. Chyba każdy z nas biegaczy ma taki odruch, że nowe buty zaraz po wyciągnięciu z pudełka waży w dłoni. Z Brooksami zrobiłem tak samo. Chwyciłem delikatnie jednego buta i próbowałem ocenić jego wagę. To się czuje od razu, są lekkie i prawie nic nie ważą. 306 g przy rozmiarze 44, jak na buty treningowe to niewiele. Oglądnąłem but z każdej strony. Jest solidnie uszyty, podeszwa sprawia wrażenie mocnej, aczkolwiek elastycznej. Ravenny mają przód zadarty do góry, dzięki czemu zyskują na dynamice, są szerokie, stopa znajdzie w nich sporo miejsca. Wnętrze buta jest wyłożone miękką i przyjemną w dotyku pianką. Po wyjęciu wkładki z wnętrza buta okazało się, że jest gruba i elastyczna, przez co nie będzie podwijać się podczas długiego biegu. Lekka siateczka zapewnić ma stopie odpowiednią wentylację. Język jest solidnie zszyty z butem i wyposażony w pojedynczą szlufkę zapobiegającą przesuwaniu podczas biegu. Przód buta, boki oraz tył pokrywa solidny nieprzemakalny materiał, który ma za zadanie uchronić stopę przed przemoczeniem podczas biegu po mokrej nawierzchni. Otwory na sznurówki posiadają …

Niedźwiedź polarny

Pani Wiosna jakaś słaba w tym roku. Najpierw nie ma siły przegnać mocnej jak nigdy Zimy, następnie niemal daje się wykopać przez lato. Gdyby nie zieleń soczysta, myślałbym, że przespałem kilka miesięcy i obudziłem się w sierpniu. Ale ja nie o wiośnie słabej, a o niedźwiedziu miałem pisać i o tym, że upał podczas treningu całą moc mi odbiera. Z tym upałem też różnie, bo to bardzo subiektywne odczucie jest. Dla mnie upał zaczyna się powyżej 18°C i kiedy przekroczy tę granicę, to zaczynam cierpieć katusze straszne. Spada mi wydolność, a pierwszy zakres kończy się przy tempie 5:15/km. Mam wrażenie jakbym znalazł się na początku drogi, którą już przecież przebyłem.

Sudecka 100

Jakiś czas temu wymarzyłem sobie życiówkę. Przyśniło mi się złamanie 3:20 w maratonie. Aby urzeczywistnić marzenie, ochoczo i raźnie zabrałem się do pracy. Nie przypuszczałem, że spełnienie marzenia jest tak trudne w realizacji, że potrzeba cierpliwości, konsekwencji, wiary we własne możliwości, a droga do spełnienia niejednokrotnie bywa drogą przez mękę. I kiedy nastaje TEN DZIEŃ, dzień kiedy marzenie ma się spełnić, ulatuje cała pewność siebie, a spełnienie zamienia się w wielką loterię zależną od trasy, odżywiania, nawadniania, wiatru, butów, sznurówek, kolki, żołądka… Dobra, dobra, zagalopowałem się troszeczkę. W TEN DZIEŃ okazuje się, że pokonanie ostatnich 42195 metrów dzielących od spełnienia bywa bardzo, bardzo bolesne. W każdym razie moje marzenie się spełniło. Więcej. Zrealizowałem je z dużą nawiązką. Kiedy przekroczyłem linię mety, miejsce bólu zajęła euforia, a endorfinowy high długo mnie nie opuszczał. Dla takich chwil warto żyć, warto się poświęcić i warto pocierpieć.