Miesiąc: Lipiec 2013

Lenistwo, Szaga i kłopoty z jedzeniem

O jak mi się nie chce! Tak, mi-się-nie-chce! Od ponad trzech tygodni, z premedytacją, obijam się. Unikam każdej formy aktywności. Postanowiłem dać się ponieść słodkiemu lenistwu: bo upał, bo lato, bo wakacje i urlop. A dziś, dziś mam wyjść pierwszy raz po tych dwudziestu kilku dniach nicnieróbstwa na trening i jakoś tak mi się nie chce. Łatwo wpaść w sidła lenistwa, najchętniej przeciągnąłbym roztrenowanie aż do września, a potem rozpocząłbym plan treningowy (< 3h) pod wiosenny maraton.

O poświęceniu – wszyscy jesteśmy superbohaterami

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie Hania, a dokładniej jej poczynania podczas Maratonu Gór Stołowych, które opisuje na swoim blogu. Kiedy czytałem o jej zmaganiach z bólem, z trudem trasy i upływającym czasem, olśniło mnie. Podobnego olśnienia doznałem podczas łódzkiego maratonu, kiedy stałem pod metą i czekałem na Sabinę, potem na Tomka (tak, tak Ilona, to doskonały temat na wpis). Ci wszyscy biegacze, kończący maraton z uśmiechem, z autentyczną radością, pomimo bólu i zmęczenia byli niesamowici. Tryskające na wszystkie strony szczęście i absolutne spełnienie rosły, nasilały się wprost proporcjonalnie do zwiększającego się czasu, z którym zawodnicy kończyli swój bieg. Do niedawna twierdziłem, że ukończenie maratonu, to nie taki wielki wyczyn, a niektórzy biegacze wykazują się na mecie, jak to ujął mój kolega, zbytnią egzaltacją. Jednak to, co zobaczyłem w Łodzi było szczere, szczere do bólu, bez odrobiny przesady.

Sudecka 100

Stoję na środku drogi, gdzieś pośród łąk. Za plecami zostawiłem stadion, przede mną nic innego tylko czarna otchłań, którą tnie światło latarki. Co jakiś czas mija mnie zdyszany zawodnik. Konkurenci są bezlitośni. Napierają bez opamiętania. Wiem, że oni też cierpią, że też im z bólem nie po drodze. Ale mają tyle silnej woli, aby biec przed siebie ku mecie. Miotam się. Przed chwilą zostałem poddany największej próbie. Przebiegając przez stadion mogłem skrócić swoją mękę i zakończyć bieg. Na mej szyi zawisłby zgrabny medal, a ja mógłbym pić, jeść i odpoczywać do woli.