Month: Grudzień 2013

Noc, wiatr i deszcz – moi sprzymierzeńcy… Powrót

Trudno wraca się do formy po chorobie. Szczególnie, gdy choroba była z tych poważniejszych.Organizm jest osłabiony, a psycha klęka, zwłaszcza wtedy, gdy w głowie siedzi te paskudne poczucie winy. Bo przecież te choróbsko to z mojej winy, bo przegiąłem okrutnie chcąc sprawdzić, gdzie leży granica, bo nieodpowiedzialne zarzynanie organizmu musi w końcu ponieść konsekwencje. Konsekwencją było zapalenie płuc. Dziś mam za sobą dwa tygodnie zmagań na treningach i kolejny tydzień w toku. Jak się czuję? Nadal targa mną mocny wkurw. Jak mogłem zapomnieć, że nie ma ludzi ze stali?! A jeśli jacyś są, to na pewno się do nich nie zaliczam. Organizm bardzo dosadnie mi o tym przypomniał. Walczę o spokój. Muszę odzyskać równowagę i skupić się na treningach. Obwinianie się, rozpamiętywanie, nic nie pomoże – wręcz przeciwnie.Plan „4:10” nadal jest aktualny. Trenować trzeba – taka sytuacja. Powrót do treningów nie okazał się remedium na męczącego mnie doła. Miałem focha na świat i okolicę, poza tym nie chciało mi się. Lenistwo, jesienna deprecha, stagnacja,regres… Jedynym sposobem było (marazm srarazm!) ruszyć dupsko i zabrać się do …