Month: Styczeń 2014

Przed Śnieżnymi Konwaliami

Wielkimi krokami zbliża się pierwszy start tego roku. Śnieżne Konwalie, bo o tej imprezie mowa, to zawody na orientację – druga edycja, w której wezmę udział. W zeszłym roku startowałem na trasie TP25 wraz z Mańkiem i Danielem. Traktowałem ten start ulgowo, a to dlatego, że byłem w trakcie przygotowań do wiosennego maratonu. W tym roku, w jego pierwszej połówce, przewidziałem jeden start priorytetowy i będzie to moja ulubiona liniówka, czyli Sudecka Setka. W związku z tym, że trenuję pod ultra, nie oszczędzam się, a mój średni kilometraż kręci się wokół liczby 120, jestem niewypoczęty, dlatego postanowiłem potraktować i tę edycję ulgowo. Start treningowy, o niskim priorytecie. Z udziałem w imprezach jest u mnie tak, że jeśli startuję, to daję z siebie wszystko. Bywa jednak, że trzeba spasować i podejść do tematu z dystansem. Ustalić cel na inne rzeczy, niż tylko uzyskanie, na mecie, jak najlepszego czasu, czy miejsca. Tym razem moim celem jest: przypomnieć sobie jak biega się z mapą – „czucie mapy” z brakiem praktyki zanika oraz przeprowadzić hardcorowy trening na długim dystansie …

Kilka faktów z życia biegowego #3

Się biega, się trenuje i się ma lenia… Leń niespontaniczny, zaplanowany, powoli narastający zdominował ostatni weekend. Zamiast długiego wybiegania w drugim zakresie i niedzielnej dawki LSD zafundowałem sobie bezwzględny kanaping oraz rozmiękczanie mózgownicy poprzez działanie nań wielu, zbyt wielu stacji TV. Przyznam się szczerze, że po dwudniowym nicnieróbstwie czuję się oczyszczony z wątpliwości, odzyskałem energię, paradoksalnie wzrosło morale, jednym słowem – odpocząłem. I wiecie? Podobało mi się. Żeby nie było. Trenuję uczciwie. Biegam sześć razy w tygodniu po – średnio – 120 km. Wykonuję szereg intensywnych jednostek treningowych przeplatanych długimi biegami ekstensywnymi. Wypluwam płuca podczas serii interwałów, zdzieram buty na długich i wymagających biegach w tempie progowym, katuję się na crossach lub niezliczonych podbiegach, aplikuję sobie niemałą dawkę wspomnianego LSD , które ledwo unoszę. Jestem jak superbohater, tylko z tych mniej znanych i bardziej leszczowatych. Skoro już pochwaliłem się moimi osiągnięciami treningowymi, jestem gość, super mega zajebiaszczy do kwadratu i w ogóle, to przyznam się do czegoś. Do zmiany. Miałem taki plan, nazwałem go 4:10 – nie, spoko, plan pozostaje, przesuwam jedynie jego realizację na …

Forest…

I biegać tak po lesie, kiedy zima w pełni, choć bezśnieżna, a aura jak na styczeń bardzo łaskawa. I las obnaża to, co od wiosny do jesieni zakrywa zasłona z liści i kwiecia. I płuca wypełnia rześkie powietrze. I zwierz często trafia na celownik bystrego wzroku. I z każdym pokonanym kilometrem wtapiam się w otoczenie, harmonicznie, bo las to ja, a ja to las. Odnajduję nowe nietknięte stopą biegacza ścieżki. Wąskie, miękkie, wydeptane przez zwierzynę. Wijące się pomiędzy wysokimi bukami. Przykryte szczelnie szeleszczącym listowiem. Zapach grzybni i ziemi. Ciepły promień słońca rzucający snop światła pomiędzy konarami. Biegnę, a buty głęboko grzęzną w miękkim poszyciu. Biegnę, a gałęzie chłoszczą moje ramiona, tors i twarz. Biegnę, a każdy oddech zamienia się w ciepłą parę i ulatuje w stronę wyłaniającego się, gdzieś spomiędzy chmur, błękitu. Luna spłoszyła stado jeleni. Wybiegły z impetem z zarośli i pędzą poprzez wysoki las, a ziemia aż drży pod ich racicami. Kiedy po chwili przecinam miejsce w którym przebiegło stado, czuję wyraźnie zapach zwierząt – ostrą, drażniącą nozdrza woń wolności. Kiedy wkraczam na …

O dążeniu do doskonałości, akceptacji siebie i widzeniu tego co jest, a co może być

Być ideałem, czy zaakceptować swoje niedoskonałości? Orać ja wół, by urwać cenne minuty z życiowego rekordu w maratonie, czy trenować w zgodzie z własnymi potrzebami, po to aby bez wysiłku przemierzać górskie szlaki? Jedni znajdują spełnienie w treningu do utraty tchu inni w truchcie po parku, ale jedni i drudzy mają jakiś cel do którego dążą.  Moim celem jest to by być coraz lepszym biegaczem, aby osiągnąć to, co do tej pory było poza moimi najśmielszymi marzeniami. Wytrwałość, którą wyrobiłem w sobie przez kilka lat biegowej przygody sprawiła, że zacząłem doskonalić swoje umiejętności w każdej dziedzinie z którą się zetknąłem: w pracy, w domu, wykonując dodatkowe zlecenia, czy szykując kolejny rodzinny wypad – cokolwiek.  Biegowa pasja wywróciła mój świat do góry nogami – może inaczej: sprawiła, że stał się bardziej uporządkowany, zdrowszy i ergonomiczny. Wyobrażacie to sobie? Kontrolowany upadek zmienia całe wasze życie? Są osoby, które strasznie się spinają. Kiedy ich cel, pomimo włożonej pracy, wszystkich zabiegów aby stać się coraz lepszym, jest ciągle poza zasięgiem lub, co gorsza, wydaje się oddalać, wtedy wpadają w …