Month: Luty 2014

Kilka faktów z życia… niebiegowego

Czasami znikam. Kiedy mi źle, ciężko na duszy i boli serce – uciekam. Nie odzywam się dniami i tygodniami. Ale to nie znaczy, że nie pamiętam. Ja… sam nie wiem jak to nazwać. Nie unoszę, muszę się wyłączyć i zresetować. 1. Nie biegam od dwóch tygodni. Nie powiem, jest dziwnie, na pewno nie jest mi z tym aż tak dobrze, jak do niedawna myślałem. Nie wiem, czy to efekt odstawienia, czy narastający stres, ale zaczynam czuć się paskudnie. Pomimo przygnębienia, złego samopoczucia nie potrafię wyjść na trening. Fakt, dwa dni temu przebrałem się w biegowy uniform, ale skończyło się na półgodzinnym spacerze z psem po okolicznych polach. Równolegle, do stanu przygnębienia, pojawia się złość i irytacja. Wkurzają mnie motywacyjne obrazki, teksty typu: „czy już biegałeś, bo ja zaliczyłem wspaniały trening i machnąłem/łam 12 kilosów”. Czujecie? Włączam kompa w pracy. Jest godzina siódma z minutami, przeglądam pocztę, loguję się na fejsa, a tam takie teksty. Szlag człowieka może trafić. Kogo, do cholery, obchodzi czy biegałeś/łaś rano, w nocy, czy w południe. Kogo obchodzi to, że w …

Dystans cz.2

Dystans jest ojcem bólu. Nieopisany, bez reguł. Nie ma wzoru: wzrost intensywności bólu nie jest wprost proporcjonalny do długości dystansu, nie jest też kwadratem szybkości biegu, ani iloczynem sumy długości oraz czasu trwania. Ból bywa. Dystans jest.  Dystans jest bratem czasu. Niezależnie od jego długości, czas musi płynąć. Nie zatrzymasz go przyciskiem na stoperze, nie przyspieszysz, nie zwolnisz. Czas trwania jest względny. Względna jest percepcja – czas się wlecze lub mija w mgnieniu oka.  Bezwzględne musi być dążenie do osiągnięcia celu. Do pokonania dystansu…   Kiedy przybijałem piątkę z PK B, las zaczęła rozjaśniać pomarańczowa łuna. Nagle z mroku zaczęły wyłaniać się kształty, zarysy. Z każdą upływającą minutą, światło wydobywało więcej i więcej szczegółów. A im więcej szczegółów pojawiało się dookoła, tym bardziej odżywały, zmęczone ciemnością, oczy. Chłonąłem las wszystkimi zmysłami. Pozwalałem sobie na wyskoki, to w lewo, to w prawo, aby przebiec obok małych wysepek, które wyraźnie wyróżniały się w leśnym świecie pionowych linii, biegnących od gruntu pokrytego ciepłą i miękką ściółką aż do zielonego dachu zasłaniającego niebo. Pokonywałem niewielkie wzniesienia porośnięte miękkim mchem, zbiegałem …

Dystans cz.1

Dystans to krwawy rzeźnik. Obdziera cię z resztek sił, jak wampir wysysa energię. Pożera powoli, a potem wymiotuje, na linii mety, twoimi na wpół strawionymi resztkami. To on sprawia, że balansujesz na skraju obłędu. Jednocześnie pragniesz zakończyć mękę i przeć do przodu. Odwieczny dylemat. Ciężka próba. Dystans stawia cię przed lustrem. Zrywa z twej twarzy maskę. Spójrz! Czy widzisz siebie, bezbronnego wobec jego oblicza? Jedyną obroną jest atak, orężem – niezłomna wola. Dystans to wijąca się pośród wzgórz, lasów i łąk, bestia. Rzuca się na ciebie i przytłacza swym ogromem. Aby wygrać, musisz ją usidlić, przejąć inicjatywę. Krok, za krokiem. Noga, przed nogą. Powoli, sukcesywnie zdobywasz przewagę. Bądź łowcą, połykaj kilometry. Spraw, niech się skurczy. Niech zmaleje. Bądź czujny, nawet ostatni kilometr może odgryźć ci głowę!