Month: Marzec 2014

Błotka

Pobiegłem w ciemną noc, poprzez obsiane pola, nisko skoszone łąki. Nie mając celu, nie uznając dróg, duktów, ani traktów. W pogardzie mając asfalt, beton, szuter.  Dla mnie bieżnią jest miedza. Szlakiem, wydeptana przez zwierzynę, wijąca się pomiędzy drzewami, ścieżka. Z dala od ludzi, w bliskości natury… Wzułem stare rozbiegane buty, na zad wciągnąłem ozdobione kiczowatym camo legginsy, na legginsy stare szorty. Na grzbiecie spoczęła bawełniana koszulka pamiętająca IWW z 2011 roku i, jako kolejna warstwa, stara, sfatygowana bluza firmy z łyżwą jako logo. Przezornie wsadziłem do kieszeni kolorowy wydruk mapy topograficznej z naniesionym terenem dzisiejszej wycieczki, a na nadgarstek naciągnąłem kompas wyposażony w elastyczną opaskę. Gwizdnąłem głośno na psa, przywołując go do nogi. Otworzyłem na oścież metalową bramkę ze skrzypiącymi zawiasami i pobiegłem przez wieś, do lasu, w kierunku Błotek.

Czwarty – droga

Więc ktoś, kto jest samurajem i nosi miecz za pasem nie może zapomnieć o duchu walki. A wtedy jego umysł jest niewzruszenie ukierunkowany na śmierć. Bo samuraj, który nie docenia ducha walki, chociaż nosi miecz za pasem, jest tylko chłopem albo kupcem w skórze wojownika. Daidoji Yuzan Shigesuke „Budo Shoshinshu” Doświadczenie kryzysu to jedna z najgorszych i paradoksalnie, najlepszych rzeczy, jaka mogła mi się przytrafić. Wyobrażałem sobie, że takie przygody przytrafiają się tylko najlepszym. Tym, którzy mają dużo do stracenia. Czytałem o tym w biografiach sławnych sportowców albo w poradnikach dla żółtodziobów. W pierwszym przypadku, autor pisząc o kryzysie, świadomie tworzy kontrast pomiędzy upadkiem, a sukcesem, aby wyeksponować trud, z jakim dochodzi się do celu. W drugim, to straszak dla niesfornych i zbyt zachłannych amatorów biegania. Tak myślałem. Kryzys? Tak znam. Jego gorzki smak poznałem pokonując dziesiątki kilometrów podczas imprez ultra albo w trakcie biegu maratońskiego, kiedy próbowałem przebić głową ścianę. Ten kryzys jest niczym wobec całkowitej bezsilności, kiedy piętrzą się urojone kłopoty. Umysł szuka przeszkód i wymówek. Nogi same się plączą i potykają zawadzając …

Trzeci. Kilka faktów z życia biegowego

Zachciało mi się. Wróciłem do treningów i pisania. Pierwszy trening okazał się mało spektakularny. Skończyło się na kilkukilometrowym rozbieganiu, potężnym zmęczeniu i… tak, mogę to uczucie, już po, nazwać zadowoleniem. W zasadzie nie miałem żadnych oczekiwań i przewidywałem, że poziom formy nie zaskoczy mnie pozytywnie, okaże się marny i kiepski jak samopoczucie, które ostatnio mi doskwierało. Sukcesem, niewątpliwie, jest to, że w miarę szybko wróciłem do zdrowia po paskudnej grypie i zapaleniu oskrzeli. Sukcesem jest również to, że pozwoliłem sobie na wypoczynek, przełamałem się, uporządkowałem co niektóre sprawy oraz zweryfikowałem cele i bez zbędnych ciśnień wróciłem do tego, co lubię, czyli udeptywania bezdroży. Przyjemny deficyt czasu? Sam w to nie mogę uwierzyć, ale tak, okazało się, że brak czasu i napięty harmonogram może być przyjemny, szczególnie jeśli odnosi się do zbioru ulubionych zajęć. Łączę pracę w ogrodzie – postanowiłem wprowadzić w życie pewien śmiały plan – i treningi siłowe. Trening obwodowy można wykonywać w różnych okolicznościach, ale ten miks przypadł mi szczególnie do gustu. Trenuję, pracuję, a ogród z dnia na dzień staje się coraz …

Drugi… „zawsze pamiętać!”

Krok, krok, oddech, krok, krok, kamień, ścieżka, oddech, krok. Powietrze wziuuuuu… Krok, krok, oddech, skok, kamień, kłoda, ścieżka, las. Nad głową świst… Krok, krok, skała krok, oddech, stromy szlak, kamień, skok. Skok, skok, oddech, skok, skała, kamień, chwyt i skok. Oddech, strumień, woda, łyk. Słońce praży, skała, pot. Dłonią skronie, zimy łyk. Oddech, oddech, skała, chwyt, oddech, oddech, grań i … Zerwałem się zachłystując powietrzem. Dookoła ciemność, cisza i uśpiony dom. Poduszka cicho zsunęła się z łóżka i głucho opadła na chłodną podłogę. Gdzie ja jestem?! Ach tak! Wiem, to sen. Żona śpi obok, spokojnie i równomiernie oddychając. Wychylam się poza łóżko, łapię za róg poduszki, układam na miejsce i opadam na nią, wiercąc tak długo, aż idealnie się ułoży. Rozmyślam przez chwilę o niedawnym śnie. Uśmiecham się w duszy i wiem, już wiem. Zasypiam. Zabawa w szczerość ma ten minus, że wypowiedziane słowa, zapisane zdania, ranią. Albo jedną, albo – użyte podstępnie – drugą stronę. Nie potrafię ściemniać, wolę pisać jak jest i dlaczego tak, a nie inaczej, ale muszę też chronić siebie. Ale …