Month: Październik 2014

Jestem… łojantem, czyli kilka akapitów o górze, szalonym planie i o tym, że warto

Ponoć, każdy ma swoją górę do zdobycia… Moja góra jest cholernie wielka. Czasami jej wielkość mnie przeraża. Ale wspinam się po jej stromych zboczach, próbując dotrzeć na sam szczyt. Są jednak takie dni, kiedy myślę, że wierzchołek góry jest odleglejszy, niż się wydaje. Bywa tak wtedy, kiedy nie wszystko idzie po mojej myśli albo kiedy przychodzi okres kompletnej załamki. Panuje ogólna dupówa, woda leje się strumieniami albo wieje paskudny halny, prosto w twarz. Czasami pojawi się jakiś schron na drodze, który kusi ciepłem i bezpiecznym kątem. Lubię przycupnąć na moment, skryć się przed niesprzyjającą aurą, odpocząć. Paskudny kryzys, w którym tkwiłem minął – mam nadzieję – bezpowrotnie. Znowu jestem w ciągu, trenuję: biegam, pĄpuję, wyginam kończyny, rozciągam ścięgna i mięśnie. Z przyjemnością zagłębiam się w zielone ostępy Magicznego Lasu, katuję się podbiegami na Winnej Górze. Trenuję i planuję. Mam kilka marzeń i cudownie byłoby je zrealizować. Z tymi marzeniami jest tak, że same się nie spełnią, trzeba im odrobinę pomóc. No dobra, bardziej niż odrobinę. Trzeba orać jak wół, żeby zbliżyć się do pułapu osiągalności. …