STARTY, ULTRA
komentarzy 7

B7D – kiedy pasja przegrywa z pracą

Co powinienem teraz robić?
Powinienem opisywać wrażenia z Biegu 7 Dolin, Ultramatratonu 7 Dolin, napisać długą, pełną wrażeń, relację. Powinienem, spełniony, dbać o regenerację nadwerężonych wysiłkiem mięśni.
Powinienem analizować potencjalne błędy,  taktykę.
Powinienem cieszyć się z wyniku, niezależnie od tego, jaki bym uzyskał.
Powinienem…

Rzeczywistość okazała się z goła odmienna, brutalna wręcz. Zamiast wystartować, spędziłem weekend w pracy. Myślami byłem w Krynicy, ciałem gdzieś na terenie HMG. Wściekłość minęła, pozostał żal. Nie, nie będę pisał, że trening poszedł na marne, bo nie poszedł. Zrobiłem znaczny postęp, a wysiłek, który włożyłem w przygotowanie do U7D zaowocuje w przyszłości. Szkoda mi startu, szkoda punktów do puli UTMB. Co teraz zrobię? Przeorganizuję kalendarz, zweryfikuje plany. Punkty są jeszcze do zdobycia, choćby nawet w grudniu. A starty? Kolejny już za dwa tygodnie, po drodze pojawi się bardzo nietypowa impreza organizowana przez Jurka Górskiego, o której w najbliższym czasie napiszę kilka słów.

Po ostatnim starcie, czyli, jak już pisałem za dwa tygodnie rozpoczynam planowane roztrenowanie. Trzy tygodnie laby. No nie do końca takiej laby. Przesiądę się na rower szosowy i pokręcę trochę korbą. Mam w planach pojeździć na dłuższych dystansach, ale bez ciśnień i walki z czasem, z resztą marny ze mnie kolarz tak, więc ta walka o czas może objawić się jedynie chęcią dotarcia do cywilizacji przed zmrokiem.

Jest jeszcze coś, wyrypa spod znaku NBR on Tour, tym razem coś specjalnego, na specjalną okazję. Planujemy dwudniowy wypad po Czeskiej Szwajcarii i Górach Łużyckich. Chcemy uczcić rok działalności sklepu Natural Born Runners i rok naszych spotkań biegowych. Niebawem napiszę małe co nieco odnośnie tej wycieczki, tym czasem muszę skupić się na dokończeniu relacji z IWW.  To tyle, jeśli chodzi o plany. Koniec z tą dywagacją, wracam do tematu.

Rozmawiałem wczoraj z Grześkiem, uzyskał dobry wynik podczas U7D, o ile dobrze pamiętam było to coś w okolicy 13:47. Świetny czas jak na jego niebieganie. Kalkulując, porównując, stwierdzam, że nie byłbym w stanie zbliżyć się do 12 godzin. Trzynaście z wielkim hakiem tak, ale dwanaście to już jazda bez trzymanki, może do 50 km wytrzymałbym tempo, po nim padłbym trupem. Grzesiek wspomniał, że kryzys zaczął się około 26 km, a cały bieg, to walka ze sobą, z kilerską trasą. Ciekawi mnie jak porówna U7D do Sudeckiej Setki Marcin Pawłowski, który tak samo jak S100, U7D ukończył z czasem ponad 12 godzin.  Czekam z niecierpliwością na relację i wrażenia z biegu.

Z wczorajszej rozmowy zapamiętałem jeszcze jedno. Grzesiek zalany endorfinami, adrenaliną, nasza rozmowa, dziwnie się nie kleiła, była bardzo chaotyczna. Miał kopa, postartowy high! Coś, co dopada nas uczestników, zawodników, startujących zaraz po przekroczeniu mety, chwilę po tym jak uświadamiamy sobie, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty, a zadowolenie z uzyskanego wyniku pogłębia ten stan. Ja też tak chciałem. Zamiast tego dostałem 8 godzin za biurkiem.

Praca versus Pasja. Mano-a-mano. Pasja, choć walczyła jak lew, dostała łomot jak Adamek…

Komentarze: 7

  1. Przemek says

    Cholerka… a tak liczylem na fajna relacje…
    No ale niekiedy tak bywa, praca tez wazna sprawa przeciez. A trening na pewno nie pojdzie na marne. Glowa do gory.

  2. Skiboy,

    Nie trafiłeś :), wybieram się na Cross Straceńców http://www.cross-stracencow.pl
    Może masz ochotę pobiegać po głogowskim motocrossie? Zapraszam :) .

    Przemek,
    proza życia, praca najważniejsza. Może czas pomyśleć nad tym, aby połączyć pasję z pracą…
    Pozdrawiam i dziękuję za dobre słowo.

  3. skiboy says

    Głogów odpada.jutro mam przejście kotliny.Rozważam udział w grudniowej imprezie pod Pragą.

  4. Jej, Janusz, zapomniałem o Przejściu :) !
    Może jeśli się uda, to jutro podjadę gdzieś w Kaczawskie, zadzwonię prędzej to się spotkamy na trasie. A może przejadę się na rowerze? Zobaczę. Hardcorowy trening mi się przyda :) .
    Powodzenia i połamania 24 godzin życzę!

  5. borman says

    Witaj Michale!

    Dziękuję bardzo za podanie szczegółów.
    Wynik godny podziwu. Myślę, że Panowie przełamali pewną granicę i nie myślę tutaj o tych magicznych 24 godzinach. Nie zdziwię się jak w przyszłym roku znajdzie się harpagan, który zrobi trasę poniżej 20 godzin.

    Skiboy dzwonił do mnie zaraz po przekroczeniu mety :) . Jego wiadomość powaliła mnie na kolana. Pełen szcun dla tego Pana! Facet ma moc niewiarygodną, każda nasza wycieczka kończy się tym, że ciągnę/ciągniemy się za nim z wywieszonym jęzorem, a widok gór przeplata się z widokiem jego pleców. Jeszcze raz wielki respekt :) .

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.