TRENING
komentarze 3

B7D – progres i kilka pytań bez odpowiedzi

Notatka nr 6

Opuściłem się w pisaniu notatek z przygotowań do B7D. Przyznam się, że wynikło to z pojawienia się szeregu wątpliwości. Wątpliwości te wywołała stagnacja. Brak postępów.

Trenuję systematycznie (aktualnie skończyłem Fazę Budowania Siły Biegowej i w tym tygodniu zaczynam wplatać w trening interwały i biegi tempowe), poświęcam odpowiednią ilość czasu na GR i GS. Pomimo dużego zaangażowania w trening oraz całej jego otoczki, nie mówiąc o regeneracji, widzę, że zatrzymałem się w miejscu.

Jakie są moje oczekiwania?
Wymarzyłem sobie, że do końca sierpnia osiągnę taki poziom wytrenowania, że bieg spokojny (BS) w tempie 5 min/km nie będzie dla mnie problemem. SB w połączeniu z fartlekiem poprawią moją wydolność i szybkość na tyle żeby osiągnąć zamierzony cel. Niestety oczekiwania nie pokrywają się z rzeczywistością.

Od pewnego czasu wymieniam się z Grześkiem informacjami dotyczącymi treningu. To pozwala na dodatkową kontrolę, analizę, świeże spojrzenie. Takie wspólne nakręcanie się na trening, to kolejny motywator. Taka wymiana spostrzeżeń bardzo mi pomaga. Przy okazji dowiaduję się, że dobrze mi idzie, „śmigam BS w tempie 5:12/km” i że „układam kolejne cegiełki” budując formę.

Skoro jest tak dobrze to, w czym problem?
Monotonia treningowa? Odpada. Jestem zbyt napalony na trenowanie. Bywa tak, że muszę się odgraniczać ramami założonego „planu tygodniowego”.
Przetrenowanie? Też nie. Dbam o odpowiedni wypoczynek, monitoruję tętno spoczynkowe. Po startach pilnuję, aby nastąpiła pełna regeneracja. Mam metodę na szybki powrót do świata żywych – aktywny wypoczynek: spacery i basen.
Może za szybko chcę osiągnąć cel? Niektórzy latami pracują, aby poprawić życiówkę w maratonie o kilka, kilkanaście minut. Inni z kolei osiągają sukces w krótkim czasie. Mają talent, predyspozycje. Czyżby brakowało mi tego czegoś, co uczyni ze mnie mocnego zawodnika? A może za mało się przykładam? Może powinienem zwiększyć objętość, albo ilość treningów? Sześć razy w tygodniu, albo dwa treningi dziennie. Z drugiej strony, tyle się mówi o przetrenowaniu, o za dużych obciążeniach treningowych, o tym żeby trenować z głową i stosować obciążenia adekwatnie do swoich możliwości.

Chyba zapomniałem o stawianiu sobie małych, realnych celów w drodze do osiągnięcia celu głównego, który w moim przypadku jest dość odległy i nie w pełni osiągalny. Zapomniałem o radach J.D. dotyczących stawiania celów np. na dany dzień, tydzień. Muszę pamiętać, co chcę osiągnąć i jakich jednostek treningowych mam użyć, aby spełnić swoje oczekiwania.

Cel na ten tydzień? Zwiększać wydolność. Interwały i drugie zakresy wracają na tapetę.

Komentarze: 3

  1. Grzegorz Łuczko says

    Moim zdaniem za dużo od siebie oczekujesz! Jest dobrze i zamiast się tym cieszyć chcesz jeszcze więcej, a to nie tak, nie można cały czas iść do przodu. Gdzie radość z poczynionych postępów? Za dużo spiny, za mało luzu. Moja diagnoza :) .

    Ps. Kurde, ale masz skomplikowany system komentarzy, trochę to zniechęca do pisania, jak nie wiadomo gdzie później kliknąć, żeby jak najszybciej dodać komentarz :/

    Ps2. Ale jak już się poprawnie zaloguje to jest ok :)

  2. Marcin P says

    Marcin, ja już kilkakrotnie zaczynałem realizację bardzo ambitnego, co najmniej 6-miesięcznego planu treningowego, ale jeszcze nigdy mi się nie udało go ukończyć:) Zawsze starczało mi ambicji na 2-3 miesiące, a potem jakoś cały plan się rozlatywał. Aby się to nie powtarzało, stwierdziłem, że najlepiej jak trening będzie maksymalnie prosty.

    Niedawno przeczytałem książkę „Ultramarathon Man”, w której Dean Karnazes pisze, między innymi o bieganiu bez pulsometru, o takim bieganiu aby sprawiało nam przyjemność, o bieganiu, podczas którego słuchamy naszego serca, a nie zegarka! I ostatnio wychodzę pobiegać z Garminem schowanym w kieszeni, i biegnę tak szybko jak mam ochotę i tak daleko jak zechcę i tam gdzie zechcę. A jak zgrywam potem dane do kompa to jestem pozytywnie przerażony tym, jak dobry trening zrobiłem :)

    Z resztą, ameryki nie odkryłem, bo o bieganiu bez pulsometru, o ile mnie pamięć nie myli, swojego czasu pisał Grzesiek na PK4:)

    PS. To fakt, poprzedni motyw był przyjemniejszy dla oka i jakoś łatwiej można było się w nim odnaleźć!

  3. Grzesiek,

    Ja się nie spinam, zachowuję duży dystans do tego co robię. Fakt, może chciałbym spektakularnych postępów w krótkim czasie, ale tak po prawdzie, który „zawodnik” by tego nie chciał. Może trochę się pogubiłem. Zabrakło mi cierpliwości. Brak postępu lub zbyt wolny postęp budzi wątpliwości w słuszność obecnego treningu, jego jakości, ilości. Ostatni email od Ciebie mnie zmiażdżył – kubeł zimnej wody :) . Przyznam się, ze uchroniło mnie to przed popełnieniem klasycznego błędu – zwiększenia objętości. Już zaczynałem kombinować jak tutaj dodać kilka kilometrów więcej…

    Marcin,

    Ja stosuję taki „plan nie plan”. Przewidziałem, że jeśli zastosuję klasyczny plan treningowy, to mogę nie dotrwać do końca. Założyłem średni dystans, ilość treningów, oraz jakie treningi specjalne wykonam w tygodniu i tego się trzymam. Bez ciśnień, właśnie po to aby nie skapitulować na półmetku. Z drugiej strony wytrwać i ukończyć klasyczny plan treningowy to wielkie wyzwanie, a jego ukończenie daje dużą satysfakcję. Determinacja :) . Pielęgnuję ambicję, bo ona rodzi determinację. Zacząłem już jakiś czas temu. Ukończenie A6W to pierwszy krok.
    Ale wracając do tematu.
    Pulsometr. Daję się ponieść nogom. Ten kawałek elektroniki na nadgarstku i pasek na piersi jest moim hamulcem. Bez niego już dawno bym się zajechał :) .

    System komentarzy.
    Ha! A ja chciałem uprościć i unowocześnić komentowanie wpisów. Wiecie logowanie z konta Facebook, Google itp itd. Widzę, że wyszło ździebko inaczej. Dziękuję za opinie na temat działania Disqusa. Postaram się go skonfigurować tak, aby był jak najprostszy w użyciu. Jeśli mi się nie uda to poszukam alternatywy lub wrócę do systemu standardowego.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.