GÓRY, STARTY, ULTRA
komentarze 2

B7D – test: Sudecka Setka

Notatka 5

23 Sudecka 100 – 14:00:08

Czy jestem zadowolony z wyniku? Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. W zasadzie powinienem się cieszyć, bo dwa lata wcześniej do mety dotarłem po ponad 17 godzinach męczarni. Tym razem przybiegłem ze sporym zapasem sił. Analizując, mógłbym urwać spokojnie 30 minut. Ale po kolei.

Ambitnie założyłem, że do mety dotrę w przedziale 12 – 13 godzin. Pod uwagę brałem trasę, którą pokonywałem dwa lata wcześniej. Organizatorzy spłatali mi (i co niektórym startującym) figla i zmienili przebieg trasy. Więcej. Poprowadzili ją przez Góry Kamienne i dobrze mi znane z wycieczki biegowej tereny. Trasa zdecydowanie trudniejsza od znanej mi z poprzedniej edycji. Rozmawiając, na chwilę przed startem, z współuczestnikami dowiedziałem się, że śmiało należy doliczyć godzinkę do założonego czasu, bo trasa będzie męcząca i dostaniemy nieźle w kość. Czyli przedział 13 – 14 godzin powinien być zadowalający. Zabrakło mi 9 sekund. Na końcówce zgubiłem strzałki wskazujące drogę i straciłem 10 minut. Spokojnie zrealizowałbym zamierzony cel. Dlaczego więc czuję niedosyt?

W drodze do mety czekało na mnie 10 punktów regeneracyjnych w tym 7 bufetów. Obliczyłem, że na każdym punkcie straciłem średnio 2 minuty na jedzenie, pogawędki z obsługą i zawodnikami. Mogłem pić i jeść w marszu. Nie czułem potrzeby zatrzymania się, aby choć przez chwilę nabrać sił. To był jeden z poważniejszych błędów, które popełniłem.

Nic to, nie będę marudził. Mam odniesienie. Wiem, co należy poprawić i czego się spodziewać. Bieg 7 Dolin jest ponoć trudniejszy od S100, choć na trasie panowały rozbieżne opinie. Generalnie, jakim by nie był, zbliżenie się do 12 godzin podczas B7D stało się bardzo realne. A to jest wielce motywujące.

Jest jeszcze jedna kwestia, która nie daje mi spokoju – kijki. Potrafią cholernie pomóc. Panowie z Trójmiasta, stwierdzili, że to był ich najlepszy wybór. Widziałem to podczas podejść. Byłem trochę zły… Używanie kijków trekkingowych kłóci się z moim pojmowaniem rywalizacji. Ale kij ma dwa końce. Muszę być uczciwy, w końcu ja używam skarpet kompresyjnych, żeli energetycznych i … i zostawię temat na osobny wpis.

Komentarze: 2

  1. Gratuluję, bo już samo dotarcie do mety na tej trasie to był wielki sukces!

    Ja z kolei uważam, że zignorowałem początkowe bufety, łapiąc tylko kubek wody i pół banana w biegu – efekt był taki, że na 56km (Dzikowiec) po prostu padłem na pół godziny! Wypiłem wtedy 2 litry herbaty, kawę, zjadłem 4 bułki i dopiero po tym odżyłem. Dostałem takiego kopa, że w końcówce wyprzedziłem ponad 10 osób, a stracony czas odrobiłem z nawiązką!

    PS. Również przygotowuję się do B7D i widzę, że będziemy się jeszcze spotykać na Maratonie Gór Stołowych i Maratonie Karkonoskim:)

  2. borman says

    Witaj Marcinie,
    dzięki i zarazem wielkie gratki. Poleciałeś :) ! Świetny czas no i 6 miejsce.

    Dzikowiec. Kilerskie podejście :) , ale za to te widoki! Kryzys złapał mnie po 50 km, w zasadzie siadła mi psycha, a to przez to, że zaglądnąłem do mapy :) – bardzo mnie to zdemotywowało. Potem biegłem w towarzystwie Maćka i jakoś się tak ciągnęliśmy od kryzysu do kryzysu. Po 70 km odzyskałem moc.

    Maraton Karkonoski odpuszczam. Zraziła mnie opłata startowa. W zamian planuję gubić się i odnajdywać podczas sierpniowej IWW.

Dodaj komentarz