TRENING
komentarzy 5

Biegam naturalnie #2 – przygotowanie

fot. Luis Escobar

Rozpocząć przygodę z naturalnym bieganiem. No tak, niby prosta rzecz – wystarczy nauczyć się lądować na palcach, czy też śródstopiu, a potem gnać do przodu nie oglądając się za siebie. Podoba mi się idea takiego biegania, ale jak zacząć biegać, aby nie zrobić sobie krzywdy? Bieganie naturalne może być remedium na powstające podczas biegania kontuzje. Może, ale nie musi. Nieumiejętnie i zbyt szybko, bez odpowiedniego przygotowania, rozpoczęte treningi mogą dać odwrotny od zamierzonego efekt.

Nigdy nie biegałem boso, nie licząc tych kilkunastu letnich dni, kiedy na plaży uganiam się za piłką, tudzież bawię w przeróżniaste gry z dziewczynkami. Moje stopy znają tylko jedną metodę biegu – lądowanie na pięcie w butach z amortyzacją w dodatku zaopatrzonych w dużą ilość systemów „wspomagających”. Można powiedzieć, że moje stopy są upośledzone. Jak więc zmienić nawyki biegowe, skoro takowe z daleka pachną kontuzją? Odpowiedź na to pytanie wydaje się prosta – trenując.

Zacząłem powolne, sukcesywne przyzwyczajanie stóp do czekającego ich wysiłku. Przy czym dodam, że do tematu podszedłem bardzo poważnie. Bez wskakiwania na głęboka wodę i nieprzemyślanych, spontanicznych ruchów. To niebywałe, ale potrafiłem okiełznać swoją chęć poznania nowego i przepracować sześciotygodniowy okres przygotowawczy, za czym pierwszy raz świadomie wyszedłem na trening z postawionym celem: przebiec 10km z użyciem nowej techniki naturalnego biegania. Wybrałem szereg ćwiczeń mających przywrócić sprawność moim stopom. Musiałem nauczyć się biegać na nowo. Oprócz zwykłego treningu biegowego, ćwiczeń Lafaya (jedno z nich doskonale pokrywa się z moimi potrzebami – ćwiczenie F) trenowałem stopy. Biegałem boso po domu, mam kilka dobrych metrów tak, więc mogłem sobie pobiegać, aby załapać w czym rzecz. Wykonywałem proste „drille” (wklejone poniżej), na których bazowałem wzmacniając stopy i ucząc się techniki biegu.

Do łask wróciła rzucona w kąt skakanka. Trochę czasu mi zajęło opanowanie jej użycia w domu tak, aby nie postrącać wiszących pod sufitem lamp. (Na marginesie, coraz poważniej zastanawiam się nad adaptacją jednego z garaży, który służy, jako składzik – graciarnia, pod rasową pakownię). Zmontowałem naprędce z kilku desek stopień, na którym mogę trenować. Oskalpowałem mało używaną parę butów NB, pozbawiając ją każdego zbędnego elementu podeszwy. Z butów wymuszających lądowanie na pięcie, zrobiłem zgrabne buty nadające się do biegania naturalnego. Mam w nich świetne „czucie” podłoża, mikro środowisko i symulację bosego biegu przy zachowaniu ochrony przed niesprzyjającymi warunkami zewnętrznymi, do których moje stopy nie są jeszcze przyzwyczajone. Przypomniała mi się pierwsza para butów biegowych, którą kupiłem – były to minimalistyczny model NB, bodajże 344. Nigdy bym nie pomyślał, że zatęsknię za tymi butami, które z perspektywy czasu wydają mi się najlepszymi, jakie do tej pory miałem.

c.d.n.

Komentarze: 5

  1. Też czasem, biegam boso ale nigdy dużych odległości, ledwie 2 km. Lubię robić podbiegi bo wtedy bieganie naturalne jest wymuszone, biegnąc pod górę i tak zawsze palce pierwsze dotykają podłoża. Powodzenia, tylko baw się w to naturalne bieganie ostrożnie!

  2. Podoba mi się zdjęcie stóp na początku artykułu – wyglądają jak przypalone ;)

    Trzymam kciuki za brak kontuzji (mi jak na razie wychodzi)!

  3. Makhi says

    Mam podobnie, Moje naj buty to prawie najtańsze jakie miałem, mianowicie NB100. Niestety szybko się rozpadły ale przeszły naprawdę przez ciężkie warunki. Kilka dni temu też obciąłem podeszwy w innych NB i biega mi się w nich super. Niechętnie zakładam inne buty.

  4. Paweł,
    dziękuję za dobre rady. Jestem bardzo ostrożny. Wczoraj pobiegłem 14 km po asfalcie i chyba lekko przesadziłem, dziś na treningu zaczął mnie boleć Achilles, więc odpuściłem. Zaliczyłem za to mocną gimnastykę Lafaya. W tym tygodniu zrezygnuję z biegania na rzecz roweru. W niedzielę zrobię kontrolną rundkę po lesie. Lepiej dmuchać na zimne :) . Co do bosonogich podbiegów, to nie mogę się już doczekać cieplejszych dni. Wiosną planuję biegać boso, tak jak piszesz, krótkie odcinki do 2km. Tymczasem, po tygodniu naturalnego biegania, doszedłem do wniosku, że trzeba je „wdrażać” bardzo powoli i rozważnie. Kontuzja, to ostatnia rzecz jakiej pragnę, szczególnie gdy forma powoli rośnie.

    Irek,
    te „przypalone” stopy należą do jakiegoś podstarzałego hipisa ultramaniaka :) . W Stanach długimi dystansami zajmują się bardzo ekscentryczne osobniki, choćby taki Scott Jurek albo Tony Krupicka nie mówiąc już o Jenn Shelton :) . A w Polsce.. a w Polsce to już wiesz sam ;) .

    Makhi,
    Lubię świetne buciory, to chyba taki fetysz :) . Ale poważnie, od pewnego czasu zmagam się z myślą: po cholerę wydawać trzy – cztery stówy na jakieś kosmiczne technologie, które generalnie nic mi nie dają – zatęskniłem przecież za minimalistycznym modelem NB, inne buty zniszczyłem „poprawiając” ich właściwości – skoro można kupić tańszy but, może mniej wytrzymały, ale za to taki który nie będzie przyczyniał się pośrednio do powstawania potencjalnych kontuzji i w którym będzie mi się biegało zdecydowanie wygodniej i mam nadzieję, zdrowiej. Niejednokrotnie, udowadniano, że takich buciorach kupionych w Lidlu za 50 zł biega się równie dobrze jak w Brookasach za 400. „Po co kupować cokolwiek, żeby móc biegać”? Jej, kończę tą kontrowersyjną propagandę :) …

    Rozumiem, że „biegasz naturalnie”. Może podzielisz się spostrzeżeniami. Bardzo chętnie posłucham dobrych rad, które, mam nadzieję, uchronią mnie przed popełnieniem jakiegoś błędu :) .

  5. Pingback: Biegam naturalnie #3 – bosonoga rewolucja? | borman.pl

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.