TRENING
komentarzy 8

Biegam naturalnie #3 – bosonoga rewolucja?

Zamknij oczy i pozbądź się wszystkich ograniczeń 

Wyobraź sobie nieskrępowany niczym bieg. Leśną miękką ścieżkę; długi i kręty singletrack.  Cień rzucany przez rozłożyste korony drzew, śpiew ptaków, woń kwitnącego w poszyciu kwiecia. Wyobraź sobie lekkość biegu. Krok za krokiem. Delikatne lądowanie i sprężyste odbicie. Pokonywany z łatwością dystans, bez wysiłku, bez uczucia ciężkości. Bez odrobiny strachu. Wyobraź siebie biegnącego. Jesteś rozluźniony, lecz wyprostowany, elastyczny, lecz szybki. Wybijasz się z palców i lądujesz na śródstopiu. Biegniesz, pewnie odbijając się od podłoża. Muskasz palcami miękką ziemię, przeskakujesz kamień. Lądujesz, lecz twoje stopy nie dotykają powierzchni ścieżki. Wyobraź sobie, że lecisz.

Długa droga do wolności 

Kiedy w grudniu, zeszłego roku, zaczynałem przygodę z naturalnym bieganiem, nie wiedziałem jak wiele wyrzeczeń i bólu spotkam na swojej drodze. Pomimo tego, że do tematu podszedłem z dużą ostrożnością, nie uniknąłem komplikacji. W drugiej połowie stycznia nabawiłem się zapalenia ścięgna Achillesa, przez co musiałem na jakiś czas zrezygnować z biegania. Kontuzja odnawiała się trzykrotnie, a poziom frustracji rósł. Dopiero po Rajdzie Dolnego Sanu nieprzyjemne skrzypienie ustało, a opuchlizna zeszła. Do dzisiaj nie potrafię wyjaśnić, co było przyczyną cudownego ozdrowienia. Może to zasługa przymusowej krioterapii jaka spotkała mnie na trasie RDSu? Nie wiem…

Jednym pewne rzeczy przychodzą naturalnie, a inni muszą włożyć sporo wysiłku w to, aby osiągnąć upragniony cel. Mnie czekało sporo pracy, a wizja bosonogiego biegu, bez strachu o stopy, nie była taka oczywista. Nieprzyjemne doświadczenie urazu spowodowało, że stałem się jeszcze bardziej ostrożny. Odpuściłem wszelkie próby biegania naturalnego, na rzecz gimnastyki wzmacniającej stopy i łydki. Mijały tygodnie, kolejne starty przekonały mnie, że kontuzja została zaleczona i mogę spróbować pobiec boso. Sukcesywnie dokładałem do tygodniowego dystansu krótkie bosonogie biegi. Z czasem ich dystans zwiększałem, dbając o to, aby podłoże, po którym biegam było różnorodne. Jakie stymulujące było pokonanie czterystumetrowego, wysypanego żużlem, dobiegu do drogi pożarowej.

Jakiś czas temu, podczas jednego z treningów, zorientowałem się, że moja technika biegu płynnie przeszła z lądowania na pięcie do lądowania na śródstopiu. To stało się samo, naturalnie, bez kontroli. Kontynuowałem ćwiczenia wzmacniające, nie ingerując w technikę biegu. Pomyślałem, że skoro samo się dzieje, to niech tak będzie. Potem ukończyłem Rajd Konwalii. Wszystkie odcinki biegowe, pokonałem lądując na śródstopiu. I nie przesadzę ani odrobinę twierdząc, że przebiegłem „naturalnie” pierwszą setkę. Po RK, kiedy ochłonąłem i doszedłem do siebie, jeden trening w tygodniu – BS 10km – biegłem na bosaka. Jednak bieganie boso, kiedy stopy przyzwyczajone są do wygodnych i miękkich butów nie jest taką łatwą sprawą. Uznałem, że najbezpieczniej będzie zakupić odpowiednie obuwie przeznaczone do naturalnego biegania, a bosonogie eskapady będą kolejnym celem na drodze ku uwolnieniu stóp i powrotowi do naturalnej techniki biegu.

Tak sobie myślę, że z tym uwalnianiem jest jak z walką z nałogiem. Trzeba dużo silnej woli i sporo czasu, aby wyrwać się z łap uzależnienia.

Zamiast rewolucji, długa i skuteczna przemiana 

Zmiana techniki biegu, z dnia na dzień, jest niebezpieczna. Nadmierny entuzjazm może zrobić więcej złego niż dobrego, chyba że jest połączony z żelazną konsekwencją. Kiedy za oceanem, dzięki książce „Urodzeni biegacze” zapanował bum na naturalne bieganie, sceptycy przytaczali mocne argumenty, bo liczba kontuzji wywołana nieumiejętnym podejściem do bosonogiego biegania rosła. Przekonałem się o tym na własnej skórze. Wystarczyła chwila nieuwagi, zbyt duże obciążenie i przyplątało się paskudne zapalenie. Kontuzja, choć niepotrzebna, uzmysłowiła mi, że w tej materii należy postępować niezwykle delikatnie, spontan jest niewskazany, a cierpliwość popłaca.

Przygoda z naturalnym bieganiem jest dla mnie kolejnym szczeblem biegowej ewolucji. W naturze ewolucja ta zatacza koło, a inaczej, zjawisko to jest powrotem do korzeni. To paradygmat, o którym nie można zapomnieć i który kształtował nas ludzi.

Bujając w obłokach wątpliwości

Stawiając pierwsze kroki w „technice” naturalnego biegania musimy być świadomi wysokiego ryzyka wystąpienia kontuzji. Następnie, długi okres adaptacji, dodatkowych ćwiczeń, ewentualnego zakupu odpowiednich butów staje się kłopotliwą barierą, dla niektórych, nie do przebycia. Dlaczego więc biegać naturalnie? Co daje taka technika? I czy warto pozbywać się wygodnych butów, starych nawyków i komplikować sobie życie jakimś tam bosonogim biegiem, kiedy jesień za progiem, a potem mrozem szczypiąca w nos Pani Zima?

Na te, i inne pytania postaram się odpowiedzieć w kolejnym wpisie.

c.d.n

Biegam naturalnie #1 – wstęp
Biegam naturalnie #2 – przygotowanie

8 Comments

  1. Szczerze mówiąc, nie umiem się przekonać do samego spróbowania naturalnego biegania. W każdym takim artykule jak Twój czytam tylko, że to długa droga, którą często okupuje się bólem i kontuzjami. chyba jeszcze długo nie przyjdzie mi spróbować. Może kiedyś, kiedy będę szukał jakiejś odmiany w bieganiu.

  2. borman says

    Kuba,
    Ból i kontuzje nie są regułą. Jeśli do tematu podejdziesz z dystansem, będziesz cierpliwy i ostrożny, na pewno nic złego Ci się nie przytrafi. Takie przesłanie ma nieść ten wpis. Poza tym są jeszcze indywidualne preferencje. To, że mi zajęło to tyle czasu, nie oznacza, że i Ty musisz poświęcić tyle samo, czy więcej. Oczywiście nie namawiam. Sam byłem sceptycznie nastawiony. Spróbowałem jednak i nie żałuję :) .

  3. @zbyszek_les says

    Czesc,

    Ja wlasnie jestem na poczatku drogi. Ale u mnie raczej idzie bardziej z gorki.

    Zaczelo sie na wiosne jak kupilem brooksy pure connect. Ale traktowalem je jako startowe + szybkie treningi po asfalcie. I biegalem w nich te kilka miesiecy.

    Od tego czasu tak pomalutku probowalem swiadomie mniej ladowac na piecie i bardziej na srodstopiu. Ale to bylo takie bieganie z piety ale blizej niz dalej jej krawedzi.

    Jakies 3 tygodnie temu bieglem sobie i walnela taka gwaltowna, krotka, ciepla letnia burza. Bobiegalem sobie w niej zadowolony a na koniec wpadlem na pomysl zeby moze ostatni kilometr sciagnac buty i dobiec do domu na boso. I po kilku krokach okazalo sie ze jak sciagasz buty to nie da sie biegac z piety i automatycznie zaczalem biec plynnie z palcow.

    No i od tego czasu w butach tez tak zaczalem biegac. Tak naturalnie, bez napinki. No ale pojawil sie problem – bol w lydkach. Bylem w stanie przebiec max 12km. I bol wystepowal od razu. Poczatkowo myslalem, ze to kwestia tego ze miesnie ktorych nie uzywalem nagle poprosilem o wspolprace i musza sie po prostu zaadaptowac. Ale z treningu na trening bol nie ustepowal. No to poczytalem sobie na ten temat i wyszlo ze technika nie ta. Musze szybciej podnosic kolana, nie starac sie wybijac z palcow, zwiekszyc kadencje. No i zadzialalo. Tak od razu. Przebieglem 10km bez bolu. Wczoraj. Teraz biegam jakby mnie z palcow bardziej z srodstopia ze wskazaniem w strone palcow. I wydaje mi sie ze to dla mnie optymalna technika.

    Trzymam kciuki zeby tak juz zostalo. Bo biega mi sie tak rewelacyjnie. Jak probowalem biegac z piety to wydaje mi sie to nienaturalne. Czuje jakbym walil w asfalt nogami.

    Aaa i zaczalem biegac sobie w butach marki newfeel kupionymi w decathlonie z jakies 50 PLN chyba. Takie zwykle materialowe trampki.
    I szczerze to nie widze roznicy. Tzn. lunarglide’y wydaja mi sie jakies takie duze, toporne, ciezkie.

    Mam nadzieje ze to maratonu poznanskiego juz bede wprawiony w bieganiu minimalistycznym.

  4. Witaj Zbyszku!

    Na początku mojej drogi też miałem z górki. Potem nastąpiło rozluźnienie, poniosło mnie z kilometrażem. Do tego zła technika. Lądowałem na palcach i wybijałem się z palców. Za bardzo obciążyłem przyczłapy :) w konsekwencji nabawiłem się wspomnianego zapalenia ścięgna Achillesa.

    Cieszy mnie bardzo, że tak dobrze Ci idzie. Potwierdza to, że z odpowiednim podejściem, można przejść bez bólu przez „okres adaptacji”. Spodobało mi się to jak poradziłeś sobie z bólem łydek. Nie każdy analizuje powstawanie dyskomfortu, czy bólu podczas biegania i co za tym idzie odpuszcza.

    Co do butów, to biegam w Minimusach. Jednak najwięcej frajdy daje mi bosonoga galopada po piaszczystych leśnych duktach. Czasami trafię na jakąś szyszkę i kwiczę :) , ale nie przeszkadza mi to. Kiedyś się w końcu przyzwyczaję.

    Pozdrawiam i życzę powodzenia.

  5. Tomek G3 says

    A ja nie potrafię biegać z pięty, to jest dla mnie coś kompletnie dziwnego. :) Może dlatego, ze nigdy nie miałem „profesjonalnych” butów biegowych. Uczyłem się biegać w trampkach i na boisku w halowych butach do piłki nożnej. Nie da się w takich butach walić piętą… ;)
    Zacząłem biegać w trampkach, dopiero potem zaopatrzyłem się w jakieś porządniejsze buty ale technika już była opanowana.
    Analizując mój sposób biegania mogę powiedzieć, ze stawiam trochę kroki tak jakbym się skradał. Nogi lekko ugięte, stopa ląduję na wysokości śródstopia ale też trochę z zewnętrznej krawędzi dopiero potem przetacza się w środkową stronę. Nie miałem nigdy problemów z bieganiem po asfalcie. A moje ulubione buciki to Nike Free Run 3.0 v2. Ostatnio biegam w nich po 80km tygodniowo, i na razie, odpukać, wszystko w najlepszym porządku :) Rozglądam się już za drugą parą z jakiś zapasów magazynowych, bo dawno już są nie produkowane. A to po prostu elastyczna podkładka pod stopę, bez żadnych bajerów o dziwnych nazwach. ;) Biegałbym nadal w trampkach ale dla mnie przede wszystkim but musi być lekki, a poza tym musi zapewniać minimalną izolację od pojedynczych kamieni na które zdarza się nadepnąć.

  6. Ha! Kiedy zaczynałem przygodę z bieganiem, dałem się uwieść opinii, że porządny but biegowy musi być wyposażony w amortyzację i gdybym zaczynał tak jak Ty, nie przechodziłbym przez tyle przykrych kontuzji :) . Szkoda, że nie potrafiłem wyciągnąć odpowiednich wniosków. Wtedy o technice naturalnego biegania średnio się mówiło i była traktowana jak coś ekscentrycznego :) .

  7. Tomek G3 says

    Mi też się dopiero niedawno oczy otworzyły kiedy przeczytałem Urodzonych Biegaczy, o indianach biegających na kawałku opony po asfalcie. Do tej pory bałem się kontuzji i kiedy zwiększałem dystanse byłem przekonany, że kontuzja musi być tuż tuż za rogiem bo wszyscy twierdzili, że to pewnik przy takich przebiegach. A po przeczytaniu tej książki zrozumiałem, że ja biegam inaczej i wybór Free Runów był strzałem w dziesiątkę (może trochę przez przypadek ale ten wybór był poprzedzony przymierzeniem stosu butów w wielu sklepach, i dopiero kiedy założyłem Free Runy poczułem, że to moje buty i kiedy w nich biegnę nie potykam się o własne nogi, jak się działo w innych amortyzowanych wynalazkach :)
    Co nie znaczy, że kontuzja mi nie grozi ale podobno szybciej achillesa niż to co u wszystkich – kolan itp.

  8. Na początku mojej przygody z naturalnym bieganiem nabawiałem się zapalenia ścięgna Achillesa. Paskudna sprawa. Męczyłem się z nim kilka tygodni. Trochę poniosło mnie podczas treningu, do tego stosowałem złą technikę biegu :) i stało się. Teraz jestem bardziej ostrożny.

Dodaj komentarz