INNE
komentarze 4

Błotka

Pobiegłem w ciemną noc, poprzez obsiane pola, nisko skoszone łąki. Nie mając celu, nie uznając dróg, duktów, ani traktów. W pogardzie mając asfalt, beton, szuter.  Dla mnie bieżnią jest miedza. Szlakiem, wydeptana przez zwierzynę, wijąca się pomiędzy drzewami, ścieżka. Z dala od ludzi, w bliskości natury…

Wzułem stare rozbiegane buty, na zad wciągnąłem ozdobione kiczowatym camo legginsy, na legginsy stare szorty. Na grzbiecie spoczęła bawełniana koszulka pamiętająca IWW z 2011 roku i, jako kolejna warstwa, stara, sfatygowana bluza firmy z łyżwą jako logo. Przezornie wsadziłem do kieszeni kolorowy wydruk mapy topograficznej z naniesionym terenem dzisiejszej wycieczki, a na nadgarstek naciągnąłem kompas wyposażony w elastyczną opaskę. Gwizdnąłem głośno na psa, przywołując go do nogi. Otworzyłem na oścież metalową bramkę ze skrzypiącymi zawiasami i pobiegłem przez wieś, do lasu, w kierunku Błotek.

Za strzelnicą jest góra. Na poniemieckich mapach góra nosi nazwę Judenberg. To najwyższe wzniesienie w tej części Magicznego Lasu. Za górą, idąc zarośniętą przecinką, można trafić na pierwsze ślady jeleni. Te ślady to granica, a zarazem początek Błotek.
Za jelenimi śladami, tam gdzie przecinka znika w gąszczu leszczyny, a za leszczyną rośnie gęsty chruśniak, zaczyna się raj.

W tym momencie, kiedy nie bez bólu, przeciśnie się przez gęsty chruśniak, bieganie polega na kilkumetrowych zrywach, po których przechodzi się do marszu. Maszerując, kłania się nisko, rosnącym dookoła olszom. Olchy i rzadko rosnące wierzby, to ostatni pierścień chroniący Błotka przed intruzami. Tutaj rządzi zdradliwa Else, która kusi nieostrożnych mężczyzn. Trzeba się mieć na baczności.

Z mrocznego kręgu, wychodzi się na pachnącą miętą łąkę. Trzeba patrzeć pod nogi, bo tam gdzie zabraknie mięty, a pojawi się wełnianka, można wpaść po pas w cuchnące błoto. Przejść suchą stopą przez łąkę, to jak grać w rosyjską ruletkę. Nigdy nie wiadomo, w co, jak głęboko, i czy się wpadnie. Łąkę porastają niezliczone odmiany kwiecistego ziela. Pachnące zioła rosną na otoczonych błotem i wodą poletkach. Nad łąką słychać muzykę. Owady wygrywają na skrzydłach cichą melodię.

W zachodniej części łąki jest staw. Brzegi stawu porasta trzcina o ostrych jak brzytwa liściach. Kiedy znajdzie się wąskie przejście, wydeptane przez zwierzynę, można dotrzeć do samego brzegu, tam gdzie taflę wody przeszywa strzałka błotna. Nad stawem czuć zgniłymi liśćmi i torfem, a kiedy jasny promień słońca przeniknie przez czarną toń można dostrzec grzbiety, leniwie pływających tuż pod powierzchnią wody, karasi.

Błotka mają swoją ciemną stronę. Są niebezpieczne. Zasysają swe ofiary i zatapiają je na wieki w czarnym bagnie. Czasami w powietrzu czuć śmierć, aż włos jeży się na głowie.

Kiedy robi się nieprzyjemnie, przeskakuję szerokie błotniste rowy i uciekam w stronę wzgórz. Czasami po drodze zassie mi but. Brodzę wtedy po kolana. Grzebiąc w cuchnącej brei, staram się go wydobyć, wyrwać ze śliskiego błota. Borowinowa kąpiel, to ofiara, którą czasami muszę ponieść, bo Błotka domagają się zapłaty za przekroczenie ich granic.

Z szacunkiem żegnam się z bagnistą enklawą Magicznego Lasu. Za każdym razem obiecując, że zbyt szybko się tutaj nie pojawię, bo Błotka nie lubią intruzów i zaciekle bronią swych granic. Wracam tam po miesiącach, bo tam pachnie tajemnicą, bo to zapomniany pierwotny puszczański świat, bo tam, mimo wszystko, czuję się jak u siebie. Tak.

Komentarze: 4

    • borman says

      Nie da się opisać, opowiedzieć. Żadne zdjęcie nie przedstawi tego klimatu. Tam trzeba być. Poczuć na skórze, nozdrzami wciągnąć woń tajemnicy. Za jakiś czas opowiem o lesie z Siekierezady :) .

Dodaj komentarz