B7D – kiedy pasja przegrywa z pracą.
Co powinienem teraz robić?
Powinienem opisywać wrażenia z Biegu 7 Dolin, Ultramatratonu 7 Dolin, napisać długą, pełną wrażeń, relację. Powinienem, spełniony, dbać o regenerację nadwerężonych wysiłkiem mięśni.
Powinienem analizować potencjalne błędy, taktykę.
Powinienem cieszyć się z wyniku, niezależnie od tego, jaki bym uzyskał.
Powinienem…
Rzeczywistość okazała się z goła odmienna, brutalna wręcz. Zamiast wystartować, spędziłem weekend w pracy. Myślami byłem w Krynicy, ciałem gdzieś na terenie HMG. Wściekłość minęła, pozostał żal. Nie, nie będę pisał, że trening poszedł na marne, bo nie poszedł. Zrobiłem znaczny postęp, a wysiłek, który włożyłem w przygotowanie do U7D zaowocuje w przyszłości. Szkoda mi startu, szkoda punktów do puli UTMB. Co teraz zrobię? Przeorganizuję kalendarz, zweryfikuje plany. Punkty są jeszcze do zdobycia, choćby nawet w grudniu. A starty? Kolejny już za dwa tygodnie, po drodze pojawi się bardzo nietypowa impreza organizowana przez Jurka Górskiego, o której w najbliższym czasie napiszę kilka słów.
Po ostatnim starcie, czyli, jak już pisałem za dwa tygodnie rozpoczynam planowane roztrenowanie. Trzy tygodnie laby. No nie do końca takiej laby. Przesiądę się na rower szosowy i pokręcę trochę korbą. Mam w planach pojeździć na dłuższych dystansach, ale bez ciśnień i walki z czasem, z resztą marny ze mnie kolarz tak, więc ta walka o czas może objawić się jedynie chęcią dotarcia do cywilizacji przed zmrokiem.
Jest jeszcze coś, wyrypa spod znaku NBR on Tour, tym razem coś specjalnego, na specjalną okazję. Planujemy dwudniowy wypad po Czeskiej Szwajcarii i Górach Łużyckich. Chcemy uczcić rok działalności sklepu Natural Born Runners i rok naszych spotkań biegowych. Niebawem napiszę małe co nieco odnośnie tej wycieczki, tym czasem muszę skupić się na dokończeniu relacji z IWW. To tyle, jeśli chodzi o plany. Koniec z tą dywagacją, wracam do tematu.
Rozmawiałem wczoraj z Grześkiem, uzyskał dobry wynik podczas U7D, o ile dobrze pamiętam było to coś w okolicy 13:47. Świetny czas jak na jego niebieganie. Kalkulując, porównując, stwierdzam, że nie byłbym w stanie zbliżyć się do 12 godzin. Trzynaście z wielkim hakiem tak, ale dwanaście to już jazda bez trzymanki, może do 50 km wytrzymałbym tempo, po nim padłbym trupem. Grzesiek wspomniał, że kryzys zaczął się około 26 km, a cały bieg, to walka ze sobą, z kilerską trasą. Ciekawi mnie jak porówna U7D do Sudeckiej Setki Marcin Pawłowski, który tak samo jak S100, U7D ukończył z czasem ponad 12 godzin. Czekam z niecierpliwością na relację i wrażenia z biegu.
Z wczorajszej rozmowy zapamiętałem jeszcze jedno. Grzesiek zalany endorfinami, adrenaliną, nasza rozmowa, dziwnie się nie kleiła, była bardzo chaotyczna. Miał kopa, postartowy high! Coś, co dopada nas uczestników, zawodników, startujących zaraz po przekroczeniu mety, chwilę po tym jak uświadamiamy sobie, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty, a zadowolenie z uzyskanego wyniku pogłębia ten stan. Ja też tak chciałem. Zamiast tego dostałem 8 godzin za biurkiem.
Praca versus Pasja. Mano-a-mano. Pasja, choć walczyła jak lew, dostała łomot jak Adamek…
B7D – na dwa dni przed startem
Już za dwa dni znajdę się w Krynicy Zdroju, o tej porze będę po odprawie technicznej, gotowy do startu. Co siedzieć będzie w mojej głowie, jakie myśli będą kłębić się rozrywając spokój na tysiąc kawałków, jakie emocje dokonają aneksji serca, jaka euforia przedstartowa będzie wylewać się ze mnie gorącą lawą?
Cele i nadzieje. Może zbyt pochopnie, ale na pewno ambitnie, przyjąłem założenie ukończenia biegu w czasie jak najbardziej zbliżonym do 12 godzin. Może to być 12:01, może być również 12:59:59. Wynik totalnie z kosmosu, zarezerwowany dla najlepszych. Czy podołam, czy oddalę się od zaplanowanego czasu o kilka godzin, okaże się już niebawem.
Determinacja. Dlaczego tak ambitne założenie? Przeglądałem wyniki z zeszłego roku. Są wyżyłowane: 11 godzin, 11godzin z hakiem, 12 godzin. Podczas startu w S100 różnica między pierwszym na mecie, a mną wyniosła prawie 5 i pół godziny. Czy teraz jestem w stanie stopić ją do tej godziny, półtorej? Czuję się przygotowany jak nigdy, jeśli będę miał szczęście i odpowiednio dużo determinacji mogę tego dokonać. Jeśli się nie uda, nic się nie stanie. Wysoko ustawiona poprzeczka i lęk przed kompromitacją, zadziałały niezmiernie motywująco. Nigdy dotąd nie trenowałem z takim zaangażowaniem, poświęcając się treningowi, ale o tym po starcie.
UTMB i szansa na wielką przygodę. Ukończenie Biegu 7 Dolin daje mi kolejne punkty do puli potrzebne, aby zakwalifikować się do startu w UTMB. Jeśli łaskawy los pozwoli zostanę wylosowany i w sierpniu przyszłego roku wyruszę na wielką przygodę, biegowe marzenie. Będę mógł zmierzyć się z dystansem, trudnym, ale za to przepięknym terenem, olbrzymim przewyższeniem, dam posiąść się bezkresnemu pięknu. Tak więc B7D niech się stanie!
B7D – progres i kilka pytań bez odpowiedzi
Notatka nr 6
Opuściłem się w pisaniu notatek z przygotowań do B7D. Przyznam się, że wynikło to z pojawienia się szeregu wątpliwości. Wątpliwości te wywołała stagnacja. Brak postępów.
Trenuję systematycznie (aktualnie skończyłem Fazę Budowania Siły Biegowej i w tym tygodniu zaczynam wplatać w trening interwały i biegi tempowe), poświęcam odpowiednią ilość czasu na GR i GS. Pomimo dużego zaangażowania w trening oraz całej jego otoczki, nie mówiąc o regeneracji, widzę, że zatrzymałem się w miejscu.
Jakie są moje oczekiwania?
Wymarzyłem sobie, że do końca sierpnia osiągnę taki poziom wytrenowania, że bieg spokojny (BS) w tempie 5 min/km nie będzie dla mnie problemem. SB w połączeniu z fartlekiem poprawią moją wydolność i szybkość na tyle żeby osiągnąć zamierzony cel. Niestety oczekiwania nie pokrywają się z rzeczywistością.
Od pewnego czasu wymieniam się z Grześkiem informacjami dotyczącymi treningu. To pozwala na dodatkową kontrolę, analizę, świeże spojrzenie. Takie wspólne nakręcanie się na trening, to kolejny motywator. Taka wymiana spostrzeżeń bardzo mi pomaga. Przy okazji dowiaduję się, że dobrze mi idzie, „śmigam BS w tempie 5:12/km” i że „układam kolejne cegiełki” budując formę.
Skoro jest tak dobrze to, w czym problem?
Monotonia treningowa? Odpada. Jestem zbyt napalony na trenowanie. Bywa tak, że muszę się odgraniczać ramami założonego „planu tygodniowego”.
Przetrenowanie? Też nie. Dbam o odpowiedni wypoczynek, monitoruję tętno spoczynkowe. Po startach pilnuję, aby nastąpiła pełna regeneracja. Mam metodę na szybki powrót do świata żywych – aktywny wypoczynek: spacery i basen.
Może za szybko chcę osiągnąć cel? Niektórzy latami pracują, aby poprawić życiówkę w maratonie o kilka, kilkanaście minut. Inni z kolei osiągają sukces w krótkim czasie. Mają talent, predyspozycje. Czyżby brakowało mi tego czegoś, co uczyni ze mnie mocnego zawodnika? A może za mało się przykładam? Może powinienem zwiększyć objętość, albo ilość treningów? Sześć razy w tygodniu, albo dwa treningi dziennie. Z drugiej strony, tyle się mówi o przetrenowaniu, o za dużych obciążeniach treningowych, o tym żeby trenować z głową i stosować obciążenia adekwatnie do swoich możliwości.
Chyba zapomniałem o stawianiu sobie małych, realnych celów w drodze do osiągnięcia celu głównego, który w moim przypadku jest dość odległy i nie w pełni osiągalny. Zapomniałem o radach J.D. dotyczących stawiania celów np. na dany dzień, tydzień. Muszę pamiętać, co chcę osiągnąć i jakich jednostek treningowych mam użyć, aby spełnić swoje oczekiwania.
Cel na ten tydzień? Zwiększać wydolność. Interwały i drugie zakresy wracają na tapetę.
B7D – test
23 Sudecka 100 – 14:00:08
Czy jestem zadowolony z wyniku? Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. W zasadzie powinienem się cieszyć, bo dwa lata wcześniej do mety dotarłem po ponad 17 godzinach męczarni. Tym razem przybiegłem ze sporym zapasem sił. Analizując, mógłbym urwać spokojnie 30 minut. Ale po kolei.
Ambitnie założyłem, że do mety dotrę w przedziale 12 – 13 godzin. Pod uwagę brałem trasę, którą pokonywałem dwa lata wcześniej. Organizatorzy spłatali mi (i co niektórym startującym) figla i zmienili przebieg trasy. Więcej. Poprowadzili ją przez Góry Kamienne i dobrze mi znane z wycieczki biegowej tereny. Trasa zdecydowanie trudniejsza od znanej mi z poprzedniej edycji. Rozmawiając, na chwilę przed startem, z współuczestnikami dowiedziałem się, że śmiało należy doliczyć godzinkę do założonego czasu, bo trasa będzie męcząca i dostaniemy nieźle w kość. Czyli przedział 13 – 14 godzin powinien być zadowalający. Zabrakło mi 9 sekund. Na końcówce zgubiłem strzałki wskazujące drogę i straciłem 10 minut. Spokojnie zrealizowałbym zamierzony cel. Dlaczego więc czuję niedosyt?
W drodze do mety czekało na mnie 10 punktów regeneracyjnych w tym 7 bufetów. Obliczyłem, że na każdym punkcie straciłem średnio 2 minuty na jedzenie, pogawędki z obsługą i zawodnikami. Mogłem pić i jeść w marszu. Nie czułem potrzeby zatrzymania się, aby choć przez chwilę nabrać sił. To był jeden z poważniejszych błędów, które popełniłem.
Nic to, nie będę marudził. Mam odniesienie. Wiem, co należy poprawić i czego się spodziewać. Bieg 7 Dolin jest ponoć trudniejszy od S100, choć na trasie panowały rozbieżne opinie. Generalnie, jakim by nie był, zbliżenie się do 12 godzin podczas B7D stało się bardzo realne. A to jest wielce motywujące.
Jest jeszcze jedna kwestia, która nie daje mi spokoju – kijki. Potrafią cholernie pomóc. Panowie z Trójmiasta, stwierdzili, że to był ich najlepszy wybór. Widziałem to podczas podejść. Byłem trochę zły… Używanie kijków trekkingowych kłóci się z moim pojmowaniem rywalizacji. Ale kij ma dwa końce. Muszę być uczciwy, w końcu ja używam skarpet kompresyjnych, żeli energetycznych i … i zostawię temat na osobny wpis.
B7D – podsumowanie Etapu 2, koniec Fazy 1
Notatka 4
Jest forma! Po kolejnych trzech tygodniach wchodzących w skład Etapu 2 Fazy 1 zakończonych testem, z całą odpowiedzialnością ogłaszam, że JEST FORMA!
Doszedłem do stanu wytrenowania sprzed Maniackiej 10. Lepiej! Poprawiłem życiówkę w biegu na 10km o 20 sekund. To znak, że treningi przynoszą efekt i zmierzam w dobrym kierunku. Oczywiście, że chciałbym aby postępy były szybsze i bardziej spektakularne, ale metoda którą obrałem przewiduje stopniowe i powolne podnoszenie poprzeczki. Wdrażam ideę filozofii Kaizen – metodę małych kroków. Fakt, przygotowuję się do B7D, ale to jedno z wielu wyzwań, które pojawiają się na mojej drodze. Nie myślę o sukcesie ani o porażce. Skupiam się na treningu.
Etap 2. To kolejne tygodnie przeznaczone na powrót do formy. Spokojne treningi BS urozmaicałem mocniejszymi akcentami: bieg w tempie progowym, krosy, będących przygotowaniem do mocnych treningów, które pojawią się w Fazie 2. Powoli podkręcałem dystans i intensywność treningów.
Tak jak przy podsumowaniu Etapu 1, poniżej przedstawiam krótki opis przebiegu treningów w poszczególnych tygodniach.
Tydzień 1
Dwa treningi. Dystans 42,60 km.
Odpoczywałem, zbierałem siły na wycieczkę biegową po Karkonoszach. W zasadzie dwa treningi to mało, powinienem zrobić 4, ale tutaj musiałem pójść na kompromis. Miałem ciężki, pracowity tydzień. Taki los ogrodnika amatora. Cel: tydzień resetowy, sprawdzenie swoich możliwości podczas biegu po trasie cechującej się znaczną sumą przewyższeń (około 3500 metrów).
Tydzień 2
Pięć treningów. Dystans 55,20 km.
Paweł Pakuła przypomniał mi ważną rzecz. Aby osiągnąć zamierzony cel, muszę zwiększyć liczbę dni treningowych do minimum 5 tygodniowo. Od tego tygodnia bacznie przestrzegam rozkładu tygodniowego, a sponsorem tego etapu zostaje cyfra 5. Dodam jeszcze, że wplatam w pięciodniowy plan dwa treningi specjalne.
Tydzień 3
Pięć treningów. Dystans: rower 70 km, bieg 35 km.
Rozciąłem stopę. Aby nie próżnować i zachować przy tym wspomniany wyżej 5 dniowy plan treningów postanowiłem, że na ten tydzień przeproszę się z rowerem. Fantastyczna odmiana. Pojeździłem mocno po mojej ulubionej pętelce poprowadzonej przez najciekawsze miejscówki Wzgórz Pszczółkowskich. Gdy stopa się zagoiła, dokończyłem trening biegowy, pamiętając o dwóch treningach specjalnych. W tym wypadku bieg w tempie progowym i test.
GR – po przeczytaniu tekstu Grześka, w którym znalazł się odnośnik do ciekawego artykułu na temat gimnastyki rozciągającej, postanowiłem skupić się bardziej na rozciąganiu, zastosować taki zestaw ćwiczeń, którego wykonywanie przyniesie najwięcej korzyści. Nie odkrywałem Ameryki na nowo, dodałem dwa ćwiczenia do swojego poprzedniego zestawu. Skupiłem się też na poprawności i czasie wykonywania GR. Obecnie poświęcam na rozciąganie nie mniej niż 20 minut po każdym treningu. Staram się też stosować GR w dni wolne od biegania.
GS – gimnastyki siłowej mam pod dostatkiem podczas prac okołodomowych tak, że zrezygnowałem z jej wykonywania na rzecz GR. Wyjątkami są dni, w których nie wykonuję prac fizycznych, wtedy po treningu robię ćwiczenia na siłę nóg, albo zestaw ćwiczeń ogólnorozwojowych.
Fazę pierwszą mam za sobą. Jak podsumować ją w kilku słowach? To był ciężki okres, musiałem dojść do siebie. Odnaleźć rytm. Przyznam się, że czasami miałem ochotę odpuścić, pojawiały się wątpliwości. Kiedy już biegłem przed siebie, a obok mnie Luna z wywieszonym jęzorem, wracała radość biegu. Takie treningi wspominam najczęściej. To wtedy przekonuję się, że „tak prozaiczna czynność, jaką jest bieganie” daje mi… daje mi szczęście.
B7D – podsumowanie Etapu 1
Notatka 3
Za mną czterotygodniowy Etap 1, który obejmował od czterech do sześciu treningów tygodniowo. Przez ten czas biegałem w zasadzie same biegi spokojne w pierwszym zakresie (fazę 1 biegam w/g tętna) zakańczane mocnymi przebieżkami. Po treningu obowiązkowa gimnastyka rozciągająca i siłowa.
GR – skupiam się na trzech ćwiczeniach rozciągających, które staram się wykonywać staranie. Po kolejnym treningu jedno z nich zastępuję innym, tak że rotuję, średnio, między dwunastoma w ciągu tygodnia – po czym kolejny tydzień zaczynam od zestawu pierwszego.
GS – gimnastykę siłową wykonuję bardzo chaotycznie. Wygląda to tak, że obowiązkowo wykonuję Kledzikowe ćwiczenia i w zależności od nastroju Core Stability albo ćwiczenia siłowe na nogi (takie jak TUTAJ). Nie chcę zmuszać się do wykonywania GS zgodnie z jakimkolwiek planem. Sukcesem jest i tak, to że poświęcam na gimnastykę 30 minut. Z czasem nauczę się wykonywać ćwiczenia systematycznie, a wtedy zastanowię się aby je rozwijać zgodnie z potrzebami.
Poniżej krótki opis poszczególnych tygodni.
Tydzień 1
Cztery treningi. Dystans 40,50 km.
Bardzo spokojne biegi na dystansie nie dłuższym niż 10km. Zwieńczenie tygodnia to bieg długi BD na dystansie 15 km. Cel na ten tydzień, to przygotowanie organizmu do wysiłku oraz kontrola zaleczonego po kontuzji kolana.
Tydzień 2
Sześć treningów. Dystans 63,70 km.
Charakteryzował się spokojnymi treningami o dystansie do 10km. Nie chciałem forsować się długimi biegami. Celem było przyzwyczajenie organizmu do systematycznych treningów.
Tydzień 3
Cztery treningi. Dystans 54,60 km.
Planowałem pięć treningów, ale w związku z tym, że tydzień miałem bardzo pracowity, dużo pracy fizycznej w ogrodzie, którą potraktowałem jak trening siłowo – ogólnorozwojowy. Skupiłem się na czterech mocnych treningach o dystansie 10 – 12 km bieganych na pograniczu pierwszego i drugiego zakresu. Zwieńczeniem tygodnia był BD na dystansie 20km. Cel na ten tydzień to delikatne podkręcanie tempa i przyzwyczajanie psychy do biegów długich.
Tydzień 4
Cztery treningi. Dystans 53 km.
Bardzo męczący tydzień. Dużo pracy w ogrodzie i dużo stresów związanych z pracą zawodową. Postanowiłem zwolnić, zresetować mózgownicę, odpocząć. Cel: tydzień regeneracyjny. Trzy mocne treningi oraz jeden regeneracyjny marszobieg bez ciśnień.
Z tygodnia na tydzień wracam do formy. Jestem bardzo zadowolony z postępów. Przyznam się do tego, że chciałbym aby forma wróciła natychmiast. Czasami muszę się stopować. Biegam za szybko i korci mnie aby zwiększyć tygodniowy kilometraż. Faza 1 zakłada powolny powrót do formy, bez zbędnych ciśnień. Na hardcorowy trening przyjdzie czas, jeszcze mi bokiem wyjdzie. Tym czasem rozpocząłem Etap 2, o którym napisze w osobnej notatce.
B7D – dieta?
Notatka 2
Minął trzeci tydzień przygotowań do startu w Biegu 7 Dolin. Tutaj winny jestem wyjaśnienia. Choć tydzień temu zadeklarowałem swoją chęć dzielenia się wrażeniami z treningu pod B7D na blogu, to właściwy trening zacząłem dwa tygodnie wcześniej. Stąd ta czasowa nieścisłość.
Stopniowo wracam do formy. Biega mi się coraz lepiej, ale mam wrażenie, że straciłem zwinność oraz lekkość biegu. Czuję jak bym jechał na zaciągniętym hamulcu. Czuję kilka kilogramów więcej.
W pewnym wieku człowieka, występuje coś takiego jak tendencja do łapania ciałka. Większość moich znajomych, przynajmniej męska część, kilkukrotnie przeskalowywuje swoje wymiary. Wiecie, mięsień piwny etc. To jest takie moje nieprawdopodobnie naiwne wytłumaczenie się przed samym sobą, dlaczego pomimo treningów złapałem kilka kilogramów dodatkowego Marcina. Prawda jest taka, że lubię słodycze. Lubię je i to w większych ilościach. Czasami tracę umiar i obżeram się tymi wszystkimi smakołykami. Do tego niezdrowe śmieciowe żarcie, które – niestety – pojawia się od czasu do czasu w moim menu. „To, co jest smaczne i niezdrowe jest również tanie” – nie pamiętam gdzie przeczytałem to zdanie, ale jest bardzo prawdziwe. Modelowe. Deficyt czasu i fastfood.
Treningi i spalone przy okazji kalorie są, ale nie występuje deficyt kaloryczny. Wyskoki indeks i ładunek glikemiczny w spożywanych grupach pokarmów. Jedzenie zbyt obfitych posiłków i to często tuż przed snem. To wszystko, w wielkim skrócie, przyczynia się do tego, że powiększam swoja objętość. Przede mną kolejne wyzwanie. Wielkie sprzątanie gastrorozpieruchy. Czas uporządkować menu. Wprowadzić stary ład i porządek. Przypomnieć sobie kilka zapomnianych fundamentalnych zasad zdrowej diety.
Odpowiednia dieta to nie tylko chęć zgubienia zbędnego balastu, to także kwestia dostarczenia w odpowiedniej ilości składników odżywczych potrzebnych organizmowi podczas wzmożonego wysiłku wywołanego ciężkim treningiem. To także szybsza regeneracja… to zdrowie.
B7D – powrót do formy.
Notatka 1
FAZA 1, ETAP 1
Na etap pierwszy zarezerwowałem cztery tygodnie. W tym czasie chcę odbudować formę sprzed startu w Maniackiej 10. Od marca nie trenowałem systematycznie, przez co forma uleciała, straciłem lekkość biegu, energię i to wszystko, co wypracowałem przez zimę.
Etapy 1 i 2 w fazie pierwszej mają być wyjściową do kolejnej fazy (budowania wstępnej formy) i dalszego treningu. Całość wydaje się być bardzo schematyczna. Ale to tylko szkielet, na którym buduję swój plan. Nie określam dokładnie, jaki trening przeprowadzę danego dnia. Przewiduję natomiast, że uda mi się wybiegać od 50 – 70 km tygodniowo.
W skład tygodnia treningowego, oprócz biegów spokojnych BS w pierwszym zakresie tętna (etap 1 cechować się ma biegami w/g zakresów tętna), mają wejść przebieżki (w miarę delikatne i biegane z czuciem – boję się o kolano, które jakiś czas temu solidnie poturbowałem). W planie tygodniowym muszą znaleźć się dwa treningi specjalne. Na początek krosy i podbiegi, które mają mnie przygotować do treningów siły biegowej w kolejnej fazie.
W tygodniu przypada sześć lub pięć dni treningowych, w zależności od samopoczucia. Na każdy trening rezerwuję od 1,5 – 2 godzin dziennie. Akcent i jego obudowa oraz gimnastyka. Po każdym treningu i przed przebieżkami rozciąganie. Do tego gimnastyka siłowa: ćwiczenia Kledzikowe – obowiązkowo oraz obwodowe lub Core Stability – wykonywane na przemian.
To tyle, jeśli chodzi o teorię.
Bieg 7 Dolin – od zera do bohatera.
Treningowy ekshibicjonizm
Zainspirowany przez Grześkową „Moją Drogę”, postanowiłem wprowadzić w życie pewną ideę. Wybrać ten jeden jedyny, najważniejszy start w roku. Ukoronowanie wszystkich startów. Wyznaczyć cel. Rozpocząć trening, dzieląc się postępami, spostrzeżeniami, wrażeniami na blogu.
Bieg 7 Dolin, bo o nim mowa. Ultramaraton odbywający się podczas Festiwalu Biegowego Forum Ekonomicznego w Krynicy Zdroju. Jeden z trudniejszych biegów liniowych w Polsce o sumie przewyższeń wynoszącej prawie 4500 metrów.
Cel? Porwę się na coś ponad moje siły i obecne możliwości. UKOŃCZYĆ BIEG W 13 GODZIN. Cholernie odległe i mało realne zadanie. Mam 20 tygodni na przygotowanie się do startu.
Dlaczego to robię? Dość mam miernych rezultatów, słabych startów, ciągłych wymówek, klepania kilometrów w imię iluzorycznego progresu. Biegam na tyle długo, że stać mnie na duży skok, na wielki wynik. Trzynaście godzin ekstremalnie trudnego biegu – taki rezultat jest zarezerwowany dla najlepszych, a ja, aby zbliżyć się do najlepszych potrzebuję…
…odpowiedniego planu
W tamtym roku zamarzyłem sobie złamanie 3:30 na dystansie 42195 metrów. Postanowiłem solidnie przygotować się do maratonu w Dębnie tak, aby osiągnąć założony cel. Ułożyłem, bazując na planie Jurka Skarżyskiego, plan treningowy, który konsekwentnie wprowadzałem w życie. Byłem w pełni zdeterminowany, realizacja planu nie przysparzała mi trudności. Uczciwie przepracowałem zimę. Progres z tygodnia na tydzień, był coraz większy. Każdy kolejny test potwierdzał wzrost formy. Małymi kroczkami zmierzałem w stronę obranego celu. Na horyzoncie pojawiły się pierwsze starty. Włóczykij, który wraz z Grześkiem wygraliśmy. Maniacka 10 – kolejny udany start.
Gdzieś pomiędzy Włóczykijem, a Maniacką, nastąpiło rozluźnienie. Napięty plan treningowy, nadchodząca wiosna i w związku z nią dodatkowe obowiązki sprawiły to, że zabrakło chwili na oddech. Nie, nie nastąpiło przetrenowanie, raczej zmęczenie materiału. Zawsze byłem buntownikiem, mającym problemy z utrzymaniem dyscypliny. Zbyt sztywny plan oraz coraz częściej pojawiająca się myśl o rezygnacji ze startów w biegach ulicznych – kolejny gwóźdź do trumny – zadziałały demoralizująco. Odpuściłem.
Tym razem podejdę do tematu z dystansem, bez zbędnych ciśnień. Zostawię sobie wentyl bezpieczeństwa pod postacią elastycznego planu, który poprowadzi mnie w miarę bezboleśnie do celu.
…determinacji
Tej mi nie brakuje. Choć różnie to bywa, pojęcie słomianego zapału nie jest mi obce. Publiczna deklaracja będzie moim motywatorem, a lęk przed kompromitacją ma dać mi kopa w chwilach zwątpienia. Do tego pozostaje inspiracja osobami, amatorami takimi jak ja, którzy w krótkim czasie, dzięki ciężkiej pracy, niejednokrotnie walcząc z własnymi fobiami, dokonali niemożliwego.
…czasu
Na trening, na regenerację.
Z czasem w zasadzie jest u mnie krucho, panuje permanentny deficyt czasu. Praca, rodzina, okołodomowe obowiązki, dodatkowe zlecenia, zajmują mi praktycznie cały dzień. Przygotowanie do B7D to nie tylko trening, to taktyka dnia codziennego. Kolejna walka o czas, którą muszę stoczyć z sobą, ogarniającym mnie chaosem, z całym światem. Wygospodarować godzinę więcej na sen? Niby proste, ale kosztem czegoś innego. Praca nad zleceniem przedłuży się o jeden dzień. Godzina dłużej na trening? Poświęcę godzinę dziennie mniej dziewczynkom, żonie. Nie skoszę trawnika, nie pomogę sąsiadowi, nie posprzątam w garażu, nie… Prozaiczne czynności staną się wyzwaniem.
Brzmi to trochę paranoicznie. Bo gdzie tutaj czas na złapanie oddechu, zawór bezpieczeństwa, o którym pisałem? Pozostanie mi jedno. Zwolnić, zorganizować się, uporządkować otaczający mnie świat. Na wszystko jest metoda. Wystarczy ją odnaleźć i wprowadzić w życie. Bywam leniwy i czasami mi się nie chce. Bywam roztargniony. Koło odkrywam na nowo. Komplikuję sobie życie. Marnuję czas. Przyszła pora, aby to zmienić. Aby się zmienić.
…szczęścia
A tego, proszę, abyście mi życzyli. Bo wierzę, że aby dobrze wystartować, oprócz żelaznej kondycji, fantastycznego przygotowania, potrzeba czegoś więcej – właśnie szczęścia.
Zaczynam, więc kolejną przygodę. START!
