Wszystkie wpisy dla: ULICA

Bieg Sokoła

Stoję na starcie. Napięcie rośnie, poziom adrenaliny dochodzi do czerwonej kreski. Słońce przygrzewa równo. Nie lubię startować podczas tak pięknej pogody. Trening, owszem, ale start? Inna intensywność, brak możliwości zbiegu w zacienioną alejkę, ani chwili na złapanie oddechu – nie wróży to nic dobrego. Zwłaszcza, że złożenia mam bardzo ambitne: 1:06:00. Po udanym starcie w Maniackiej 10, uwierzyłem w swoje możliwości. Obrać realny cel i go zrealizować. Nic prostszego. Z drugiej strony wygląda to zgoła odmiennie. Osiągnięcie celu jest okupione masą wyrzeczeń, dyscypliną, nawet bólem. Bezpośrednio wiąże się to z systematycznym treningiem, obraną taktyką etc. Jadąc do Bukówca nie wiedziałem, czego mam się spodziewać. Biegający koledzy opowiadali mi niejednokrotnie o atmosferze panującej w trakcie Biegu Sokoła. Start w bukowieckiej piętnastce jest alternatywą do poznańskiego półmaratonu. Half w Poznaniu, to masówka nastawiona na bicie rekordów frekwencji. Bieg Sokoła to impreza z tradycjami, niemal kameralna. Tradycja stoi za rogiem, jest wciągana na maszt, odgrywana, wyśpiewywana. Przed startem – ceremonia otwarcia. Tradycyjne przemówienie włodarzy, organizatorów. Poczet flagowy. Hymn państwowy i Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Wzruszyłem się. Całe to przedstawienie, było …

Maniacka 10 – z wiatrem i pod wiatr

Ochłonąłem. Od startu w Maniackiej Dziesiątce minęły dwa dni. Przyszedł, więc czas na spisanie wrażeń, na krótkie podsumowanie, zimną analizę. Powinienem ten wpis zacząć od słów: „jest radość”, bo udało mi się zrealizować przedstartowe założenia. Pobiegłem poniżej 43 minut, czas netto wyniósł 00:42:49. Nastąpiło spełnienie oczekiwań, spełnienie totalne. Potrafię określić realne oczekiwania i je zrealizować. Ze startu na start przychodzi mi to coraz łatwiej. Kolejne starty, natomiast określają stopień wytrenowania. To jest taki drogowskaz na drodze samodoskonalenia, bo tak chyba mogę określić fakt trenowania i uczestniczenia w imprezach biegowych oraz chęci bycia coraz lepszym. Mimo odczuwanej wielkiej dumny z siebie, chcę sobie utrzeć nosa. Przypomnieć, że mimo udanego debiutu na dystansie 10km popełniłem kilka błędów, na które teraz mogę przymknąć oko, ale które w przyszłości mogą okazać się niewybaczalne i zniweczyć kilkumiesięczny okres przygotowań. Nie chcę wyjść na osobnika nie czerpiącego zadowolenia z treningów i startów, katującego się ciągłymi wygórowanymi wymaganiami, podnoszącego zbyt wysoko poprzeczkę. O, nie! Właśnie z dbałości o dobre samopoczucie i radość (w przyszłości) uwzględnić muszę pewne niepożądane zachowania i zweryfikować, wyeliminować …

Ugryźć dychę

Jutro wybieram się do Poznania, wezmę udział w zachwalanej przez znajomych biegaczy Maniackiej Dziesiątce. Imprezie organizowanej od 2005 roku przez Klub Biegacza „MANIAC”, będącej świetną rozgrzewką i preludium przed wiosennymi startami na dłuższych dystansach. Przyznam się, że od dawna miałem chrapkę na „dziesiątkę”, a start w Maniackiej traktuję jako test przed kwietniowym maratonem. Jakie założenia, oczekiwania, marzenia? Złamanie 43 minut. Zdecydowanie mogę powalczyć o uzyskanie takiego wyniku. To tylko półtora, a może, aż półtora minuty mniej od czasu, który osiągnąłem na ostatnim sprawdzianie. Jest forma. Nie odczuwam, co dziwne, stresu przedstartowego. Jeśli pójdzie coś nie tak – nie dobiegnę na metę w zakładanym czasie – świat się nie zawali. Maniacka, to start o niskim priorytecie. Bardziej trening. Pojęcie i kategoryzację startów według ich ważności zaczerpnąłem z książki J. Danielsa. Uważam, że taki podział jest bardzo zdrowy. Działa na zasadzie zaworu bezpieczeństwa. Jako ochrona przed nadmiernym wyżyłowaniem się na kilka tygodni przed startem sezonu oraz utratą morale spowodowaną potencjalnym niepowodzeniem. Jaka będzie ta, tak reklamowana impreza? Przekonam się jutro. Żal jednak, że aura nie dopisuje i …

O tym jak biegałem sztafetę w Polkowicach…

…i jak zostałem pokonany przez Zuzankę, oraz o tym, jak przywiozłem płuca w reklamówce i jakie wnioski z tego startu wyciągnąłem. Jacek namówił mnie na start w sztafecie 6x1700m. No bo Drużyna Szpiku, no bo fantastyczna impreza, no bo biegi dla dzieciaków, no bo trzeba i już. Długo mnie nie musiał namawiać, praktycznie to nawet nie namawiał, rzucił temat, a ja się od razu zgodziłem, zaznaczając jedynie, że to tydzień po maratonie Görlitz będzie i na pewno się nie popiszę. Chodziło o pokazanie się w „barwach” Drużyny Szpiku i o dobrą zabawę. Dodatkowo, moja sześcioletnia córeczka miała wystartować w biegu dla przedszkolaków – co z resztą bardzo przeżywała, a ja razem z nią. Zuzanka biegła jak szalona, doganiając wypuszczonych o kilka sekund wcześniej chłopaków. Wpadła na strefę zmian i zamiast przebiec linię mety, rozglądała się za mną. Po chwili zorientowała się w czym rzecz i szybko dobiegła do mety. Jaka radość z biegu była! Uśmiech na buzi Zuzany zagościł na dobre. Po zmaganiach wszystkich młodocianych i pokazach napakowanych strongmanów, przyszła nasza kolej. Główny bieg dnia. Sztafeta 6×1700. …