All posts filed under: GÓRY

Góry Stołowe

Uprzejmie donoszę, że

Biegam, można powiedzieć nawet, że trenuję. Wyginam grzbiet i naciągam gruby brzucho. Nie oszczędzam się i systematycznie uprawiam wiejski crossfit. Pięć razy w tygodniu zaliczam półtoragodzinny trening. Walczę z leniem, bo lenia miewam wielkiego jak jasna cholera. Potem pracuję, buduję, urządzam, tworzę, a w wolnej chwili, okazuje się, że bloguję. Tak, powrót do pisania o biegowej pasji stał się faktem. No ale cóż to byłoby za pisanie bez napierania, bez startów, bez przygód? Czy mam jakieś plany? Jasne! Bo pozostało kilka biegowych marzeń do spełnienia, całkiem sporo imprez i tras do przebiegnięcia. Choć do biegania podchodzę na wielkim luzie, a do startów to już w ogóle z mega dystansem, bardzo marszobiegowo, bo z obecną formą nie mam co szaleć, to jednak pojawiło się kilka punktów do odhaczenia na startowej liście. Przyznam się, że pozapisywałem się, pozgłaszałem się jak szalony w ostatnim czasie. I tak, z wielką radością, pojawię się na Śnieżnych Konwaliach (już w najbliższy weekend – ha! zabrzmiało niczym z zapowiedzi tv), przebiegnę 15 km na trasie, organizowanego w Bukówcu Górnym, Biegu Sokoła (z …

Ja latam!

Dosłownie. Mam cel i tak mnie nakręca, że muszę się stopować. Nie boję się, choć chcę się bać. Strach nie pozwala ruszyć z miejsca, ale kiedy jest się rozpędzonym, skutecznie stopuje i pozwala nabrać dystansu. Strach blokuje, a kiedy należy zaryzykować lub wyjść ze strefy komfortu, o krok dalej niż zwykle, przeszkadza. Zatem? Będę bać się, kiedy należy, a łamać zasady, jeśli trzeba. Bo latam! I nie pozwolę się sprowadzić na ziemię. O nie! Jest widoczny progres i to mnie cieszy. Szybko wracam do formy. Bardzo szybko. Choć zagorzale walczę o odzyskanie upragnionego współczynnika BMI, to moja waga uparcie stoi na 83 kg. W tym miejscu powinienem użyć słowa: odpowiednia dieta, ale nie potrafię. Nie potrafię sobie odmówić. Lubię zjeść. Czasami sięgam nawet po śmieciowe żarcie i tego potrafię sobie odmówić, ale dobre i pyszne jedzonko oraz umiar nie idą u mnie w parze. Trudno, nikt nie jest doskonały. „[…] będę najdoskonalszym z najbardziej niedoskonałych biegaczy górskich na świecie!” Dzisiaj, brejknałem rule i zamiast klepać założone BS, wyskoczyłem pobiegać po Wzgórzach Pszczółkowskich. Oj, co to …

Jestem… łojantem, czyli kilka akapitów o górze, szalonym planie i o tym, że warto

Ponoć, każdy ma swoją górę do zdobycia… Moja góra jest cholernie wielka. Czasami jej wielkość mnie przeraża. Ale wspinam się po jej stromych zboczach, próbując dotrzeć na sam szczyt. Są jednak takie dni, kiedy myślę, że wierzchołek góry jest odleglejszy, niż się wydaje. Bywa tak wtedy, kiedy nie wszystko idzie po mojej myśli albo kiedy przychodzi okres kompletnej załamki. Panuje ogólna dupówa, woda leje się strumieniami albo wieje paskudny halny, prosto w twarz. Czasami pojawi się jakiś schron na drodze, który kusi ciepłem i bezpiecznym kątem. Lubię przycupnąć na moment, skryć się przed niesprzyjającą aurą, odpocząć. Paskudny kryzys, w którym tkwiłem minął – mam nadzieję – bezpowrotnie. Znowu jestem w ciągu, trenuję: biegam, pĄpuję, wyginam kończyny, rozciągam ścięgna i mięśnie. Z przyjemnością zagłębiam się w zielone ostępy Magicznego Lasu, katuję się podbiegami na Winnej Górze. Trenuję i planuję. Mam kilka marzeń i cudownie byłoby je zrealizować. Z tymi marzeniami jest tak, że same się nie spełnią, trzeba im odrobinę pomóc. No dobra, bardziej niż odrobinę. Trzeba orać jak wół, żeby zbliżyć się do pułapu osiągalności. …

O tym jak nie zjebałem… – suplement.

Pierwszy raz wiem, że tego nie zjebałem. Tak. Za każdym razem, gdy startuję, mam uczucie niespełnienia. Zawsze wdziera się jakaś błędna nuta, która fałszuje piękną melodię. Znacie to? Uczucie, niepewności własnych dokonań? Na mecie cieszycie się z ukończenia biegu, ale po chwili nachodzą was wątpliwości. Czy dałem z siebie wszystko? Czy dobrze to zrobiłem? Po wątpliwościach przychodzi etap „gdyby”. Zaczyna się chora analiza. Co by było, gdyby? A gdybym to zrobił tak lub siak, to zrobiłbym to lepiej. W miarę coraz bardziej szczegółowej analizy, słowo „gdybym” mutuje i przybiera kształt „mógłbym”. Mógłbym to, mógłbym siamto… Chore to. Wiem, że jestem w trakcie czegoś niesłychanie fantastycznego, czegoś o czym tak szybko nie zapomnę. I cokolwiek by się nie stało, cokolwiek bym zrobił – źle czy dobrze – będzie to niezapomniane. Nie mam formy. Powtarzam to kolejny raz. Może i z setny. Powtarzam, bo szukam usprawiedliwienia przed sobą i całym światem… Pomimo tego braku formy, postanowiłem wystartować w Maratonie Gór Stołowych – Supermaratonie, jeśli to ważne. Chciałem to zrobić efektownie, bo wiecie, ostateczny wynik nie zachwyci. Wymyśliłem …