All posts filed under: STARTY

Grubych cyborgów nie ma

No, bo tak: dałem się ponieść chwili i jakoś tak, przez nieuwagę, przytyło mi się. Ale to po tym, jak odechciało mi się biegać, trenować, męczyć – ogólnie. I teraz, kiedy chce mi się znowu biegać, mam tę oponę dookoła pasa, zero kondycji i w ogóle mierne morale. Ale… Gdzieś te marzenia się tlą, no i zazdrość wywołana przez sukcesy biegających znajomych, która męczy niczym zadra, powodują to, że o treningach myślę poważniej. Kombinuję więc jak urwać trochę czasu na dłuższy trening, na wieczorny rower i wygibasy, których jeszcze gimnastyką nazwać nie mogę. Powoli, bardzo powoli zaczynają się klarować plany, założenia, marzenia, zachciewajki. Przypomniałem sobie, że kiedyś nawet udało mi się fajnie wystartować w kilku imprezach, że nawet potrafiłem dać czadu. Poniosły mnie wspomnienia i zgłosiłem się na dwa maratony: we Wrocławiu i Poznaniu. Sam nie wiem, dlaczego tam, bo przecież nie lubię biegać po ulicy. Może dlatego, że właśnie te maratony były moimi pierwszymi, a na Sudeckiej Setce nie mogę być, bo w tym czasie wypada ślub kuzynki. Z drugiej strony startować w setce …

Śnieżne Konwalie, wbrew zasadom

Pojawić się w bazie zawodów, to dla mnie niemal zapomniane uczycie, ale widok znajomych twarzy przywraca pamięć. W tłumie zawodników znajduję odpowiedzi na pytania: Co ja tutaj robię, po co przyjechałem? Trema — tak, trema – znika. Niepokój ustępuje, a jego miejsca zajmuje podniecenie. Jestem, startuję, żyję. Scorelauf 120” Scorelauf to taka forma InO, gdzie startujący ma pełną swobodę w wyborze oraz kolejności potwierdzania punktów kontrolnych, a musi ich zebrać jak najwięcej w zadanym czasie. Trasa jest tak ustawiona, że zebranie kompletu PK jest niemożliwe. No, chyba że jest się Jackie Chanem albo jeszcze lepiej Chuckiem N. Scorlauf może być punktowany, czyli PK mogą posiadać swoja wagę, im dalej ustawione, tym większa ich wartość. Za przekroczenie limitu czasowego czeka kara czasowa na tyle duża, że nie opłaca się meldować na mecie po limicie. Na trasie scorelauf, oprócz mocnej łydki, decydujące znaczenie ma strategia — w przypadku opcji niepunktowanej, wybór trasy pomiędzy kolejnymi PK. Mój wariant autorski na tej trasie odbiegał lekko od normy i… łamał wszelkie zasady Bo, pierwszy rzut oka na mapę i wiem, …

Góry Stołowe

Uprzejmie donoszę, że

Biegam, można powiedzieć nawet, że trenuję. Wyginam grzbiet i naciągam gruby brzucho. Nie oszczędzam się i systematycznie uprawiam wiejski crossfit. Pięć razy w tygodniu zaliczam półtoragodzinny trening. Walczę z leniem, bo lenia miewam wielkiego jak jasna cholera. Potem pracuję, buduję, urządzam, tworzę, a w wolnej chwili, okazuje się, że bloguję. Tak, powrót do pisania o biegowej pasji stał się faktem. No ale cóż to byłoby za pisanie bez napierania, bez startów, bez przygód? Czy mam jakieś plany? Jasne! Bo pozostało kilka biegowych marzeń do spełnienia, całkiem sporo imprez i tras do przebiegnięcia. Choć do biegania podchodzę na wielkim luzie, a do startów to już w ogóle z mega dystansem, bardzo marszobiegowo, bo z obecną formą nie mam co szaleć, to jednak pojawiło się kilka punktów do odhaczenia na startowej liście. Przyznam się, że pozapisywałem się, pozgłaszałem się jak szalony w ostatnim czasie. I tak, z wielką radością, pojawię się na Śnieżnych Konwaliach (już w najbliższy weekend – ha! zabrzmiało niczym z zapowiedzi tv), przebiegnę 15 km na trasie, organizowanego w Bukówcu Górnym, Biegu Sokoła (z …

Rajd Konwalii + piwo = piwo konwaliowe

Otwieram zimną puszkę Radlera. Skraplająca się na jej powierzchni woda spływa mi po palcach. Za chwilę ugaszę pragnienie, za chwilę znajdę ukojenie. Przykładam puszkę do ust i w jednej chwili, niczym gimnazjaliści z filmów na YT, zeruję jej zawartość. Zimne prawie-piwo przelewa się przez przełyk chłodząc rozgrzane wnętrzności. W tym momencie, kiedy puszka ląduje w koszu na śmieci, zaczyna szumieć mi w głowie. Zaciskam mocno prawą powiekę, a lewym okiem staram się złapać ostrość. Co jest kurka? To tylko 2% vol., a tak mnie sponiewierało. Kiedy mgiełka ustępuje i mogę bez trudu odczytać mapę, łapię kierunek i ruszam w stronę najbliższego PK. Startowy chillout trwa w najlepsze. Pozwalam sobie na luz, na marsz, na długie i bezpieczne przebywanie w strefie komfortu. Tak było na Szadze, tak jest teraz i tak będzie podczas IWW. Początek mam mocny, zrywam się do biegu i gonię za tłumem. Jest chłodny poranek, biegnie się lekko i przyjemnie. Towarzyszy mi kolega, z którym ścigałem się podczas trzeciej edycji RK. Cieszymy się jak dzieci, bo jest tak fantastycznie, a my możemy bez …