INNE
komentarze 2

Chemiczne akapity – mrok

[…] Możemy wszystko, ale zawierzamy swój los technologi — jak zwał. Za dużo kalkulujemy, silimy się na potężne wyzwania, bo tylko takie zrobią wrażenie w social mediach i tylko takie mogą konkurować z dziesiątkami podobnych.
Zapomnieliśmy, że przygoda czai się za rogiem. Jest w lesie, za wzgórzami, w mieście (kiedy słońce chyli się ku zachodowi, kiedy chłód wieczora wypiera skwar dnia, kiedy ruch ustaje, miasto zwalnia, autochtoni wychodzą na ulicę, zmienia się klimat, staje się tak bardzo lokalnie).
I to właśnie jest słowo klucz: lokalnie! Pragniemy podbić świat, a nie znamy własnej okolicy. Chcemy zdobywać najwyższe szczyty, a nie widzieliśmy panoramy ze wzgórza za domem… Czasami trzeba położyć się na trawie, przytulić głowę do ziemi i przekonać się, że pod naszymi stopami dzieje się coś niesamowitego. I czasami trzeba przegnać precz te wszystkie treningi, rekordy, wychodzenie poza strefę komfortu, wspaniały sprzęt, racjonalne myślenie i pójść na żywioł, bo wtedy mamy szansę zobaczyć świat z innej perspektywy i odkryć coś z pozoru małego, a w istocie wielkiego. I nie bać się… porażki, jakąkolwiek by była.”

Nie boję się porażki, boję się choroby, która trawi umysł i sprawia, że nic nie istnieje. Jest tylko pustka i mrok.

Nie ma świata – skończył się
Nie ma celu – skończył się
Nie ma czasu – skończył się
Nie ma sensu – skończył się

O smutku, marazmie oraz braku chęci do życia mógłbym pisać w nieskończoność. Choć bywają takie dni, jak ten, że wstaję (słońce nad głową rozjaśnia świat) i chce mi się wszystko. I mógłbym góry przenosić. Nadrabiam stracony czas. Jestem łapczywy, czerpię z życia wielkimi garściami. Śpieszę się, bo już za chwilę, już za moment słońce może skryć się za czarnymi, gęstymi chmurami… i znów zapanuje ciemność.

To nie jest tak, że gram w chuja, znikam, kiedy mi wygodnie, albo oszukuję. Zmagam się z demonami, to cała tajemnica. To nie jest takie łatwe…

A bieganie? Moja miłość do biegania po lesie nie ustaje. Kocham las i staram się w nim bywać jak najczęściej. Odkrywam mikrościeżki, niesamowicie klimatyczne miejscówki, które później łączę w jedną trasę — biegam, maszeruję albo leżę pod drzewem i rozkoszuję się otoczeniem.

Przestałem używać elektroniki do rejestrowania treningów, nie mam na to siły ani chęci. Zresztą, to nie treningi, to kuracja. Choć jak słyszę brednie o tym, że bieganie jest najlepszym remedium na depresję, to parskam śmiechem. Pokaż mi jak to zrobić!

Grzesiek, kilka dni temu, wyruszył w podróż dookoła Polski. Kręcąc korbą, chce przejechać trzy tysiące kaemów w dwadzieścia dni. Imponujące i niesamowicie inspirujące. Zazdroszczę mu. Też chciałbym móc realizować cel. Jakikolwiek. No i ta przygoda! Wspaniała! I tak sobie myślę, że gdy już przegnam te wszystkie chmury, a słońce rozjaśni mrok, to może też uda mi się wybrać w taką podróż, aby odnaleźć siebie. To byłoby coś.

Komentarze: 2

Dodaj komentarz