INNE
komentarze 3

Czwarty – droga

Więc ktoś, kto jest samurajem i nosi miecz za pasem nie może zapomnieć o duchu walki.
A wtedy jego umysł jest niewzruszenie ukierunkowany na śmierć.
Bo samuraj, który nie docenia ducha walki, chociaż nosi miecz za pasem, jest tylko chłopem albo kupcem w skórze wojownika.
Daidoji Yuzan Shigesuke „Budo Shoshinshu”

Doświadczenie kryzysu to jedna z najgorszych i paradoksalnie, najlepszych rzeczy, jaka mogła mi się przytrafić. Wyobrażałem sobie, że takie przygody przytrafiają się tylko najlepszym. Tym, którzy mają dużo do stracenia. Czytałem o tym w biografiach sławnych sportowców albo w poradnikach dla żółtodziobów. W pierwszym przypadku, autor pisząc o kryzysie, świadomie tworzy kontrast pomiędzy upadkiem, a sukcesem, aby wyeksponować trud, z jakim dochodzi się do celu. W drugim, to straszak dla niesfornych i zbyt zachłannych amatorów biegania. Tak myślałem.

Kryzys? Tak znam. Jego gorzki smak poznałem pokonując dziesiątki kilometrów podczas imprez ultra albo w trakcie biegu maratońskiego, kiedy próbowałem przebić głową ścianę. Ten kryzys jest niczym wobec całkowitej bezsilności, kiedy piętrzą się urojone kłopoty. Umysł szuka przeszkód i wymówek. Nogi same się plączą i potykają zawadzając o wyimaginowane kłody. Traci się impet. Po czym, powoli opada. Z sił. Ku dnu.

Demony – nazwijmy tak lenistwo, zmęczenie, wypalenie, wybujałą ambicję – harcują w głowie, zatruwają ciało i umysł. Sposobów na ich przepędzenie jest kilka. Odpocząć, zwolnić, dać na luz. Najskuteczniejszym z nich jest uświadomienie sobie, że, w tym momencie, upływający czas, to sprzymierzeniec. Czym jest stracony sezon wobec całego życia? Czym jest kilka, poświęconych na odgubienie się, miesięcy wobec lat spędzonych z pasją? Czy warto ponosić ofiarę? Być zachłannym?

Ewidentnie przegiąłem. Zabrakło kogoś, kto by ostudził mój zapał. Ogień płonął. Zbyt długo, zbyt intensywnie, aż pozostały tylko zgliszcza i popiół.

Gdzieś tam zabłądziłem.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Dlatego, żeby pamiętać. I wiedzieć, że jest granica, której nie warto przekraczać. Ryzyko tak, ale kierowane rozsądkiem.

Dziś, kiedy z chęcią wychodzę na treningi, kiedy odnoszę pewne małe sukcesy, kiedy rozpalam ogień, rodzą się marzenia, pojawiają plany. Znów chcę. Znów widzę oczami wyobraźni te wszystkie górskie szlaki, którymi będę biegać. Te, zapierające dech w piersi, najpiękniejsze na świecie widoki. Te wszystkie imprezy, których z roku na rok przybywa. I te rekordy do ustanowienia i życiówki do pobicia. Niezapomniane chwile. Nowe miejsca. Nowi ludzie. Ciężki trening, bez przeginania. Zdrowa rywalizacja, bez ciosów poniżej pasa. To wszystko czeka na mnie tutaj, na drodze wojownika, gdzie jestem.

Komentarze: 3

Dodaj komentarz