INNE
komentarzy 5

Drugi… „zawsze pamiętać!”

gębaKrok, krok, oddech, krok, krok, kamień, ścieżka, oddech, krok. Powietrze wziuuuuu… Krok, krok, oddech, skok, kamień, kłoda, ścieżka, las. Nad głową świst… Krok, krok, skała krok, oddech, stromy szlak, kamień, skok. Skok, skok, oddech, skok, skała, kamień, chwyt i skok. Oddech, strumień, woda, łyk. Słońce praży, skała, pot. Dłonią skronie, zimy łyk. Oddech, oddech, skała, chwyt, oddech, oddech, grań i …

Zerwałem się zachłystując powietrzem. Dookoła ciemność, cisza i uśpiony dom. Poduszka cicho zsunęła się z łóżka i głucho opadła na chłodną podłogę. Gdzie ja jestem?! Ach tak! Wiem, to sen. Żona śpi obok, spokojnie i równomiernie oddychając. Wychylam się poza łóżko, łapię za róg poduszki, układam na miejsce i opadam na nią, wiercąc tak długo, aż idealnie się ułoży. Rozmyślam przez chwilę o niedawnym śnie. Uśmiecham się w duszy i wiem, już wiem. Zasypiam.

Zabawa w szczerość ma ten minus, że wypowiedziane słowa, zapisane zdania, ranią. Albo jedną, albo – użyte podstępnie – drugą stronę. Nie potrafię ściemniać, wolę pisać jak jest i dlaczego tak, a nie inaczej, ale muszę też chronić siebie. Ale pisać lubię, chcę i będę. W tej chwili pragnę wyjaśnić jedną rzecz, która od jakiegoś czasu nie daje mi spokoju. Wobec tego jak ukształtował się obecny pozersko-lansiarski biegowy światek, pozostanę w opozycji. Nie nabiorę się na wymuszone uśmiechy, że niby po treningu tak wygląda uradowana gęba biegacza. Ściema! Moja gęba po treningu wygląda fatalnie, fakt, w głowie jest raj, ale na twarzy horror. Odpychają mnie motywacyjne memy, albo teksty żywcem wzięte z Chodakowskiej. Gardzę łowcami gadżetów – tak o tobie piszę, jesteś słaby, zawiodłeś mnie, a może to przez moją naiwną wiarę w ludzi i oczekiwania, które nie pokryły się z rzeczywistością… Żal. To nie mój świat, nie moja zajawka. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Aby być uczciwym, przyznam, kiedyś jarały mnie pewne sytuacje. Zachłysnąłem się chwilą, było, minęło…

Jestem prostym chłopakiem, który wychował się na osiedlu wybudowanym z wielkiej płyty, który mieszkał w dziesięciopiętrowym betonowym silosie. Ukończył podstawówkę, zawodówkę, marne liceum i coś tam na dokładkę. Znam się na kilku rzeczach, nie znam na setkach innych… I tak już pozostanie. Nie mam zamiaru zgrywać trenera, biegowego guru, czy innego biegowego ktosia. Wkurza mnie niezmiernie, gdy ktoś właśnie tak mnie odbiera i traktuje, nawet w żartach, to żałosne. To głupie. Nie jestem „mistrzem”, „motywacyjnym kolegą”, „nakurwiaczem”. Nie czuję się z tym dobrze. Jestem Borman, lubię pobiegać po krzakach, napisać o tym parę akapitów, podzielić się wrażeniami i cieszyć michę z życia, bo tak. Tyle.

Tak Iro, miewam przerośnięte ego, ale wiem też, gdzie leży granica i gdzie jest moje miejsce. I na pewno nie chcę, aby było wśród biegowych lanserów.

Przebudziłem się o świcie, sprężystym susem wytrampolinowałem z łóżka i podbiegłem do biurka. Wydarłem kartkę z notatnika. Wielkimi literami napisałem: LISTA MARZEŃ I POSTANOWIEŃ. Jako pierwszy punkt: „ zawsze pamiętać!” – kim się jest.

Komentarze: 5

  1. Kurde, poczułem się gadżeciarzem i lanserem. Dobrze, że sobie to wyjaśniliśmy zanim skomentowałem :D
    Ale prawda jest taka, że ja gadżeciarzem jestem strasznym. Lubię endo (od strony zapisywania aktywności i liczb), lubię statystyki, GPSy… lubię dobre ciuchy i przykładam do nich dużą uwagę. I tylko czasami muszę sobie sprawdzić, czy potrafię wyjść pobiegać w starych dresach bez żadnej elektroniki – jak na razie umiem, więc czuję się sam ze sobą całkiem dobrze w tej kwestii :)
    I dalej jestem zdania, że każdy niech uprawia sport po swojemu – jak ma ochotę wydawać kupę kasy na sprzęt i truchtać 5km po osiedlu (a przecież, kurcze, też to robię), to jego święte prawo. Byle by sprawiało frajdę.

    • borman says

      „Gardzę łowcami gadżetów..”
      Iro, czytaj między wierszami.
      A w gwoli wyjaśnienia, mamy takiego jednego (jest ich więcej, ale na jego przykładzie się skupię) kolegę, dla którego, sport i blogowanie, to najlepsza okazja na zysk, nawet jeśli miałby to być kubek, buff, czy co tam chcesz. Bloga prowadzi tylko po to, aby zgarniać fanty, a my jako czytelnicy powiększamy mu słupki w statystykach, dzięki którym ma większe możliwości „zaistnienia”. Z resztą, nie chce mi się już o tym pisać.

      Też jestem tego zdania, że każdy uprawia sport po swojemu. I jeśli lubi to, aby producenci lub sprzedawcy sprzętu drenowali mu kieszenie, to jego sprawa, nic mi do tego. Jednak, kiedy zostaję, jako czytelnik bloga, wykorzystywany do osiągnięcia zysku, to wyrażam swoje niezadowolenie. Chyba mam do tego prawo? Lubię czyste zagrywki, szczególnie w sporcie, a każdy kto świadomie i z pełnym lekceważeniem mojej lub innych osób bruka to, w co wierzę zasługuje na pogardę.

Dodaj komentarz