<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>borman.pl</title>
	<atom:link href="http://www.borman.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.borman.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 18 May 2012 09:02:17 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.2</generator>
		<item>
		<title>I GEMnO Rudawska Wyrypa – cz.2</title>
		<link>http://www.borman.pl/2012/05/18/i-gemno-rudawska-wyrypa-cz-2/</link>
		<comments>http://www.borman.pl/2012/05/18/i-gemno-rudawska-wyrypa-cz-2/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 May 2012 08:53:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>borman</dc:creator>
				<category><![CDATA[biegi górskie]]></category>
		<category><![CDATA[BnO]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[relacje i wrażenia]]></category>
		<category><![CDATA[starty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.borman.pl/?p=1347</guid>
		<description><![CDATA[Już tak w życiu bywa, że wszystko, co piękne szybko się kończy. Równowaga musi być zachowana: po dobrym następuje złe, po zimnym przychodzi ciepłe, długie zastępuje krótkie, smutek &#8211; radość etc. Po szaleńczej gonitwie w dół do PK umieszczonego przy ruinach, ulatuje ze mnie powietrze. Dzięki adrenalinie wywołanej pojawiającym się za nami ogonem, z rozpędu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_1356" class="wp-caption aligncenter" style="width: 970px"><img class="size-full wp-image-1356" title="4MAX.pl Rudawska Wyrypa - Mistrz drugiego planu." src="http://www.borman.pl/wp-content/uploads/2012/05/528496_341019559298974_100001727999194_913933_1746276866_n.jpg" alt="" width="960" height="718" /><p class="wp-caption-text">fot. Asia Buczek</p></div>
<p>Już tak w życiu bywa, że wszystko, co piękne szybko się kończy. Równowaga musi być zachowana: po dobrym następuje złe, po zimnym przychodzi ciepłe, długie zastępuje krótkie, smutek &#8211; radość etc. Po szaleńczej gonitwie w dół do PK umieszczonego przy ruinach, ulatuje ze mnie powietrze. Dzięki adrenalinie wywołanej pojawiającym się za nami ogonem, z rozpędu docieram pod punkt. Wpadam w lekką panikę, przez co nie mogę zlokalizować tego cholernego lampionu. Tutaj na wysokości zadania staje Marcin. Na zimno analizuje mapkę dołączoną do opisu PK. Okazuje się, że jesteśmy nie przy tej powierzchni leśnej. Dwieście metrów dalej podbijamy karty.</p>
<p>I jest kryzys. Na dobre. Ledwo przebieram nogami. Staram się biec, ale trucht przeplatany marszem, to wszystko, na co mnie w tej chwili stać. Przed nami wieś. Marcin wychodzi z propozycją, że może znajdziemy sklep i podładujemy baterię dużą dawką coli. Przystaję na to. Pamiętam jak na <a href="http://www.borman.pl/2011/09/17/iww-lowca-wrazen-i-zdobywca-doswiadczen/" target="_blank">Izerskiej</a> kilka łyków coli przywróciło mnie do świata żywych.</p>
<p>Z tymi kryzysami u mnie jest tak, że szybko przychodzą i zazwyczaj szybko odchodzą. Fakt, że bywają te uporczywe, z którymi muszę walczyć przez godzinę i więcej, jednak po jakimś czasie ustępują. Kryzys pojawia się nagle. Jest moc – dwa kroki – jest odcięcie. Ten dzisiejszy wchodzi długo. Przed ostatecznym odpadnięciem pojawia się delikatne, krótkotrwałe preludium, jak wstrząsy wtórne przed trzęsieniem ziemi. Czuję się jakbym ciągnął za sobą wóz pełen węgla.</p>
<p>Konstruktor trasy zadbał o wszystko: odpowiednią trudność, słuszną deniwelację, atrakcyjność. Na naszej drodze pojawiają się, co rusz to nowe, ciekawe i warte zwiedzenia miejsca. Dobiegamy do Kolorowych Jeziorek. Wzbudzamy niemałą sensację, gdy szybko wspinamy się mijając tłumy turystów. Dochodzą do nas ciche komentarze: „jacy ubłoceni”, „skarbie popatrz, jacy dziwni”, „dokąd oni tak biegną, to jakieś zawody?”. Przyznam się do czegoś: pomimo tego, że czasami mają mnie za świra, ja czuję się jak bohater. Bywa, że czuję się lepszy od nich, ale bez arogancji – tak po prostu.</p>
<p>Mija kolejna godzina, a my niestrudzenie napieramy. Przed nami kamieniołom i usytuowany obok niego PK. Ale zanim dotrzemy do biało-czerwonego lampionu, musimy pokonać długie podejście. W bukłaku ubywa płynu, słońce grzeje niemiłosiernie, podejście daje w kość, a ja mimo wytężonego wysiłku odzyskuję siły. Kryzys nie wytrzymuje podejścia i zostaje gdzieś za mną, na zboczu. Z kroku na krok odzyskuję rytm, natomiast Maniek sprężystym krokiem wspina się tuż przede mną. Wracam do gry.</p>
<p>Podbijamy kolejne punkty, zaliczamy małą wpadziochę, która kosztuje nas kilkanaście minut straty. Zmęczenie robi swoje, nie potrafię znaleźć odpowiedniego odniesienia, punktu ataku, aby zlokalizować i zgarnąć PK. Maniek czesze okolice, obawia się, że zostawiliśmy PK za sobą. Teren jest średnio przebieżny w dodatku to zbocze. Schodzę powoli w dół i próbuję odnaleźć lampion. Nagle dostaję olśnienia. Przecież na mapce jest droga! Zaczyna się przy PK i ciągnie równolegle do tej, która biegnie po lewej stronie do kierunku marszu. Na świeżo dostrzegłbym ten szczegół od razu, ale kilka godzin na trasie męczy, w efekcie czego, w kryzysowej sytuacji, z trudem koncentruję się na mapie. Jest lampion i jest ulga.</p>
<p>Parkowa Góra, długi przelot, następny PK.  Marcin wyraźnie traci swoją sprężystość. Biegnie skupiony z zaciśniętymi ustami. Czyżby przeżywał kryzys? Następuje inwersja. Im bardziej Marcin słabnie, ja zyskuję na mocy. Myśl o jego kryzysie dodaje mi skrzydeł, tak jakbym karmił się jego chwilową słabością. Nie mogę pojąć tego stanu, biegniemy razem, nijako w jednym teamie, a mnie nakręca jego tymczasowa niedyspozycja. Dodatkowo, na horyzoncie pojawia się konkurencja. W głowie huczy syrena alarmowa, uruchamia się instrukcja: ścigać się, ścigać!</p>
<p>Z trudem opanowuję się, aby nie wyrwać do przodu. Biegniemy razem i razem dotrzemy do mety. Nie mam zamiaru zostawiać Marcina w tyle. Dopadamy niegdysiejszy ogon przy ostatnim punkcie, podbijamy kartę i puszczamy konkurenta przodem. Nie chcę już się ścigać, wiem, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty, przetrwaliśmy ostrą selekcję, która wyeliminowała niejednego mocnego zawodnika i teraz możemy na luzie pokonać ostatnie metry do mety.</p>
<p>Jakiś czas później spokojnie wbiegamy do bazy zawodów. Czuję zadowolenie i spełnienie. To był świetny bieg, świetne zawody i miałem prześwietne towarzystwo pod postacią Mańka. Jeśli miałbym kiedykolwiek startować w zawodach drużynowych, to chciałbym, aby w teamie był właśnie Marcin. Niezły z niego fighter, który łatwo nie odpuszcza. Cieszę się, że jego debiut przypadł na Rudawską Wyrypę, która okazała się imprezą niebanalną, zróżnicowaną i na tyle hardcorową, aby Maniek w pełni poczuł smak InO.</p>
<p><a href="http://www.rudawskawyrypa.pl/rw2012/mapy/tp50.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1340" title="Mapa Rudawska Wyrypa" src="http://www.borman.pl/wp-content/uploads/2012/05/mapa_bno.jpg" alt="" width="664" height="252" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.borman.pl/2012/05/18/i-gemno-rudawska-wyrypa-cz-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>I GEMnO Rudawska Wyrypa &#8211; cz.1</title>
		<link>http://www.borman.pl/2012/05/10/i-gemno-rudawska-wyrypa-cz-1/</link>
		<comments>http://www.borman.pl/2012/05/10/i-gemno-rudawska-wyrypa-cz-1/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 May 2012 11:25:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>borman</dc:creator>
				<category><![CDATA[BnO]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[relacje i wrażenia]]></category>
		<category><![CDATA[starty]]></category>
		<category><![CDATA[InO]]></category>
		<category><![CDATA[Rudawy Janowickie]]></category>
		<category><![CDATA[Sudety]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.borman.pl/?p=1320</guid>
		<description><![CDATA[I kiedy witam wschodzące słońce na skalistym szczycie, a ono maluje pejzaż w dominancie czerwieni. I mglisty opar w doliny spływa, owijając miasta w miękki puch. I cisza jak makiem zasiał gości w uszach. I droga skalista przede mną. I nic, że trud pot ze skroni wyciska. I łza się w oku kręci, a serce [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.borman.pl/2012/01/30/i-kiedy-snie-o-gorach/" target="_blank"><em>I kiedy witam wschodzące słońce na skalistym szczycie, a ono maluje pejzaż w dominancie czerwieni. I mglisty opar w doliny spływa, owijając miasta w miękki puch. I cisza jak makiem zasiał gości w uszach. I droga skalista przede mną. I nic, że trud pot ze skroni wyciska. I łza się w oku kręci, a serce z miłości rośnie, bo w górach jest wszystko, co kocham.</em></a></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1326" title="Sokoliki" src="http://www.borman.pl/wp-content/uploads/2012/05/P1010967.jpg" alt="" width="900" height="675" /></p>
<p>Rudawy Janowickie, najukochańsze z sudeckich pasm, jedynie Góry Kamienne mogą się z nim równać. Kocham te niskie góry, uwielbiam ich zielone szczyty, dolinki zalane słońcem. Gdy ze strony <a href="http://pmno.pl/" target="_blank">Pucharu</a> dowiedziałem się, że w Rudawach odbędzie się jedna z imprez, to aż serce mi mocnej zabiło, bo przecież jakbym miał się tam nie pojawić, skoro myślę o tych górach i znęcam się nad sobą myślą, że już niedługo, już za chwilę się tam wybiorę – nie, nie na wspin, aby obiegać je w końcu. A okazja się znalazła i <a href="http://www.rudawskawyrypa.pl/" target="_blank">Rudawską Wyrypą</a> się nazwała i w jedno połączyło się to, co lubię… Tak oto znalazłem się w Karpnikach.</p>
<p>Słonecznie. Błękitne niebo czyściutkie, nie uświadczysz najmniejszego obłoczka. Będzie gorąco, a to oznacza odwodnienie. Boję się powtórki z <a href="http://www.borman.pl/2012/03/22/v-rds-list-z-obcego-kraju-cz-1/" target="_blank">RDSu</a>, dlatego jestem przygotowany. Co prawda zapomniałem spakować iskiate, ale mam przy sobie kilka saszetek izotonika i duży żel energetyczny. Tym razem zaufam chemii. W drodze do Karpnik intensywnie nawadniam organizm wodą mineralną z dużą zawartością mikroelementów.</p>
<p>W bazie zawodów panuje wesoła atmosfera. Dookoła znajome twarze. Pojawia się kilku mocnych zawodników. Przebieramy się i powoli pakujemy klamoty. Za dwadzieścia minut odprawa. Jestem spokojny. Czas płynie leniwie, jest tak cicho i spokojnie – przecież to, wiosną pachnący, górski chillout!  <strong> </strong></p>
<p>Startuję razem z <a href="http://www.marcinkargol.pl/" target="_blank">Marcinem</a>. To jego pierwsze zmagania na tego typu imprezie. Cieszę, że podjął wyzwanie. Chcę, aby spróbował czegoś innego, niż udeptywanie asfaltu. Chłopak ma potencjał, a biegi uliczne nie dają takiej radochy jak bieganie po krzakach. Niech przekona się na własnej skórze.</p>
<p>Wystartowaliśmy!</p>
<p>Konstruktor trasy przygotował prawdziwą perełkę. Na PK1 rozpoczyna się OS, czyli odcinek specjalny. Tam dostajemy mapy sportowe z zaznaczonymi PK, bez opisów tychże. Czołówka rozbiega się po lesie, a my zaczynamy od zgarniania najdalej położonych PK. Dobra dycha z hakiem biegania pod i z górki. Prawie bezproblemowo zbieramy komplet punktów i po dwóch godzinach, na dziesiątej pozycji kończymy odcinek specjalny.</p>
<p>Kolejny punkt nie przysparza nam problemów. Szybko dobiegamy do Zamku Bolczów. Znam okolicę i pewnie nawiguję. Zielonym szlakiem dostajemy się pod zamkowa bramę, spod której szybko wpadamy na ukryty w skałach PK10.</p>
<p>Na przelocie pomiędzy PK10 i 11 zaczyna mnie łapać kryzys. Czuję w nogach Harpagana, nie było mi dane porządnie wypocząć, w dodatku nie jestem wyspany, Aga przez ostatni tydzień ciągnęła swoje zabójcze zmiany, które wypadły akurat na sześć dni przed startem – typowe. Z trudem wspinam się na szczyt Wołka po to, aby podbić PK i&#8230; i zostać dosłownie zmiażdżonym. Widok, który rozpościera się spod punktu powala. Dookoła łagodne szczyty, zielone łąki, a w oddali, przyozdobione śniegiem, Karkonosze.</p>
<p>Chwile później zbiegamy w dół, na złamanie karku, na azymut. Rozkładam ramiona, jak bym rozpościerał skrzydła, bo w tym momencie lecę, ja lecę. Widok zapiera dech w piersi, jest tak pięknie, jest idealnie!</p>
<p>C.D.N.</p>
<p><a href="http://www.borman.pl/?attachment_id=1343" target="_blank"><img class="aligncenter size-full wp-image-1340" title="Mapa BnO - odcinek specjalny" src="http://www.borman.pl/wp-content/uploads/2012/05/mapa_bno.jpg" alt="" width="664" height="252" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.borman.pl/2012/05/10/i-gemno-rudawska-wyrypa-cz-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>43 Harpagan &#8211; czyli debiucik, czyli setka na orientację</title>
		<link>http://www.borman.pl/2012/04/29/43-harpagan-100_debiut_no/</link>
		<comments>http://www.borman.pl/2012/04/29/43-harpagan-100_debiut_no/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Apr 2012 14:49:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>borman</dc:creator>
				<category><![CDATA[pozytywnie]]></category>
		<category><![CDATA[relacje i wrażenia]]></category>
		<category><![CDATA[starty]]></category>
		<category><![CDATA[ultra]]></category>
		<category><![CDATA[bieganie]]></category>
		<category><![CDATA[Harpagan]]></category>
		<category><![CDATA[InO]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.borman.pl/?p=1290</guid>
		<description><![CDATA[Oszołomiony zapachami kwitnącego kwiecia przebiegam kolejny kilometr, prowadzony leśnym duktem Magicznego Lasu. Dookoła eksplozja zieleni, tej pierwszej, wiosennej i najbardziej soczystej. Kojącej nadszarpnięte nerwy, jak kompres, przynoszącej ulgę zmęczonym oczom. Ptaki prowadzą koncert, owady tańczą w wielkich rojach do tej muzyki. Słońce jest nisko, tuż nad linią lasu, oświetla skraj polany pomarańczowym promieniem. Luna, wesoło [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_1291" class="wp-caption aligncenter" style="width: 760px"><img class="size-full wp-image-1291" title="ostatni zryw przed metą " src="http://www.borman.pl/wp-content/uploads/2012/04/H43_fot_paweł_piwowarski_blog.jpg" alt="" width="750" height="500" /><p class="wp-caption-text">fot. Paweł Piwowarski</p></div>
<p><em>Oszołomiony zapachami kwitnącego kwiecia przebiegam kolejny kilometr, prowadzony leśnym duktem Magicznego Lasu. Dookoła eksplozja zieleni, tej pierwszej, wiosennej i najbardziej soczystej. Kojącej nadszarpnięte nerwy, jak kompres, przynoszącej ulgę zmęczonym oczom. Ptaki prowadzą koncert, owady tańczą w wielkich rojach do tej muzyki. Słońce jest nisko, tuż nad linią lasu, oświetla skraj polany pomarańczowym promieniem. Luna, wesoło machając kudłatym ogonem, biegnie przodem. Nie spieszę się, nie zerkam na ekran Garmina, nie interesuje mnie zakres, tempo, czas… Niech to idealne sobotnie popołudnie trwa! </em></p>
<p>Przeszedłem do marszu, zbieram siły, zagryzam baton orzechowy, małymi łykami popijam napój izotoniczny. Właśnie kończy się ósma godzina rajdu. Nad Borami Tucholskimi wschodzi słońce. Obok mnie maszeruje Daniel. Przed nami PK10, a za nami 65 km drogi. Nie czuję zmęczenia, drobne kryzysy pojawiają się i znikają. Wiem, że przede mną najtrudniejszy etap i muszę być przygotowany na każdą ewentualność. Nie dopuszczam myśli o porażce, skupiam się na tym, co teraz jest, na mapie, na optymalnym wariancie, na tym, aby ogrzać dłonie, bo zmokłem i zmarzłem, a palce zesztywniały z zimna. Jestem ostrożny, analizuję każdy ruch, nie pozwalam sytuacji wymknąć się spod kontroli, bo chcę dotrwać do końca… Chcę dotrzeć do mety!</p>
<p>Kalkuluję, jeśli okoliczności pozwolą dotrzemy do mety z czasem 14 godzin. Łydka podaje, nic nie boli, nawigacja nie sprawia mi trudności. Mapa czasami nie gra, ale nie stanowi to problemu. Poruszamy się optymalnym wariantem, a pokonany dystans pokrywa się z dystansem podanym przez konstruktora trasy. Daniel równie optymistycznie zakłada, że uda nam się zmieścić w założonym czasie. Korci mnie, aby skracać i biec na azymut, stawiam jednak na przebieżność, czyli najkrótszy wariant biegnący po leśnych duktach i przecinkach.</p>
<p>Jedenasta godzina rajdu. Najdalej, na północ, wysunięty PK12 podbity. Za nami 75 km, a przed nami zbliżająca się, kilometr po kilometrze, meta. Kryzys w pełni, liczę na to, że skończy się równie nagle, jak się rozpoczął. Zmuszam się do biegu, ale nogi mam jak z ołowiu. Pojawiły się te głupie myśli z rodziny „nie mam siły, nie dam rady, zaraz umrę, chyba odpuszczę”. W ramach walki z kryzysem i czarnowidztwem, staram się skupić na pozytywach, zaczynam niewinnie: „Marcin nie łam się, jeszcze tylko dwadzieścia parę kilometrów, bułeczka z masełkiem, przecież dasz radę”, następnie staram się logicznie wytłumaczyć, że: „Maniuś, jesteś zmęczony, a to normalna reakcja organizmu, i ty się dajesz na coś takiego nabrać, weź się w garść i przestań mazać”. Potem serwuję sobie delikatny opiernicz, dzięki czemu na jakiś czas wraca równowaga. Zaczynam nieudolnie truchtać, a wraz ze mną Daniel oraz Kamil, który dołączył do nas w połowie drogi pomiędzy PK10, a PK11.</p>
<p><em>Często daję się ponieść. Jestem uzależniony od ponoszenia się. Ponoszenie się jest moją odskocznią od usystematyzowanego treningu. Podczas ponoszenia się, wyłączam Garniaka, bo włączony szybko potrafi sprowadzić na ziemię, wystarczy jedno spojrzenie, a nie o to w ponoszeniu się chodzi. Podczas ponoszenia się, należy czuć wolność, wpadać we flow, albo głośno śpiewać. Można też recytować wiersze, albo układać w głowie mega plany na przyszłość. Cokolwiek, ale należy poczuć luz. Podczas ponoszenia się, biegam intuicyjnie: szybko wbiegam na pagórek, powoli przebiegam przez porośnięty wysokimi modrzewiami las, schylony przedzieram się przez młodniak. Najbardziej lubię dać się ponieść nad brzeg jeziora, albo przemykać pomiędzy granicami kultur. Przebiec przez łąkę, albo niezaorane pole. Bywa jednak tak, że gdy dam się za daleko ponieść, powrót do rzeczywistości, i do domu, bywa bolesny. A przecież umiar podczas ponoszenia się nie jest wskazany. </em></p>
<p>PK 13. Dogania nas trzyosobowy tramwaj. Jest w nim Edek, jest Staszek. Podbijamy PK i ruszamy dalej. Jestem zmęczony jak cholera i w dodatku kryzys powrócił. Marzenie o czternastu godzinach włożyłem między bajki. Teraz nastawiam się na przeżycie. Nie w głowie mi ściganie, chcę tylko dotrzeć do mety i zakończyć tą nierówną walkę, ja kontra słaba psycha. Ciągnę się z tyłu, staram dotrzymać kroku grupie. Gdy biegną, też biegnę, gdy maszerują, przechodzę do marszu i ja. To taka gra, coś jak &#8222;złap zająca&#8221;, podczas startu w maratonie. Przyznam, że mi to pomaga.</p>
<p>Dobiegamy do kanału Wdy. Przebiegamy przez pierwszy most, biegniemy w stronę następnego&#8230; Zaraz, zaraz gdzie jest drugi most?! Okazuje się, że most, widniejący na mapie w rzeczywistości dawno temu został zdemontowany. Nie, nie mam siły na przeprawę wpław. Jestem nadal zmarznięty po nocnych ulewach. Moja odporność na zimno spadła. Od czasu, kiedy tydzień przed startem w Harpaganie wybrałem się na dwustukilometrową przejażdżkę rowerem, podczas której zmokłem i zmarzłem tak mocno, że niemal dostałem hipotermii, nie potrafię uporać się z zimnem. Rezygnuję z przeprawy, wolę nadłożyć trzy kilometry do najbliższego mostu. Wiem, że po zimnej kąpieli nie pozbieram się i to będzie koniec napierania. Zazwyczaj tak łatwo nie rezygnuję, jednak nie tym razem. To moja pierwsza setka na orientację i chce ją ukończyć, nawet kosztem straty trzydziestu kilku minut.</p>
<p>Edek i Kamil przeprawiają się wpław, a reszta grupy biegnie dalej.</p>
<p>Piętnascie minut temu podbiłem ostatni PK, Daniel z resztą grupy pobiegł przodem. Jestem zły, cholernie zły. Nie mogę uporać się z gnębiącym mnie kryzysem. Nie mam czarnych myśli, nic z tych rzeczy, nie potrafię zmusić się do ostatniego wysiłku. Człapię przed siebie, chcę pobiec, lecz za nic nie mogę oderwać nóg od ziemi. Czas upływa, panowie znikają za horyzontem. Zaczynam studiować mapę, do mety zostało tak niewiele, może trzy kilometry. Przypominam sobie jak Grzesiek zaproponował wycieczkę rowerową z sakwami po Kaszubach, a ja tak bardzo chciałbym wrócić do Borów Tucholskich. Urzekły mnie tutejsze plenery. Ten zakątek Polski jest tak inny od mojego Magicznego Lasu. Meandrujące rzeki, niezliczona ilość jezior i te nazwy: Złe Mięso, Wdzydze, Wądoły, Pustki. Ach, odkrywać na nowo uroki Kociewia!</p>
<p>Podrywam się do biegu, niezbyt zgrabnego, wyglądam jak szczudlarz. Po kilkuset metrach nieudolnego truchtu, udaje mi się rozruszać zastałe mięśnie. Przyspieszam. Ostatnie kilometry kurczą się błyskawicznie. Przeskakuję tory, przebiegam przez las i wbiegam do Czarnej Wody. Nie patrzę na mapę. Przede mną trzech starszych jegomości raczy się czymś mocniejszym, pytam o drogę do szkoły, okazuje się, że biegnę w dobrym kierunku. Dobiegam do asfaltu, przede mną most, a za mostem Daniel i Piotrek ze Staszkiem. Chwilę potem wpadamy do bazy zawodów, okazuje się, ze ostatni PK stoi na boisku szkolnym. Ostatni wysiłek i  podbijam go po 15 godzinach 30 minutach i 59 sekundach napierania. Jako, że system SportIdent nie uwzględnia miejsc ex aequo, ostatecznie załapuję się na 10 miejsce.</p>
<p>Minął tydzień od startu w 43 Harpaganie, a ja myślę już o kolejnym. No i ta wycieczka rowerowa po Kaszubach nie daje mi spokoju. Eh, jest wiosna, a to rozprasza&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.borman.pl/2012/04/29/43-harpagan-100_debiut_no/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>NBR on Tour 2012 – inauguracja</title>
		<link>http://www.borman.pl/2012/04/11/nbr-on-tour-2012-inauguracja/</link>
		<comments>http://www.borman.pl/2012/04/11/nbr-on-tour-2012-inauguracja/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Apr 2012 17:12:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>borman</dc:creator>
				<category><![CDATA[biegi górskie]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[info]]></category>
		<category><![CDATA[miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[NBR on Tour]]></category>
		<category><![CDATA[outdoor]]></category>
		<category><![CDATA[wycieczki biegowe]]></category>
		<category><![CDATA[Czechy]]></category>
		<category><![CDATA[Góry Bialskie]]></category>
		<category><![CDATA[Jaskinia Niedźwiedzia]]></category>
		<category><![CDATA[Kletno]]></category>
		<category><![CDATA[Masyw Śnieżnika]]></category>
		<category><![CDATA[schronisko]]></category>
		<category><![CDATA[Sudety]]></category>
		<category><![CDATA[szlak]]></category>
		<category><![CDATA[wycieczka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.borman.pl/?p=1280</guid>
		<description><![CDATA[Minęło prawie pół roku od ostatniej wyrypy spod znaku NBR on Tour, gdzie w zacnym gronie mogłem uprawiać górski chillout  &#8211; nową dyscyplinę turystyki średniobiegowej. Od tego czasu niepostrzeżenie zrobiło się ciasno w moim kalendarzu. Tłoczą się tam czerwone krzyżyki, zielone kółka, pojawiają mrożące krew w żyłach nazwy: ekstremalne to, nocne ekstremalne tamto. Startowo &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_1281" class="wp-caption aligncenter" style="width: 810px"><a href="http://www.borman.pl/wp-content/uploads/2012/04/DSC_9218_5a0963192f.jpg"><img class="size-full wp-image-1281" title="Jaskółcze Skały i Dolina Morawy" src="http://www.borman.pl/wp-content/uploads/2012/04/DSC_9218_5a0963192f.jpg" alt="" width="800" height="500" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Alvar http://www.national-geographic.pl/uzytkownik/alvar/</p></div>
<p>Minęło prawie pół roku od ostatniej wyrypy spod znaku <a href="http://natural-born-runners.pl/" target="_blank">NBR </a>on Tour, gdzie w zacnym gronie mogłem uprawiać górski chillout  &#8211; nową dyscyplinę turystyki średniobiegowej. Od tego czasu niepostrzeżenie zrobiło się ciasno w moim kalendarzu. Tłoczą się tam czerwone krzyżyki, zielone kółka, pojawiają mrożące krew w żyłach nazwy: ekstremalne to, nocne ekstremalne tamto. Startowo &#8211; treningowy zawał. U <a href="http://www.pk4.pl/" target="_blank">Grześka</a> sprawa wygląda zgoła odmiennie: facet realizuje się, spełnia w tym co robi, czyli łącząc pasję z pracą, trenuje, startuje, bije nowe rekordy. Niby wszystko gra, jest pięknie, ale czegoś tutaj brakuje. Gdzieś po drodze, przypominamy sobie, żeby zorganizować jakiś wypad, ale potem to ulatuje zostawiając po sobie pustkę. Nadchodzi jednak taki dzień, aby sprawy bieżące odsunąć na bok i zająć się tym, co najprzyjemniejsze: bieganiem po górach.</p>
<p>Tym razem na tapetę bierzemy Masyw Śnieżnika i G. Bialskie. Spotykamy się na przełomie maja i czerwca w małej miejscowości <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Mi%C4%99dzyg%C3%B3rze_(wojew%C3%B3dztwo_dolno%C5%9Bl%C4%85skie)" target="_blank">Międzygórze</a>. Ostateczny termin podam za jakiś czas. W planach, wypad dwudniowy z noclegiem w schronisku.</p>
<p>Uprzedzam, <del>że jeszcze nie zaplanowałem trasy tak</del>, że ewentualne propozycje i sugestie są mile widziane. W wielkim skrócie: zamierzamy obiegać jak najwięcej Masywu i G. Bialskich, pojawić się w Kletnie, wypędzić niedźwiedzie z dziury, odwiedzić naszych południowych sąsiadów, przeprowadzić pełną degustację złotego nektaru, spędzić wieczór na pogaduchach, wyspać się smakowicie i…. i obiegać jak najwięcej Masywu i G. Bialskich.</p>
<p>EDIT:  <em>Proponowana trasa: </em></p>
<p><em>Dzień I</em><br />
<em>Z parkingu w Międzygórzu pobiegniemy zielonym szlakiem, trawersując Smrekowiec, do Przełęczy Śnieżnickiej. Następnie wykonamy rasowy downhill żółtym szlakiem do <a href="http://www.jaskinia.pl/index.html" target="_blank">Jaskini Niedźwiedziej</a> w Kletnie. Warto zwiedzić jaskinię, cena biletu to 19zł, jednak należy wcześniej zarezerwować bilety, ale tym zajmę się ja. Z Jaskini udamy się niebieskim szlakiem rowerowym w stronę Kamienicy, aby wejść na szlak żółty, z nim do zielonego na Przełęcz Głęboka Jama. Następnie zielonym szlakiem dotrzeć na Śnieżnik. Tutaj zdecydujemy czy wracać do schroniska Na Śnieżniku, czy zbiec czerwonym szlakiem na stronę Czeską, wbić się na niebieski szlak, przejść Mokry hrbet, wejść na szlak zielony i ponownie na niebieski. Dotrzeć do Dolnej Morawy, gdzie nawodnimy się chmielowym izotonikiem. Po odpowiednim nawodnieniu się wrócimy na szlak niebieski, nim dotrzemy na zielony, który doprowadzi nas prosto do schroniska.</em></p>
<p><em>Dzień II   </em><br />
<em>Proponuję wstać przed wschodem słońca, zejść do Międzygórza, zapakować się do aut i pojechać do Czech. Za cel obrałem <a href="http://www.mu-staremesto.cz/" target="_blank">Staré Město</a>, które możemy zwiedzić , następnie udać się w Góry Bialskie. Trasę ustalimy na miejscu.  </em></p>
<p><a href="http://www.e-gory.pl/index.php/Mapy-online/Sudety-Compass/Masyw-Snieznika-Gory-Bialskie.html" target="_blank">- MAPA -</a></p>
<p>Wszystkich chętnych na biegowy weekend, małą górską przygodę, w imieniu Grześka i swoim, serdecznie zapraszam.</p>
<p>Do zobaczenia na szlaku!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.borman.pl/2012/04/11/nbr-on-tour-2012-inauguracja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>V RDS – list z obcego kraju cz.2</title>
		<link>http://www.borman.pl/2012/03/25/v-rds-list-z-obcego-kraju-cz-2/</link>
		<comments>http://www.borman.pl/2012/03/25/v-rds-list-z-obcego-kraju-cz-2/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 25 Mar 2012 17:36:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>borman</dc:creator>
				<category><![CDATA[BnO]]></category>
		<category><![CDATA[relacje i wrażenia]]></category>
		<category><![CDATA[starty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.borman.pl/?p=1269</guid>
		<description><![CDATA[Witaj! Wiesz Andrzej, kiedyś zadałem pytanie pewnemu rajdowcowi: co kieruje ludźmi, że spotykają się gdzieś na końcu świata i robią, to co robią? Bo przecież to chore jest skazywać się na taką poniewierkę. On na to: ty mi odpowiedz. A ja wciąż nie znalazłem odpowiedzi na moje pytanie. Z resztą, czy to takie ważne, czy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_1270" class="wp-caption aligncenter" style="width: 760px"><img class="size-full wp-image-1270" title="start" src="http://www.borman.pl/wp-content/uploads/2012/03/P1070111.jpg" alt="" width="750" height="477" /><p class="wp-caption-text">fot. Hubert Puka</p></div>
<p>Witaj!</p>
<p>Wiesz Andrzej, kiedyś zadałem pytanie pewnemu rajdowcowi: co kieruje ludźmi, że spotykają się gdzieś na końcu świata i robią, to co robią? Bo przecież to chore jest skazywać się na taką poniewierkę. On na to: ty mi odpowiedz. A ja wciąż nie znalazłem odpowiedzi na moje pytanie. Z resztą, czy to takie ważne, czy człowiek dostaje odcisków na palcu od przyciskania guzików pilota, czy od tego, że po czterdziestym kilometrze zaczynają uwierać buty? Każdy robi to, co lubi. Jedni marnują życie przed telewizorem, inni skazują się świadomie na ból, pokonując dziesiątki kilometrów w błocie, śniegu, deszczu lub upale. Ja wybrałem poniewierkę…</p>
<p>No i podbijam czwórkę. Zerkam szybko na mapę, cholera, ten przelot nie jest taki oczywisty. Szybka analiza, biegnę na zachód do drogi. Zbiegam za daleko na południe, szutrówką biegnącą obok szkółki leśnej. Potem wbijam się w las i slalomem omijając drzewa, przedzieram się do tej drogi, która powinna gdzieś tutaj być. Nagle przede mną pojawia się szeroki strumień. Ej, co jest? Zerkam na mapę i nagle dostaję olśnienia. To nie droga, to ciek wodny, a za nim następny i następny. Nie ma czasu na odwrót. Zagryzam telefon w zębach i wskakuję do strumienia. Zimna kąpiel i jestem na drugim brzegu. Tak pokonuję jeszcze dwa strumienie, potem przedzieram się przez grząskie bagno. Całe szczęście, że pod kępami trawy jest jeszcze lód. W oddali słychać jadące samochody, a więc jest droga! Za drogą wał, który poprowadzi mnie do mostu, a z mostu już niedaleko do PK3.</p>
<p>Opowiadałem Ci kiedyś Andrzej o tym, że źle znoszę upał. Wbiegłem właśnie na wał i truchtam powoli. Słońce grzeje niemiłosiernie, a mi w dodatku skończyła się woda w bukłaku. Dla mnie to koniec. Zawsze odpadam przy mocnej lampie. Pamiętasz, co się stało podczas Europamarathon, albo Maratonu Gór Stołowych? Cholerny niefart. Na własne życzenie skazuję się na dwadzieścia kilka kilometrów biegu o suchym pysku.</p>
<p>Wiesz Andrzej, gdy byłem na trasie, dzwonił do mnie Grzesiek. Nie poszło mu na Maniackiej – pewnie przez upał. Już to raz przeżyłem. Dobrze pamiętam pierwszy słoneczny dzień marca, gdy w zeszłym roku startowałem w Biegu Sokoła. Tym razem znalazłem się na wschodzie Polski, a słońce jest tutaj takie same jak wszędzie, gdzie do tej pory byłem. I wtedy w Bukówcu zdechłem po siódmym kilometrze, Grzesiek z kolei poległ podczas poznańskiego halfa. Historia lubi się powtarzać, a ja głupi nie uczę się na błędach.</p>
<p>Dodreptałem ledwo do PK3, w drodze wyprzedziło mnie dwóch zawodników. Nie jest dobrze. Jeszcze kilka kilometrów, a odpuszczę. Dopiłem resztki iskiate, w ustach mam sucho i chce mi się bardzo pić. Na domiar złego jestem gdzieś daleko od lasu i przyjemnego cienia. Łapię się na tym, że rozglądam się za rowem melioracyjnym z wodą. Pić!</p>
<p>Jaki ja jestem słaby, gdy ogarnia mnie pragnienie, a odwodnienie daje o sobie znać poprzez spuchnięte palce, suchość w gardle i to, co dzieje się z organizmem. Cała motywacja i chęć do ścigania pryska. Nie potrafię się skoncentrować na mapie, średnio widzę szczegóły, wszystko zlewa się w nieczytelny bohomaz. W głowie urządzają harce głupie myśli: może odpuścić? Nie, nie, nie, Maniuś dasz radę, jeszcze tylko kilka kilometrów, do tego zakrętu, a potem do drogi. Ale tak chce mi się pić. Pić, pić, pić!</p>
<p>Dalej, wszystko stało się jednowymiarowe i wyglądało miej więcej tak: dobiegł do mnie kolega, nie pamiętam jego imienia, ale spotkaliśmy się już na Skorpionie. Dociągnąłem za nim do wsi, a tam u starszej pani (dziękuję Ci dobra kobieto!) napełniliśmy bukłaki kranówą. Piłem łapczywie, wiem, że źle, ale nie potrafiłem się powstrzymać. Rozpieprzyło mnie to kompletnie – nudności i ból brzucha – sama rozkosz. I jakoś tak czas przestał płynąć, a ja biegłem i maszerowałem. Zmuszałem się do biegu: jeszcze do tego drzewa i jeszcze do tego krzaka, za nim odpocznę. Kolega pobiegł przodem, a ja zostałem sam na sam z przelotem do PK2. Mimo tego, że byłem w ruchu, dystans uparcie nie topniał. Podbiłem PK2 i znowu dobiegł do mnie kolega – Bernard ma na imię. Człapaliśmy razem, on z bolącym kolanem, ja mega odwodniony. W Gorzycach dołączył do nas Adam z Napieraj.pl i w trójkę wylądowaliśmy na mecie.</p>
<p>Cieszyłem się jak dzieciak, że to już koniec. No i wynik niezły, bo wpadliśmy na 12 pozycji. A potem oddałem się postartowemu chilloutowi, zająłem się rozmowami z poznanymi ludźmi, trochę bełkotałem, ale jakoś to było. Pyszne jedzonko i tradycyjnie zimny prysznic dopełniły całości.</p>
<p>Wiesz Andrzej, podoba mi się te napieprzanie przed siebie pomimo wszystkich przeszkód. I ten rajd był właśnie takim napieprzaniem.</p>
<p>Do następnego!<br />
Marcin</p>
<p>PS<br />
<a href="http://www.borman.pl/?attachment_id=1259" target="_blank">Tutaj masz mapę z zaznaczonym przebiegiem</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.borman.pl/2012/03/25/v-rds-list-z-obcego-kraju-cz-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>V RDS – list z obcego kraju cz.1</title>
		<link>http://www.borman.pl/2012/03/22/v-rds-list-z-obcego-kraju-cz-1/</link>
		<comments>http://www.borman.pl/2012/03/22/v-rds-list-z-obcego-kraju-cz-1/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Mar 2012 22:37:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>borman</dc:creator>
				<category><![CDATA[BnO]]></category>
		<category><![CDATA[relacje i wrażenia]]></category>
		<category><![CDATA[starty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.borman.pl/?p=1260</guid>
		<description><![CDATA[Cześć! Wiesz Andrzej, ja chyba wpadłem jak śliwka w kompot. Liżę rany po RDSie, a już myślę o starcie w Róży Wiatrów i, cholera, nie mogę się doczekać. Nie chodzi mi o zdobywanie laurów, choć to jest przyjemne uczucie, ani o Puchar. Podoba mi się te napieprzanie przed siebie pomimo wszystkich przeszkód. Podoba mi się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1263" title="rds" src="http://www.borman.pl/wp-content/uploads/2012/03/rds.jpg" alt="" width="900" height="513" /></p>
<p>Cześć!</p>
<p>Wiesz Andrzej, ja chyba wpadłem jak śliwka w kompot. Liżę rany po RDSie, a już myślę o starcie w Róży Wiatrów i, cholera, nie mogę się doczekać. Nie chodzi mi o zdobywanie laurów, choć to jest przyjemne uczucie, ani o Puchar. Podoba mi się te napieprzanie przed siebie pomimo wszystkich przeszkód. Podoba mi się pokonywanie dystansu. Naginanie możliwości organizmu do granic wytrzymałości, ta burza, która rozpętuje się w głowie, po tym jak włącza się czerwona kontrolka. Czasami wygląda to jak masochizm, ale uwierz mi, takiej przygody nie zaznasz będąc więźniem czterech ścian. Emocje towarzyszące podczas rajdu nie mają sobie równych, dlatego tak ciągnie mnie do ultra. Podobają mi się godziny spędzone na trasie. Podobają mi się ciche, księżycowe noce, pachnące, wilgotne poranki, popołudniowe słońce przenikające pomiędzy koronami drzew. Podobają mi się setki. Jeszcze tylko RW i startuję w pierwszej z nich, jeszcze tylko pięć tygodni i&#8230; ale po kolei.</p>
<p>W ostatni weekend startowałem w Rajdzie Dolnego Sanu. Och, co to za impreza była! Fantastyczna! Atmosfera, organizacja – uwielbiam to! Mogłem poznać i porozmawiać z ludźmi, których znam tylko z sieci, z opowiadań, z tego, co publikują na swoich blogach. Zmieniło mi się spojrzenie, a wszystko to, co do tej pory odrealnione było ciałem się stało i jest, będzie inne, lepsze.</p>
<p>Wstałem przed szóstą. Spać nie mogłem, a wiesz jak wygodne są podłogi sal gimnastycznych. Bez pośpiechu odświeżyłem się i zjadłem śniadanie. W międzyczasie uciąłem miłą pogawędkę z organizatorem rajdu, Hubertem. Co jakiś czas pojawiali się nowi uczestnicy, a ja spokojnie pakowałem plecak. I gdybym wiedział, że w tej chwili popełnię karygodny błąd, dolałbym do bukłaka litr wody, albo schował do kieszeni pieniądze i zaoszczędził sobie sporo bólu.</p>
<p>Tymczasem poranek zamienił się w piękny słoneczny dzień. Czas płynął leniwie, wskazówki zegara powoli zbliżały się do godziny dziewiątej, godziny startu. A ja czułem się jakbym był w obcym kraju. Wiesz Andrzej, gdy większość życia spędziło się w jednym miejscu, to każdy dalszy wyjazd jest jak egzotyczna wycieczka. Taki kontrast: nasza poniemiecka architektura i małe drewniane domy na wschodzie Polski. Jestem nimi zauroczony. Na zachodzie folklor możesz spotkać w nieudolnie spreparowanych skansenach, które służą jako alternatywna miejscówka, w której organizuje się imprezy integracyjne, a tutaj jest na każdej ulicy, a wieś nim kipi. I pewnie usłyszę jeszcze nie raz, że nie jest to, co było kiedyś – jakby niby miało być skoro świat pędzi do przodu.</p>
<p>Wystartowaliśmy. Część uczestników pobiegła na północ, część na południe. Ja ugryzłem trasę „od góry”. Wybiegłem z Gorzyc i udałem się na północ w stronę najbliższego punktu. Nie chcę Cię Andrzej zanudzać opisem trasy punkt po punkcie, ale wiedz, że czułem moc, biegłem z taką lekkością, niemal jak bym leciał. Łatwa nawigacja i podbijane bez problemu PK, zachęcały do większego wysiłku. Jakaż to odmiana po nieudanym starcie we Włóczykiju!</p>
<p>Podbijam PK9, 8, 7, 6, tutaj wyprzedza mnie Rafał &#8211; niezły przecinak &#8211; który przybiegł na metę jako pierwszy. Dalej, podbijam leżący na wschód od Zbydniowa PK5. Od piątki biegnę do szosy. Zbiegam z szosy w przecinkę, przecinką na południe. Kończy się las, lecę na azymut. Przebiegam łąkę, przeskakuję rów. Jestem przy czwórce. Tutaj spotykam czołówkę biegnącą wariantem od południa. PK4 podbijam po 2 godzinach i 50 minutach, w nogach mam jakieś 25 km, przede mną tylko trzy punkty o długich przelotach. Jestem w siódmym niebie!</p>
<p>Andrzej, nie napisałem Ci o jednym. Zazwyczaj przed startem odczuwałem napięcie, taki przedstartowy stres. Czasami był to lekki niepokój, a czasami przesiąknięte adrenaliną i niezbyt przyjemne uczucie euforii. Gdyby nie Ula, wiesz Krolisek, nie zauważyłbym tego, że jestem całkiem spokojny. Byłem spokojny przed startem w Skorpionie i Włóczykiju. To dlatego, że czekam na to, co przydarzy mi się na trasie. Nastrajam się na odbiór emocji o innej częstotliwości, a przedstartowy dreszczyk męczy mnie jak filiżanka kawy wypita tuż przed snem.</p>
<p>Późno już, dziewczynki od dawna śpią, a ja sam z chęcią przytulę głowę do poduszki. Jutro opiszę Ci to, co spotkało mnie po podbiciu PK4, opowiem o zwalniającym czasie i wydłużającym się dystansie, Tymczasem dobranoc, do jutra i do przeczytania.</p>
<p>Marcin</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.borman.pl/2012/03/22/v-rds-list-z-obcego-kraju-cz-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>V PENZRnO Włóczykij Trip Extreme 2012</title>
		<link>http://www.borman.pl/2012/03/11/v-penzrno-wloczykij-trip-extreme-2012/</link>
		<comments>http://www.borman.pl/2012/03/11/v-penzrno-wloczykij-trip-extreme-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 11 Mar 2012 20:18:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>borman</dc:creator>
				<category><![CDATA[BnO]]></category>
		<category><![CDATA[relacje i wrażenia]]></category>
		<category><![CDATA[starty]]></category>
		<category><![CDATA[InO]]></category>
		<category><![CDATA[nawigacja]]></category>
		<category><![CDATA[przemyślenia]]></category>
		<category><![CDATA[rajd nocny]]></category>
		<category><![CDATA[Włóczykij]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.borman.pl/?p=1249</guid>
		<description><![CDATA[Pierwsza myśli… nie, nie będę marudził. Nie poszło mi. Nie będę gdybał, nie będę szukał usprawiedliwienia, ani przyczyny. Albo nie. Przyczyna jest jedna, fundamentalna, zabrakło mi obycia z mapą, umiejętności nawigacji. Zabrakło mądrości w doborze sprzętu. W dodatku zatrzymałem się. Złamałem tak przestrzeganą przez mnie zasadę: nigdy, nigdy, nigdy, nigdy się… nie zatrzymuj! Druga myśl. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1253" title="pechowy PK22" src="http://www.borman.pl/wp-content/uploads/2012/03/Zdjęcie0873.jpg" alt="" width="750" height="563" /></p>
<p>Pierwsza myśli… nie, nie będę marudził. Nie poszło mi. Nie będę gdybał, nie będę szukał usprawiedliwienia, ani przyczyny. Albo nie. Przyczyna jest jedna, fundamentalna, zabrakło mi obycia z mapą, umiejętności nawigacji. Zabrakło mądrości w doborze sprzętu. W dodatku zatrzymałem się. Złamałem tak przestrzeganą przez mnie zasadę: nigdy, nigdy, nigdy, nigdy się… nie zatrzymuj!</p>
<p>Druga myśl. Zamiast relacji, szczegółowa – przelot po przelocie &#8211; analiza przebytej trasy. Doskonały początek i wszystkie wtopy zaliczone po Punkcie Stop. Statystyka. Omówienie błędów, aby uniknąć ich w przyszłości. Tylko, po co to wszystko? Przecież to nie podniesie moich umiejętności nawigacji. Potrzebny jest trening, a najlepszym treningiem jest udział w zwodach. Doświadczenie zbiera się na trasie, a nie ślęcząc nad śladem GPS.</p>
<p>Trzecia myśl: ambicja. Ambicja boli! W zasadzie to bardziej złożony temat. Temat na kolejny wpis.</p>
<p>Włóczykij. Powinienem w palec się ugryźć, kiedy pisałem, że Włóczykij jest imprezą łatwą nawigacyjnie. Tym razem orgowie stanęli na wysokości zadania i zrobili wszystko, aby PK nie były tak oczywiste jak rok temu. Mapa w niektórych miejscach nijak nie grała, przez co las został pięknie uczesany przez uczestników. Do półmetka nawigowałem bez większych poślizgów. Po PS i kilku kosmicznych wariantach, po których musieliśmy wraz z Irkiem wracać do naszej galaktyki, jakoś udało mi się dotrzeć do mety. Jak pisałem wcześniej: nie będę marudził. Były sytuacje kryzysowe, ale było też wesoło. Pierwszy raz podczas startu zgubiłem buta. Przebiegaliśmy przez podmokłe, zaorane pole no i zassało mi stopę, but został w cholernym błocku, a ja z rozpędu wylądowałem kilka metrów dalej. Był postartowy chillout na mega wygodnych kanapach w Gryfińskim Domu Kultury, gdzie znajdowała się meta i baza zawodów. Każdy wie, jaka fantastyczna atmosfera panuje po starcie. Kojący kompres na sponiewierane ego.</p>
<p>W zasadzie to wszystko. Od Włóczykija minął tydzień, emocje opadły. Znalazłem równowagę. Minusy nie przysłoniły mi plusów. Woda w Odrze niezmiennie płynie, słońce wschodzi i zachodzi, a przede mną kolejny start.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.borman.pl/2012/03/11/v-penzrno-wloczykij-trip-extreme-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przed godziną W</title>
		<link>http://www.borman.pl/2012/03/02/przed-godzina-w/</link>
		<comments>http://www.borman.pl/2012/03/02/przed-godzina-w/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Mar 2012 19:35:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>borman</dc:creator>
				<category><![CDATA[BnO]]></category>
		<category><![CDATA[myśli kilka ulotnych]]></category>
		<category><![CDATA[starty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.borman.pl/?p=1242</guid>
		<description><![CDATA[Z głośników wydobywa się kolejny kawałek Barryego Adamsona, a ja powoli kończę pakować rzeczy do plecaka. Za kilka godzin wyruszymy z Irkiem w stronę Gryfina, gdzie o 15:00 wystartujemy w – wdech – Piątym Pieszym Ekstremalnym Nocnym Zimowym Rajdzie Na Orientację Włóczykij Trip Extreme 2012 (uff). Nazwa rajdu wskazuje na niezły hardcore, ale rzeczywiście rajd [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z głośników wydobywa się kolejny kawałek <a href="http://youtu.be/VgzWZWnfc9U" target="_blank">Barryego Adamsona</a>, a ja powoli kończę pakować rzeczy do plecaka. Za kilka godzin wyruszymy z <a href="http://wrozbieg.wordpress.com/" target="_blank">Irkiem</a> w stronę Gryfina, gdzie o 15:00 wystartujemy w – wdech –<a href="http://wloczykij.com/index.php?plik=pokaz&amp;pokaz_ID=626&amp;pokaz_kat=a" target="_blank"> Piątym Pieszym Ekstremalnym Nocnym Zimowym Rajdzie Na Orientację Włóczykij Trip Extreme 2012</a> (uff). Nazwa rajdu wskazuje na niezły hardcore, ale rzeczywiście rajd jest bardzo przyjemny i w porównaniu ze Skorpionem to „bułeczka z masełkiem” &#8211; jak zwykł mawiać pewien sztygar.</p>
<p><a href="http://www.borman.pl/2011/03/11/wloczykij-2011/" target="_blank">Na Włóczykija wybieram się drugi raz</a>. W zeszłym roku udało mi się wspólnie z <a href="http://www.pk4.pl/" target="_blank">Grześkiem</a> dobiec do mety i zając pierwsze miejsce. <a href="http://www.borman.pl/2011/03/04/godzina-w/" target="_blank">Pamiętam jak stresowałem się przed startem</a>. Nie wiedziałem, czego mam się spodziewać, bo oprócz tego, że to był mój pierwszy start w InO, to jeszcze nie wiedziałem czy zdołam utrzymać Grześkowe tempo. Strachy na lachy. Dałem radę, choć jeśli chodzi o nawigację byłem biernym uczestnikiem tej prześwietnej imprezy. Dziś nie mam ciśnień, do startu podchodzę na luzie. Jestem przygotowany na mocne ściganie, bo konkurencja jest duża, szybka i zwinna. Fakt, że moja forma jest niezadowalająca, jednak nie zamierzam na wstępie tłumaczyć się z potencjalnej porażki. Dam z siebie wszystko, a jeśli miałbym obrać jakiś konkretny cel, to jest nim podciągnięcie umiejętności nawigacji.</p>
<p>Mam możliwość podciągnięcia swoich skromnych umiejętności nawigacji w nocy. Fakt, że pierwsza połowa imprezy odbędzie się w dzień, ale jak znam życie to najtrudniejsze PK  orgowie przygotowali na drugą dwudziestkę piątkę rajdu. Pojawia się kolejne wyzwanie niezależnie od tego, że Włóczykij zdobył miano imprezy łatwej nawigacyjnie.</p>
<p>Zapakowałem się na lekko. Czas wykorzystać pojawiające się udogodnienia i przestać dźwigać zbędny bagaż na plecach. Do plecaka wrzuciłem pół litrową butelkę iskiate, dwie buły (zjeść to ja lubię) kilka batonów i pół litra wody do bukłaka. Zabieram moje minimum jednak czuję, że ta lekkość jest iluzoryczna i po10 kmpoczuję się jak juczne zwierzę. Czas zakupić większa nerkę i przyzwyczajać się do biegania z mniejszym bagażem.</p>
<p>Mój plecak spakowany, w międzyczasie napisałem tych kilka zdań. Czas oddać się w objęcia Morfeusza.</p>
<p>Dobranoc.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.borman.pl/2012/03/02/przed-godzina-w/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>XI EInO &#8222;Skorpion 2012&#8243;</title>
		<link>http://www.borman.pl/2012/02/27/xi-eino-skorpion-2012/</link>
		<comments>http://www.borman.pl/2012/02/27/xi-eino-skorpion-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 27 Feb 2012 11:35:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>borman</dc:creator>
				<category><![CDATA[relacje i wrażenia]]></category>
		<category><![CDATA[starty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.borman.pl/?p=1227</guid>
		<description><![CDATA[O Skorpionie i roztoczańskich wąwozach czytałem dawno temu, jeszcze w czasach, gdy namiętnie udeptywałem asfalt. Wtedy była to dla mnie fantastyka biegowa, biegowy thriller, film o grupie masochistów skazujących się na godziny męczarni w białym piekle. Niepojętym było dla mnie to, że kilkudziesięciogodzinne bieganie w niesprzyjających warunkach terenowych może sprawiać przyjemność, bo przecież nic nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_1231" class="wp-caption aligncenter" style="width: 710px"><a href="http://www.borman.pl/wp-content/uploads/2012/02/image.jpg"><img class="size-full wp-image-1231" title="przed PK4" src="http://www.borman.pl/wp-content/uploads/2012/02/image.jpg" alt="" width="700" height="393" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Dariusz Bogumił</p></div>
<p>O Skorpionie i roztoczańskich wąwozach czytałem dawno temu, jeszcze w czasach, gdy namiętnie udeptywałem asfalt. Wtedy była to dla mnie fantastyka biegowa, biegowy thriller, film o grupie masochistów skazujących się na godziny męczarni w białym piekle. Niepojętym było dla mnie to, że kilkudziesięciogodzinne bieganie w niesprzyjających warunkach terenowych może sprawiać przyjemność, bo przecież nic nie mogło przebić tak lubianych przeze mnie porannych wybiegań po wygodnych, parkowych alejkach. Postukałbym się po czole gdyby ktoś powiedział mi wtedy, że kiedyś stanę się jednym z tych masochistów, że zamienię jogging o świcie na wielką, zimową przygodę.</p>
<p>Poniżej kilka zajawek z tej zacnej imprezy. Zrzut z wydarzeń, garść przemyśleń.</p>
<p><strong>PK1<br />
</strong>Punkt podbijam po godzinnym błądzeniu. Klasyczny błąd w moim wykonaniu. Zamiast nawigować od samego początku, od odliczania na starcie, uczepiam się dużej grupy biegnącej przede mną. Potem wylatujemy w kosmos. Brak odniesienia i pomysłu na odnalezienie PK powoduje chaos. Dopiero po jakimś czasie jedna osoba przejmuje inicjatywę i wyprowadza nas z opresji. Jestem zły na siebie. Od momentu podbicia PK nawiguję na własną rękę, aż do miejsca, gdzieś pomiędzy PK5 a PK6, gdzie trafiam na ścieżkę wydeptaną w śniegu przez dziesięcioosobową czołówkę, która toruje drogę prowadzącą od punktu do punktu.</p>
<p><strong>Punkty stowarzyszone<br />
</strong>W mojej krótkiej przygodzie z InO, nie spotkałem się z tak trudną nawigacyjnie trasą. Moje skromne doświadczenie i umiejętności zostają wystawione na ciężką próbę. Przeloty pomiędzy punktami nie są oczywiste, a opis punktów nie wróży nic dobrego: początek wąwozu (na górze), rozgałęzienie wąwozu (na dole), początek wąwozu (na górze), szczyt wzniesienia. Zatęskniłem za opisówką z Włóczykija. Do tego pojawiają się punkty stowarzyszone z określonym PK, za których podbicie grozi kara czasowa.</p>
<p><strong>Iskiate<br />
</strong>W końcu mogę przetestować ten orzeźwiający napój indian Tarahumara w warunkach ekstremalnych. Iskiate przyrządziłem gęste, zawiesiste, z myślą o ewentualnym rozcieńczeniu go na trasie. Do półmetka opróżniam niecałą połowę litrowej butelki, po czym uzupełniam wodą. Nawet rozcieńczone nie traci swoich właściwości. Pokonuję 56 kilometrów w jedenaście godzin. Przez ten czas wypijam półtora litra Iskiate i pociągam kilka łyków wody z bukłaka. Nie odczuwam pragnienia, a po wypiciu napoju Raramuri wyraźnie wracają mi siły i chęć do biegu. W rankingu napojów izotonicznych pojawia się nowy prowadzący – Iskiate.</p>
<p><strong>Ubiór optymalny<br />
</strong>Mam taką skłonność, że nie potrafię trafić z właściwym ubiorem w warunki panujące podczas zawodów. Zazwyczaj ubieram się za ciepło, a potem muszę dźwigać w plecaku, koleinie ściągane warstwy. Przyznam się, że podczas treningów też mi się to zdarza. Nie wiem, dlaczego? Może, dlatego, że tak lubię ciepełko. Jednie w lecie ubieram się właściwie, ale tylko dlatego, że ubiór ogranicza się do krótkich legginsów i koszulki.</p>
<p>Tym razem trafiam w dziesiątkę. Na garb wrzucam – książkowo &#8211; trzy warstwy: koszulkę Brubecka, zimową bluzę od sponsora (uszytą przez firmę Quest Sport), lekką wiatrówkę Dobsoma. Do tego legginsy zimowe uszyte przez firmę Quest Sport, na stopy skarpety Columbia New Pagora, buty I8 Flyroc 310, na głowę buff. Ten komplet daje mi komfort termiczny podczas biegu pomiędzy drzewami, w zimnych wąwozach czy też, kiedy pokonuję przelot pomiędzy PK prowadzący przez pola.</p>
<p><strong>Wschód<br />
</strong>Skoro jestem przy polach, warto o nich wspomnieć. Dzielona przez pokolenia ojcowizna, zamieniona w długie acz wąskie pola pokrywające wzgórza niczym koc uszyty z prostokątnych, wąskich łatek. Oddziela je zasypana śniegiem głęboka miedza. Pokonywanie miedzy sprawia najwięcej trudności. Zdradliwa, jeden niewłaściwie odmierzony krok i zapadam się po pas w śniegu. Zabawa zaczyna się, gdy trawersując stok wzgórza, układają się niczym tarasy. Wspinam się na kolanach uważając, aby nie zsunąć się w głęboką miedzę. Koszmar? Wtedy, podczas pokonywania tej cholernej przeszkody, miałem ich dość. Z rozkoszą wbiegłem na zasypany śniegiem asfalt. Dziś z perspektywy czasu, wydają mi się tym smaczkiem, który sprawia, że Skorpion to impreza inna niż te, w których startowałem do tej pory.</p>
<p><strong>PK12<br />
</strong>Kiedy w oddali widzę łunę świateł, to Batorz, wtedy przyspieszam. Dobiegam do PK gdzie spotykam prawdziwego minimalistę, bez czołówki i kompasu, w dodatku jego mapa zamieniła się w mokry zlepek papieru. Naprowadzam go i radzę, aby biegł w stronę świetlistej łuny. Po tym przedziwnym spotkaniu, nachodzą mnie wątpliwości. Cholera, co jest? Skoro facet dotarł aż do ostatniego punktu kontrolnego bez mapy i w dodatku gdzieś tam zgubił kompas, to czy ta, ponoć, trudna nawigacja jest faktycznie trudną. A może to moje umiejętności są na niskim poziomie i nie potrafię sobie dać rady? Później, w drodze do domu, Irek rozwiewa moje wątpliwości.</p>
<p>***<br />
Skorpiona ukończyłem z czasem 10:55, po doliczeniu dziesięciominutowej kary za skreślenie w karcie startowej, ostatecznie ląduję na dziesiątym miejscu. Ze startu jestem bardzo zadowolony, biorąc po uwagę to, że miałem półtoramiesięczną przerwę spowodowaną kontuzją, to osiągnąłem niezły wynik. W przyszłym roku chciałbym zmierzyć się z trasą stukilometrową. Na samą myśl o spędzeniu ponad doby na trasie zawodów, przechodzą mi po plecach ciarki. To będzie przygoda, to będzie wyzwanie! Do zobaczenia za rok!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.borman.pl/2012/02/27/xi-eino-skorpion-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Styczeń &#8211; krótkie podsumowanie</title>
		<link>http://www.borman.pl/2012/02/13/styczen-krotkie-podsumowanie/</link>
		<comments>http://www.borman.pl/2012/02/13/styczen-krotkie-podsumowanie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 13 Feb 2012 11:10:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>borman</dc:creator>
				<category><![CDATA[Marcinowe zajawki]]></category>
		<category><![CDATA[myśli kilka ulotnych]]></category>
		<category><![CDATA[naturalne bieganie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.borman.pl/?p=1221</guid>
		<description><![CDATA[Podsumowanie styczna będzie krótkie, bo i pisać nie ma o czym. No może jedynie o tym, że Marcin dał się ponieść, że nadmierny entuzjazm wziął górę nad zdrowym rozsądkiem Marcina, a misternie budowany plan wziął w łeb. Krótki romans z naturalnym bieganiem okazał się bolesny w skutkach i zakończył się nieprzyjemną kontuzją, która odbiła się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Podsumowanie styczna będzie krótkie, bo i pisać nie ma o czym. No może jedynie o tym, że Marcin dał się ponieść, że nadmierny entuzjazm wziął górę nad zdrowym rozsądkiem Marcina, a misternie budowany plan wziął w łeb. Krótki romans z naturalnym bieganiem okazał się bolesny w skutkach i zakończył się nieprzyjemną kontuzją, która odbiła się negatywnie na kondycji, morale i nastroju Marcina.</p>
<p><strong>Ale, o co chodzi?<br />
</strong>Otóż, zamiast sukcesywnie, tak jak Marcin zaplanował, wdrażać się, przyzwyczajać organizm do nowej techniki biegu, równocześnie de-li-ka-tnie i z umiarem dokładać kolejne kilometry do ogólnego dystansu tygodniowego, Marcin przegiął niesamowicie. Mógłby Marcin tłumaczyć się tym, że uległ, że nie potrafił odmówić sobie przyjemności biegu, a biegło się przecież tak lekko, sprężyście i bez wysiłku, że pokusa była na tyle silna i wykopała z głowy ten rozsądek, o którym mowa już była nie raz. Paradoksalnie, Marcin ostrzegał koleżanki i kolegów biegaczy o zagrożeniach, jakie niesie z sobą zmiana techniki biegu oraz zbyt szybkie zwiększenie objętości treningów&#8230; i tak dalej. I na nic się zda bicie w pierś i częste powtarzanie dwóch słów: mea culpa.</p>
<p><strong>Ale co się stało?<br />
</strong>Ostre zapalenie ścięgna Achillesa. Nieleczone prowadzi do chronicznego zapalenia, w ekstremalnych przypadkach nawet do zerwania. Objawia się bólem, opuchlizną i nieprzyjemnym „chrupaniem”. Rano, zazwyczaj, ścięgno jest zesztywniałe i trzeba je rozchodzić, przy próbie stania na palcach ból się nasila. Po rozchodzeniu i rozgrzaniu ścięgna da się &#8211; czego oczywiście nie wolno robić – pobiegać.</p>
<p>Marcin już raz, nieświadomie, przechodził zapalenie ścięgna Achillesa. Było to zaraz po starcie w Jesiennych Trudach &#8211; tygodniowy odpoczynek załatwił sprawę. Tym razem po siedmiodniowym odpoczynku chrupanie nie ustało, a próba biegu skończyła się powrotem opuchlizny. Wizyta u ortopedy była nieunikniona, ale o tym innym razem.</p>
<p><strong>I co z tym styczniem?<br />
</strong>Łączny przebyty dystans nie przekroczył 40km. Nie chcąc stracić formy, Marcin katował się na trenażerze, sumiennie wykonywał ćwiczenia pana Lafaya, wykreślając dwa z nich, które obciążały kontuzjowane ścięgno. Dopiero, gdy ból ustąpił i zeszła opuchlina zdecydował się na wykonywanie pełnych zestawów ćwiczeń.</p>
<p>Nim się obejrzał, miesiąc styczeń przeleciał przez palce jak suchy piasek na plaży w Kołobrzegu. Czy miesiąc można spisać na straty? Czy forma uleciała z Marcina jak para z czajnika? Czy kontuzja została wyleczona? To okaże się już w sobotę. Za niespełna sześć dni inauguracyjny start w Skorpionie. W tym tygodniu Marcin wraca do treningów. Zostało kilka dni, aby przewentylować płuca i przyzwyczaić rozleniwiony organizm do niskich temperatur.</p>
<p>Jakie to wszystko popieprzone! Życzcie Marcinowi&#8230; życzcie mi powodzenia. Do następnego!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.borman.pl/2012/02/13/styczen-krotkie-podsumowanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

