TRENING
Zostaw komentarz

Forest…

I biegać tak po lesie, kiedy zima w pełni, choć bezśnieżna, a aura jak na styczeń bardzo łaskawa. I las obnaża to, co od wiosny do jesieni zakrywa zasłona z liści i kwiecia. I płuca wypełnia rześkie powietrze. I zwierz często trafia na celownik bystrego wzroku. I z każdym pokonanym kilometrem wtapiam się w otoczenie, harmonicznie, bo las to ja, a ja to las.

Odnajduję nowe nietknięte stopą biegacza ścieżki. Wąskie, miękkie, wydeptane przez zwierzynę. Wijące się pomiędzy wysokimi bukami. Przykryte szczelnie szeleszczącym listowiem. Zapach grzybni i ziemi. Ciepły promień słońca rzucający snop światła pomiędzy konarami. Biegnę, a buty głęboko grzęzną w miękkim poszyciu. Biegnę, a gałęzie chłoszczą moje ramiona, tors i twarz. Biegnę, a każdy oddech zamienia się w ciepłą parę i ulatuje w stronę wyłaniającego się, gdzieś spomiędzy chmur, błękitu.

Luna spłoszyła stado jeleni. Wybiegły z impetem z zarośli i pędzą poprzez wysoki las, a ziemia aż drży pod ich racicami. Kiedy po chwili przecinam miejsce w którym przebiegło stado, czuję wyraźnie zapach zwierząt – ostrą, drażniącą nozdrza woń wolności.

Kiedy wkraczam na rozległe wzgórza, chaos grądów wypiera porządek sosnowego lasu. W licznych dolinkach, tam gdzie mają swoje koryta liczne strumienie, dominują łęgi, aby przedostać się na drugą stronę wzgórz, muszę trawersować wzniesienia. Przedzieram się, prowadzony licznymi ścieżynkami, przez dziki las, niby przez puszczę nieprzebytą. Wołam psa do nogi, pilnując, aby trzymał się blisko mnie, bo wkraczamy do królestwa Dzika, tutaj jest jego ostoja i trzeba mieć się na baczności.

Jest tak cicho, nie słychać śpiewów ptaków, brzęczenia owadów.

Zbiegłem dziką galopadą ze wzgórza. Przede mną rozciąga się szerokie bagno Starej Rzeki na pół przedzielone głębokim strumieniem. Na jego końcu, tuż przy ujściu do jeziora, a zaraz przed nasypem nieczynnej linii kolejowej, bobry zbudowały tamy i żeremia, zalewając okoliczne bagna oraz gęsto porośnięte wysokimi trawami łąki. Bobrowe budowle to cel dzisiejszego wybiegania. Lubię wdrapać się na nasyp, przystanąć na chwilę aż oddech się uspokoi i sycić oczy rozległym widokiem przepięknej okolicy.

Przede mną Stara Rzeka, za moimi plecami jezioro, w oddali na północy ze wzgórz wyrasta Winna Góra. To moja katownia, tam trenuję do upadłego podbiegi i zbiegi. Ominę ją szerokim łukiem, bo nie czas na zarzynanie się, dziś jest czas na kontemplację i pełną asymilację.

Słońce nieubłaganie zbliża się do horyzontu, czas przyspieszyć, nie chcę, aby noc zastała mnie w lesie. W oddali słychać kanonadę, myśliwi w imię kontroli populacji, bawią się wesoło, uprawiając swój krwawy sport. Boję się o psa, jakiś nadgorliwiec może go wziąć na cel. Kieruję się w stronę najbliższej drogi pożarowej, tam jest bezpieczniej, a nią biegnę, z narastającą prędkością, do wsi. Lubię mocną końcówkę, dać sobie w kość na ostatnich kilometrach. To takie stymulujące. Natura i wysiłek. Trening w pięknych okolicznościach przyrody, endorfiny i niesamowite uczucie bycia, pędzącą przed siebie, częścią lasu.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.