DIETA, INNE, STARTY, TRENING, ULICA
komentarzy: 1

Grubych cyborgów nie ma

No, bo tak: dałem się ponieść chwili i jakoś tak, przez nieuwagę, przytyło mi się. Ale to po tym, jak odechciało mi się biegać, trenować, męczyć – ogólnie. I teraz, kiedy chce mi się znowu biegać, mam tę oponę dookoła pasa, zero kondycji i w ogóle mierne morale. Ale…

Gdzieś te marzenia się tlą, no i zazdrość wywołana przez sukcesy biegających znajomych, która męczy niczym zadra, powodują to, że o treningach myślę poważniej. Kombinuję więc jak urwać trochę czasu na dłuższy trening, na wieczorny rower i wygibasy, których jeszcze gimnastyką nazwać nie mogę. Powoli, bardzo powoli zaczynają się klarować plany, założenia, marzenia, zachciewajki. Przypomniałem sobie, że kiedyś nawet udało mi się fajnie wystartować w kilku imprezach, że nawet potrafiłem dać czadu. Poniosły mnie wspomnienia i zgłosiłem się na dwa maratony: we Wrocławiu i Poznaniu. Sam nie wiem, dlaczego tam, bo przecież nie lubię biegać po ulicy. Może dlatego, że właśnie te maratony były moimi pierwszymi, a na Sudeckiej Setce nie mogę być, bo w tym czasie wypada ślub kuzynki. Z drugiej strony startować w setce tak zapuszczonym, to byłby niezły hardcore i – nie da się ukryć – wielka głupota. Liczę na to, że startując we Wrocławiu, czy Poznaniu odzyskam biegowy flow.

Lubię biegać, nawet kocham. Nie jestem od niego uzależniony. Co to, to nie. Ale pomimo kilku poważnych rozmyślań na temat zakończenia biegowej przygody stwierdzam, że nie potrafiłbym sobie odmówić przyjemności pokonywania błotnistych ścieżek Magicznego Lasu, piaszczystych podbiegów pod wzniesienia Wzgórz Pszczółkowskich, śmigania kamienistym górskim szlakiem, czy galopady w dół przełęczy. Dlatego kontynuuję biegową zajwakę, zmuszam się do wyrzeczeń (dieta), trenuję i…

I planuję, bo bez minimalnego uporządkowania biegowego tygodnia, miesiąca, sezonu nie da się opanować otaczającego mnie chaosu.

Zanim zacznę wchodzić w mocne jednostki treningowe, muszę zrzucić kilka kilogramów. Podzieliłem sobie okres na dwa etapy. W pierwszym, bieganie jest tłem do walki z oponą, a w drugim, wraz z dużą ilością GS, podstawą odbudowy formy. Po tym nastąpią zaplanowane starty. Nic na siłę, tylko fun oraz odzyskiwanie biegowego flow. A kiedy odpocznę po jesiennych maratonach, może pomyślę o jakimś niemałym wyzwaniu. I nawet gęba mi się cieszy na tą myśl, bo fajnie jest czasami ponakurwiać do porzygu, ugrać konkretną życiówkę i odlecieć na mecie. Wtedy człowiek czuje się, mocny taki, zajebisty, normalnie cyborg i w ogóle T-1000 nie podskoczy.

Wracając do rzeczywistości, cyborgiem nie jestem. Przecież grubych cyborgów nie ma…

Komentarze: 1

Dodaj komentarz