STARTY
Zostaw komentarz

I Cross Straceńców

 

fot. Marcin Kargol

Niezmiernie ucieszyła mnie wiadomość, że w Głogowie zostanie zorganizowana impreza biegowa. Od czasów organizowanych w latach dziewięćdziesiątych przez Centrum Sportowe „Głogowski Triathlon” szeregu duatlonów i bodajże jednego triatlonu, do teraz nie działo się nic. Oczywiście, co roku odbywa się Kolorowy Marszobieg „Nie jesteś sam”, ale jest raczej pozbawiony rasowej rywalizacji, bardziej rodzinny o profilu imprezy dobroczynnej. Przyszedł jednak czas i biegowa luka została wypełniona nietypowym biegiem zorganizowanym przez Jerzego Górskiego i jego firmę Sport – Górski.

Co to takiego ten Cross Straceńców? Bieg na dystansie 5555 metrów, którego trasa poprowadzona jest po torze motocrossowym „Górków” w Głogowie. Trasa jest bardzo zróżnicowana, charakteryzująca się sporą ilością stromych podbiegów i równie stromych zbiegów. Dodatkową atrakcją są, przygotowane przez organizatora, dwa baseny z wodą, które po drugim okrążeniu i rozdeptaniu przez ponad 120 startujących zawodników, zamieniły się w błotnistą breję.

PLAKAT ZAWODÓW

fot. Piotr Krzemiński

Po opłacie wpisowego dostałem pakiet startowy, w którym znajdowały się standardowo: numer startowy, agrafki, chip, jakaś reklamowa makulatura wraz z naklejką, koszulka techniczna Newline z logiem zawodów oraz mniej standardowo, worek na buty (treningowy) Newline.

Przygotowując się do startu, skorzystałem z uprzejmości Marcina i zabezpieczyłem buty srebrną taśmą. Potem podczas biegu widziałem zawodników wyciągających obuwie z błota.

Start w Crossie Straceńców potraktowałem lekko. Biegłem bez ciśnień i parcia na wynik. Nie chciałem zarzynać się przed startem w Jesiennych Trudach, poza tym bałem się o nogi. Strome zbiegi masakrują kolana, w dodatku rozjeżdżony tor i nierówności mogły przyczynić się do ewentualnej kontuzji.

fot. Piotr Krzemiński

Postanowiłem biec w jednym tempie, spokojnie brać podbiegi, nadrabiając na zbiegach. W czasie pierwszego okrążenia nadgorliwi zawodnicy wyprzedzali mnie. Sytuacja zmieniła się przy drugiej pętli. Nieprzyzwyczajeni do biegów w terenie urozmaiconym, niektórzy z wywieszonym językiem, przystając od czasu do czasu, opierając dłonie na kolanach, zaczęli zwalniać. Wyprzedzałem ich nadal biegnąc swoim tempem. Dopiero w końcówce po pokonaniu ostatniego z basenów rozpoczął się finisz. Z tym finiszem było tak: zupełnie o nim zapomniałem, że należy biec ile sil w nogach, wykorzystać rezerwy siły i urwać tych kilka cennych sekund. Ale ja biegłem „rekreacyjnie” i zostałem zaskoczony. Zza pleców wyskoczył zawodnik, przyspieszyłem, ale było już za późno, był za bardzo rozpędzony. Zaraz za nim biegł kolejny, temu już nie odpuściłem. Po pięknej walce wpadliśmy równocześnie na metę. Co za bieg!

cross_stracencow

fot. Piotr Krzemiński

I Corss Straceńców uważam za udany. Na metę dotarłem, jako 35 na 122 startujących, w swojej kategorii wiekowej 12. Trasę pokonałem w 00:30:18.

Impreza nietypowa, krótka i intensywna, ciekawie poprowadzona przez samego Jurka Górskiego. Lokalny patriotyzm i fajność, karze wpisać mi ją na stałe do kalendarz startowego. Mam również nadzieję, że organizatorzy w przyszłym roku staną na wysokości zadania i przygotują kolejne niespodzianki.

CROSS STRACEŃCÓW – STRONA WWW

Foto nr 1 Marcin Kargol
Foto nr 2,3,4 Piotr Krzemiński 

Dodaj komentarz