STARTY, ULTRA
komentarzy 6

III Rajd Konwalii: kolejny level zaliczony – migawka druga

foto. z archiwum organizatora

Odnaleźć właściwą drogę – analiza postartowa

Na przelocie pomiędzy PK3, a PK4 spotykam Mateusza. Wspólnie docieramy do czwórki i podbijamy ją. Kolega przeżywa kryzys i raczej na bieg nie ma ochoty, ja natomiast ruszam przed siebie. Nie ma, co zwlekać, muszę odrobić stracony na zadaniu specjalnym czas. Biegnę na południe. Początkowo drogą, potem granicą kultur. Nagle przede mną pojawia się ściana trzcin. Z rozpędu, rozgarniając rękami, przedzieram się przez gąszcz. Słyszę przejeżdżające samochody, jest droga, więc idę w dobrym kierunku, ale skąd tutaj te bagno? Pomimo tego, że księżyc rozświetla niebo, to w lesie panują absolutne ciemności. Przy słabym świetle czołówki trudno dostrzec szczegóły mapy. Wycofuję się z bagna, mam dość taplania się w błocie. Obiegam moczary, docieram do leśnej drogi, a nią do asfaltu. Powinienem skrócić drogę, i zbiec w leśną przecinkę. Jednak nie wiem gdzie dokładnie jestem, nie będę ryzykował. Biegnę, mijany przez samochody, do drogi Wschowa – Włoszakowice, za skrzyżowaniem zbiegam w las drogą prowadzącą do PK5. W oddali dostrzegam światło latarki. Dopadłem kolejnego zawodnika! Jest dobrze! Co sił doganiam go i… i wbija mnie w ziemię. To przecież Mateusz! Ale jak? Jak znalazł się przede mną?

Podczas Rajdu Konwalii po raz kolejny przekonałem się o tym, że nawigator ze mnie marny. Punkty kontrolne odnajduję z łatwością, ale mam problem ze znalezieniem i utrzymaniem optymalnego przelotu pomiędzy nimi. Nie jest to nagminne zjawisko, ale najczęściej, kiedy mapa przestaje grać, tracę głowę i wylatuję w kosmos tak, że dokładam zbędne kilometry. Zdarza mi się zdekoncentrować i popełniam jakieś głupstwo: przeoczę rozwidlenie dróg, ominę przecinkę, albo źle zmierzę dystans. Podczas ostatniego startu takich perełek nazbierałem całą kieszeń i gdybym tylko mógł je spieniężyć, stałbym się bardzo bogatym człowiekiem.

Poniżej publikuję mapy z naniesionym śladem GPS – żółtymi okręgami zakreśliłem miejsca, w których popełniłem rażące błędy, czerwonymi kropkami zaznaczyłem planowaną trasę przelotu.

Mapa 1

kliknij aby powiększyć

W drodze do PK1.
Po pokonaniu torów kolejowych, biegniemy (jeszcze z Irkiem) szutrową drogą, z której mamy zeskoczyć na zachód. Zamiast czytać mapę i skręcić za lasem, trzymamy się grupy, skręcamy za szybko i ładujemy się w krzaczory. Po pokonaniu chaszczy przedzieramy się przez pole kukurydzy do właściwej drogi. Klasyczny błąd. Niby kilkaset metrów straty, ale niesmak pozostaje.

Atak na PK1.
W ciemności nie dostrzegamy granicy pomiędzy skrajem starego lasu, a dosadzonym na przestrzeni lat młodnikiem. Tracimy cenne minuty na czesanie terenu. Od PK1 wracamy właściwą drogą. Wystarczyło być czujnym, obrać dogodny punkt ataku i pilnować kierunku biegu.

Skrót, pomiędzy PK3, a PK4.
Zaraz za Adamowem, przy lesie skręcam w prawo. W tym miejscu planowałem skrócić drogę i przejść przez las, jednak wysokie poszycie lasu odstraszyło mnie przed przejściem na azymut. Z uwagi na stan moich łydek, rezygnacja ze skrótu jest usprawiedliwiona.

Przed PK4
Tutaj spotykam Mateusza, chwilę wcześniej przebiegam obok przecinki, w którą miałem skręcić. Chciałem się wrócić, ale kolega stwierdził, że to nie jest właściwa droga do punktu. Potem wylecieliśmy za bardzo na południe, dotarliśmy do drogi oznaczonej niebieskim szlakiem, a z niej na zachód przez łąki do PK, w efekcie dołożyliśmy do kilometrażu i straciliśmy cenne minuty.

Mapa 2

kliknij aby powiększyć

Zadanie specjalne, pomiędzy punktem D, a E.
Nieudany skrót. Straciłem dużo czasu, aby przedrzeć się przez porośnięte trzcinami bagno. Od PK D szedłem, najpierw trzymając się zbocza górki, a potem na azymut, licząc na to, że trafię na wysepkę z umiejscowionym na niej PKE. Kiedy pokonałem nieprzyjazne moczary i rzeczkę Samicę, okazało się, że we mgle drzewostan zlewa się w całość i trudno dojrzeć wyniesienie terenu na którym jest PK. Wzdłuż rzeki biegnie droga, wyżej, równolegle do niej kolejna. Z kolei prostopadle w nią wbija się przecinka, która jest dogodnym punktem ataku. Dzięki temu manewrowi lokalizuję wysepkę i punkt kontrolny.

Na przedarciu się przez moczary i manewrze, dzięki któremu odnalazłem punkt E straciłem dużo czasu, nie mówiąc o dodatkowym kilometrażu. W zasadzie następnym błędem była kolejność zdobywania PK pomiędzy punktami D, a F. Dziś zrobiłbym to inaczej.

Mapa 3

kliknij aby powiększyć

Przeloty pomiędzy PK5 i 6 oraz PK7.
Tutaj popełniam najgłupsze błędy. Dekoncentracja, to jedyne, co mam na swoje usprawiedliwienie. Przy pierwszym – zasłuchałem się w audycję nadawaną w radiowej Trójce (serwowali niesamowitą, turecką muzę – mega!), przy drugim – prowadziłem ciekawą konwersację z Mateuszem i na rozwidleniu dróg poszliśmy w lewo.

Przed PK7.
Znam teren dookoła jeziora Lgiń, dzięki temu nie straciliśmy, jak inni zawodnicy, czasu na szukanie mostu na kanale, a przeprawiliśmy się brodem przy jeziorze. Jednak, po pokonaniu kanału, pobiegliśmy na zachód, zamiast przez łąki na północ. Zgubiła mnie zbytnia pewność siebie. Kompas – musze częściej kontrolować kierunek biegu!

Pomiędzy PK7, a PK8.
Tutaj się nie dogadaliśmy. Mateusz chciał zrobić zakupy i popas w Zabórówcu, ale zamiast wybrać krótszą drogę przez wcześniej wspomniany mostek, pobiegliśmy na północ, prosto do asfaltu. Kolejna strata czasu i nadmiar zbędnych kilometrów.

Przelot pomiędzy PK16, a PK17.
Nie wiem, co się wtedy stało. Biegłem jak należy, właściwą drogą. W pewnym momencie wydało mi się, że wbiegłem w bliżej nieokreśloną przecinkę. Kierunek niby grał, ale coś mi nie pasowało. Zacząłem kombinować i krążyć po okolicy w poszukiwaniu „właściwej” drogi. Oczywiście przedobrzyłem i pogubiłem się z kretesem. Takie irracjonalne zachowania spowodowane są narastającym zmęczeniem. Nieprzespana noc oraz przebyty dystans zbiera żniwo. Na odnalezienie punktu straciłem dobre czterdzieści minut.

* * *

Powyższa analiza uzmysławia mi, że nawigacja jest jedną z wielu rzeczy, które muszę podciągnąć. Czas przemyśleć dotychczasowy trening orientacji i znaleźć odpowiednie ćwiczenia na zdolność odnajdywania dogodnego wariantu. Tym razem, wezmę pod uwagę takie uwarunkowania jak pora dnia i obciążenie psychiczne. Mam zamiar przeprowadzać jedną sesję treningową (na długim dystansie) tygodniowo. Postaram się zmienić moje postrzeganie przebieżności oraz potrenować nawigację na mapach sportowych. To tyle, jeśli chodzi o podsumowanie mojej orienterskiej przygody, jaką był niewątpliwie Rajd Konwalii.

A Wy jak trenujecie umiejętność nawigacji?

Komentarze: 6

  1. Do treningu nawigacji świetnie nadają się „małe” z naszej perspektywy InO. Mapy są tam dużo trudniejsze niż na PMNO, często zniekształcone, poobracane, czy w odbiciu lustrzanym. Uczy to pilnowania kompasu i myślenia przestrzennego, co potem może pomóc podczas PMNO.

    Do tego kwestia koncentracji. To już po prostu trzeba się skupić. Podczas swojego debiutu miałem na 45km sytuację, w której wiedziałem, że muszę pobiec w prawo, a poleciałem w lewo…;)

  2. podziwiam za to latanie zwłaszcza jak jest jeszcze ciemno, nie dosyć że trzeba pilnować trasy to jeszcze uważniej patrzeć pod nogi. To już nie to samo co latanie z mapą i kompasem w harcerstwie :)

  3. Krasus,
    Ha! Masz rację, te małe imprezy są bardzo pouczające. Od miesięcy obiecuję sobie, że wystartuję treningowo na krótkim dystansie BnO. Myślałem nawet nad Wrocław Night O-Fight i prawie, prawie udało mi się wylądować na drugiej edycji. Prawie :) . Wiesz jak to jest, kalendarz przepełniony, chciałoby się być wszędzie.

    Zmęczona mózgownica potrafi spłatać figla. Ja kiedyś pomyliłem północ z południem :) .

    Witaj doogi!
    Niestety nie wiem jak to jest w harcerstwie, ale na pewno tak nie boli jak podczas setek na orientację :) . Może kiedyś sam spróbujesz się na trasie TP50? Ale muszę Cię ostrzec, to uzależnia ;) .

  4. Lubię takie analizy. Trasa wygląda na ciekawą – te setki dróg leśnych, mmmm. ;) A jak trenować nawigację? Chyba najlepiej brać mapę terenu, którego się nie zna i tam próbować – nawet wolne wycieczki (nie treningi) sprzyjają nawigacji. No i pamięciówki – genialna sprawa, mapa w kieszeń i zaglądać jak najrzadziej. :)

  5. Encrypted says

    Wiele z tych żółtych kółek mógłbym przenieść do siebie. Nie ma w tym przypadku. Aktualność mapy decyduje w dużej mierze o stopniu pobłądzenia i to co można wytrenować to brak zaufania do niej.

  6. borman says

    Ula,
    już dawno temu miałem potrenować „pamięć mapy” jednak jakoś nie było okazji. Obiecuję sobie, że po Przejściu wybiorę się na taki trening. Koniecznie :) !

    Witaj Encrypted,
    oczywiście masz rację, kiedy mapa nie gra łatwo wylecieć w kosmos. Jednak aktualność mapy nie usprawiedliwia głupich błędów, których popełniłem zbyt wiele. Część z nich, to brak odpowiedniego treningu, obycia z mapą, nieumiejętnego wyznaczania wariantów oraz zwykłe roztargnienie. Wiem, że najlepszym treningiem jest udział w zawodach, ale ile razy można startować treningowo? I czy nie lepiej być odpowiednio przygotowanym na linii startu? A brak zaufania do mapy? Ciekawe podejście, dałeś mi do myślenia za co dziękuję :) .

Dodaj komentarz