INNE, TRENING
Zostaw komentarz

Kroki

No i latam…

Nic na siłę, tylko przyjemność. Spokojny trucht w słoneczny mroźny dzień. Las. Pies. Cisza.

Stawiam pierwsze kroki. Uczę się chodzić.

Z tym moim powrotem do biegania (którymś tam z kolei) jest tak, że mam plan. Prosty plan: nie przegiąć, pielęgnować flow, być nienasyconym, głodnym.

Liczę kilometry- to fakt. Biegam z biegacką busolą na nadgarstku- to fakt. Wyginam kończyny i grzbiet po każdym bieganiu, naciągam przyczłapy- to fakt. Ale… Ale kiedy mam ochotę się zatrzymać, zatrzymuję się. Kiedy mam ochotę przejść do marszu, przechodzę. Kiedy jest okazja pstryknąć fotkę, pstrykam. I czerpię maksimum przyjemności z tego mojego truchtania. I zbieram kroki, krok do kroku, ziarnko do ziarnka.

Niewątpliwym sukcesem jest to, że wciąż mi się chce. Minęły trzy tygodnie, a ja nadal to robię. W zeszłym roku, w styczniu, wytrwałem tydzień. Taki ze mnie twardziel był. Żałosne? Ale prawdziwe.

Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie myślę o nieprawdopodobnych wyczynach i nie planuję podboju świata. Zawsze, gdzieś tam w głowie, grzechocze chęć podniesienia poprzeczki, sprawdzenia się. Na tym etapie nie mam co wydziwiać, bo to nie czas, ale prawda jest taka, że mam cel: trwać w tym stanie przez sześć tygodni, a potem się zobaczy.

Staram się wychodzić z domu systematycznie, ale nie zmuszam się. Nie trenuję. Odzyskuję. Karmię się wspomnieniami, ale żyję chwilą, nakręcam przyszłością. To, co było kiedyś, było wspaniałe. Pewne rzeczy się zmieniają, a pewne nie. Cofnąłem się w swojej napierackiej ewolucji, jestem, gdzie jestem, ale to, co może mnie spotkać już za kilka miesięcy, gdy tylko rozruszam gnaty, opona zmaleje, a łydki nabiorą pary, jest ekscytujące. Czuję zbliżającą się przygodę. Zapomniane uczucie. Kuszące jak jasna cholera. Nie opieram mu się. Jest wspaniałym motywatorem. Podsyca głód. A przecież o to chodzi w moim prostym planie.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.