STARTY, ULICA
komentarzy 17

Łódź Maraton DOZ 2013 – wrażenia

Wrocław Maraton

Wrocław Maraton 2009

Na stronie Marka Swobody, w galerii postaci, znalazłem swoją fotkę i czas z wrocławskiego maratonu. To był mój debiut. Pamiętam dokładnie jak po 30 km rozbiłem się o ścianę, a moje marzenia o złamaniu 4 godzin rozprysły się na wszystkie strony świata. Gdybym tylko wiedział, że powtarzanie mantry „ukończę poniżej 4 godzin”, nie pomoże, jeśli się nie jest odpowiednio przygotowanym, zaoszczędziłoby mi to sporej dawki bólu. Wystarczył systematyczny trening, odrobina zacięcia i ukończyłbym tę imprezę z trójką z przodu.

Dziś jestem posiadaczem nowej, superodpicowanej życiówki. Zdobycie jej było niemałym wyzwaniem. Napisałem kiedyś, że nie mam talentu i muszę pracować dwa razy więcej niż inni, aby móc się z nimi równać. Poświęciłem pół roku na trening, aby pojechać do pełnego kontrastów miasta Łodzi i odebrać, co moje – czas, na który zasłużyłem uczciwie, bez drogi na skróty, bez stosowania cudownych sposobów, bez powtarzania bezsensownych mantr.

Nie napiszę kolejnej relacji z maratonu. Jest ich w sieci pełno. Podzielę się z Wami wrażeniami, tym co najbardziej utkwiło mi w pamięci. Króciutko…

DREWNIANE DOMY
Pabianice. To moja miejscówka i baza noclegowa na czas łódzkiego maratonu. Mieszkam na zachodzie kraju, na ziemiach odzyskanych. Nie ma u mnie blokowisk, pomiędzy którymi ukryte są małe drewniane domki. Jedna, dwie izby, woda na korytarzu, sławojka gdzieś z tyłu budynku. Uzmysłowiłem sobie, że za mało podróżuję, że za mało widziałem. Jest tyle ciekawych miejsc do odkrycia. Czas coś z tym zrobić.

MIASTO ŁÓDŹ
Kontrast pomiędzy nowym, a starym, czystym, a brudnym, bogatym, a biednym jest olbrzymi. Nikt tak jak architekt miasta ci nie pokaże. Tomek zabrał mnie do Manufaktury. Oprowadził, opowiedział historię fabryki, pałacu Poznańskiego. Jestem pod wrażeniem architektury, kunsztu budowniczych. Połowę życia mieszkałem w wielkiej płycie, to uczuliło mnie na piękno drobnych detali. Doceniam i dostrzegam je nawet w starych ruderach, które były kiedyś pięknymi budynkami. Zauroczyły mnie modernistyczne oraz eklektyczne kamienice. Natomiast zniechęciła bryła Atlas Areny i tego czegoś, co było kiedyś stadionem ŁKSu. Kontrasty…

START
Nie lubię tłumów. Nie przepadam za biegami ulicznymi. Po co startuję? Aby się sprawdzić.

Ruszamy, biegnę, mijam kolejne kilometry, ale myślenia nie wyłączam, tutaj potrzebna jest odpowiednia taktyka. Gram va banque i muszę mieć jasny umysł, aby zgarnąć całą pulę. Do tego staję się nieoficjalnym zającem. Startuję wspólnie z Sabiną, która planuje zgarnąć czas 3:20. Bardzo się cieszę, że biegniemy razem, Sabina jest niesamowita i na pewno nie pozwoli mi się obijać.

ŁMDOZ-na starcieNie czuję klimatu maratońskiego święta. Nie ekscytuję się. Jest stres, to oczywiste. Czuję, że tutaj nie pasuję. Zrobię swoje i wracam do domu. Zrobię swoje i wracam do Magicznego Lasu, trailu i ukochanego ultra. Ale póki, co muszę ten ostatni raz wysilić się niewyobrażalnie mocno i dobiec do mety. Tam czeka na mnie moja życiówka.

TRASA
Nie pamiętam wielu momentów, byłem skupiony na tym, co przede mną. Wprowadzałem strategię w życie. Na zbiegach przyspieszałem nieznacznie, zbierając zapas sekund, podbiegi starałem się brać w stałym, lecz o kilka sekund niższym tempie.

Próbuję przywołać w pamięci charakterystyczne szczegóły z trasy. Trudno jakoś. Był tłum, potem znikł, biegliśmy w trójkę, za jakiś czas w dwójkę. Jedyne, co ciągle widzę, to tablice z oznaczeniem długości trasy.

KIBICE
Kiedyś skupiałem się na zajebistości. Fajnie było być maratończykiem i świrować przy kibicach. Przyspieszałem wtedy i biegłem przy nich niczym gazela. Maniek, pamiętasz nasze żarty podczas treningów: wypinamy klaty i sprężystym krokiem, niczym Oryksy, śmigamy obok tych pań? Świrowanie mi teraz nie w głowie. Ultra leczy z głupoty i uczy pokory, a zasady jakimi się kieruję, stosuję zawsze, bezwarunkowo.

Było głośno. Kibice dali czadu. Ich zaangażowanie było niesamowite. Brazylijskie bębny – kiedy przebiegałem obok bębniarzy, po plecach przechodziły mi ciarki.

UL. MARATOŃSKA
36 kilometr, punkt żywieniowy. Przechodzę do marszu, muszę spokojnie wypić kilka łyków wody. Picie podczas biegu jest niewygodne, cały lepię się od rozlanego izotonika. Wypijam szybko kubek wody i zrywam do biegu. Zaczyna boleć, ale czuję moc. Załapuję pozytywny wkurw, to działa przyciąganie mety. Przede mną balon oznaczający nawrót. Chwilę później, wkurw i cały zapał zostaje zabity przez długi podbieg i wiatr wiejący w twarz.

AFIRMACJE
Może wyda się to głupie, ale mam takie sposoby na oszukanie mózgownicy. Kiedy wymiękam na podbiegach, wyobrażam sobie, że biegnę z górki, a kiedy wieje mocny wiatr, że jestem przezroczysty. Śmieszne? Ale działa.

foto. DataSport

foto. DataSport

BÓL
Z korespondencji do Ilony:
Wiesz, ja chyba wolę jak boli podczas ultra niż podczas maratonu.
Kiedy biegam ultra, zaciskam zęby i robię swoje. Jest czas, aby odsapnąć, zamknąć oczy i zresetować zmęczony mózg. Otoczenie uspakaja, a cisza koi. Podczas maratonu, jest się ciągle na wysokich obrotach. Cały czas kalkuluje, odgrywa grę taktyczną. Niepewność tego, co będzie po 36 kilometrze stresuje. Świadomość potencjalnego zderzenia ze ścianą, nie pomaga w biegu.

META
Cóż to był za finisz! Wbiegając do Atlas Areny zostałem pozytywnie zaskoczony. Wydałem z siebie ciche: o kurwa! I wbiegłem po czerwonym dywanie, wśród dymów i laserów, na metę.

KOSZULKA
Jakiś czas temu, na facebookowym profilu łódzkiego maratonu, napisałem, że pamiątkowa koszulka jest słaba. W jakiejś tam cząstce udało mi się poznać Łódź. Czuję klimat tego miasta. Rozumiem intencję organizatorów i projektanta. Pokornie przepraszam, już wiem, że minimalistyczny rzut na Pietrynę doskonale puentuje łódzki maraton.

Komentarze: 17

  1. Ciekawa nie-relacja. Miła odmiana w powodzi różnych sprawozdań. Gratuluję wyniku i zadowolenia z dobrze wykonanej roboty!

  2. Tomek G3 says

    Super! Miło mi było się z Tobą spotkać i dzięki za powitanie na mecie… Wielką radość mi to sprawiło. :D

  3. Gratulacje. Wrażenia, nowe miejsce, inne rejony kraju… Taki maraton trochę jak zwiedzanie? Kiedyś już gadaliśmy chyba o tym – ja z kolei na ziemiach odzyskanych czuję się jak za granicą. Tak to działa, w obie strony. ;)

  4. Do biegów ulicznych też mam podobne podejście: startuję by pobiec szybko, tłumy już mnie nie kręcą choć powygłupiać się przed publiką jeszcze lubię:)

    Gratuluję

  5. Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna :) .

    Kuba,
    Będę miał do Ciebie kilka pytań dotyczących funkcjonalności bloga, ale to na privie.

    Tomku,
    Cała przyjemność po mojej stronie :) . Stałem tam pod metą i jak zaczarowany patrzyłem na radość wbiegających maratończyków. Im dalszy czas, tym radość na mecie większa :) .

    Dorota,
    Musisz spróbować – koniecznie :) !

    Ula,
    Jej, jesteś sławna :) !
    Mam żal do siebie, że jestem ubogi w podróżnicze doznania. Polska jest taka piękna i różnorodna, a ja ograniczam się do lokalnych wycieczek. Muszę to zmienić, nadrobić :) .

    Paweł,
    Ale jak ciśniesz na poniżej 3 to chyba nie świrujesz przed publiką. Aaaaaa, teraz już wiem skąd to zacięcie do zającowania :) !

  6. janusz says

    Marcin.Nie oszukujmy się.Gdyby nie Twoje poświęcenie i solidny trening nic nie pomogłoby Ci wyobrażenie o tym że jesteś przezroczysty i wiatr przechodzi przez Ciebie.To tylko Twoja filozofia,a prawda jest taka że tylko Twój solidny trening i silna wola pozwoliły Ci wydobyć z siebie te pokłady energii które dały efekt w końcowym wyniku.

    • borman says

      Janusz, kiedy wychodzę daleko poza strefę komfortu, takie zbiegi pod górkę i bycie przezroczystym pozwalają mi się dźwignąć. Zastanawiam się, jak Ty lub Krystian gimnastykuje się się z psychą, walcząc podczas Przejścia.

  7. Gratuluję dobrego wyniki :)

    Odnośnie zwiedzania pojedź kiedyś na Podlasie, gdy pociągiem mijasz Bug we Fronołowie nagle zjawiasz się w innej krainie.

    Pozdrawiam,
    M

  8. borman says

    Dziękuję Markos.
    Daleki wschód :) ? Koniecznie!
    Marzy mi się wycieczka rowerowa, taka z sakwami, spaniem po krzakach i zwiedzaniem małych, zapomnianych miejscowości. Może w tym roku znajdę czas?

  9. O tak, przejazd rowerem przez Suwalszczyznę, Podlasie dalej na Lubelszczyznę i Roztocze to może być fajny i klimatyczny przelot. Przypomniała mi sie moja wyprawa z Hajnówki do Koszalina gdzie dotarłem tylko do Ełku bo drugiego dnia w Tykocinie na kocich łbach poleciały mi szprychy :D A 4 dnia pod Ełkiem rower się sypnął na maksa i juz nic nie dało się załatać, dobrze, że złapałem Żuka i na pace dotarłem do PKP w Ełku. Cała ściana wschodnia to piękne tereny do podróżowania. Zatęskniłem normalnie tak po ludzku do mej Puszcz

  10. Ja musiałem pomieszkać kilka lat w Łodzi, by poczuć klimat tego miasta, by to miasto zrozumieć… Dobrze było po latach wrócić na stare śmieci i na nowo odkryć jego kontrasty.
    W jednym się jednak różnimy – mnie finisz po ciemku się bardzo nie podobał. Ale cóż, rzecz gustu.

  11. borman says

    Markos,
    Ale mnie szczujesz. Normalnie nakręcam się na taką wycieczkę. Przyłapałem się na tym, że przeglądam mapy i robię rozeznanie w potencjalnych „miejscach wartych uwagi”.

    drproctor,
    Fakt, oczy nie miały czasu na to, aby przyzwyczaić się do ciemności i jeszcze ten leżący policjant na końcówce, jakiś garb czy inna paskuda. Mi to jednak nie przeszkadzało. A finisz i oprawa bardzo mnie zaskoczyły – pozytywnie, ma się rozumieć :) .

  12. No cóż – życiówka, o której ja mogę tylko pomarzyć. Gratuluję i życzę jeszcze lepszych wyników ;)

  13. borman says

    Dorry, ja do tej pory też o takiej marzyłem.
    A czy marzenie nie są po to, aby je realizować ;) ?

Dodaj komentarz