STARTY
komentarzy 8

Oriento Expresso – wrażenia

foto. Michał Bartkowiak

foto. Michał Bartkowiak

Nie jestem zwolennikiem startów treningowych. Jeśli już to starów o niskim priorytecie. Choć jakby się temu bliżej przyjrzeć to różnice są subtelne i wydawać by się mogło, że to kwestia semantyki, nic więcej. Kiedy startuję, to daję z siebie jak najwięcej, chcę zbliżyć się do założonego wyniku. Start w Oriento Expresso jest odstępstwem od reguły, w planie mam mocny trening i nic innego.

Spokojnie Marcinie! Sprinterów puść przodem. Nie masz formy, nie ma co szaleć. Skup się na mapie, na nawigacji i na tym, aby ukończyć. 

Ukończyć, tego mi trzeba. Po wycofie podczas Szagi moje morale opadło, a bieganie z mapą i kompasem straciło swoją fajność. Zrobię mocny trening, postaram się ukończyć, przypomnieć jak się nawiguje, odzyskam utracony fun.

Startuję z czystą głową. Bez zbędnych ciśnień, bez spiny i parcia na wynik. Nie daję się ponieść, jak to zwykle bywa na początku, i ruszam powoli w stronę pierwszego punktu kontrolnego. Po drodze mijają mnie zawodnicy, wcale mi to nie przeszkadza, nie dziś. Cholernie fajne uczucie: nie ma presji, nie ma stresu.

Na bieżąco ustalam przebieg trasy. Optymalny wariant zakłada, że wszystkie punkty zgarnę po pętli. Zaczynam ją od zachodu, gdzie punkty wydają mi się trudniejsze, a kilka z nich jest czujnych. Na koniec, kiedy będę zmęczony, zostawiam sobie, zdecydowanie łatwiejszą, część wschodnią.

Punkty odnajduję bez trudności. Są doskonale widoczne (wyglądają jak słupy graniczne) i precyzyjnie rozmieszczone. Delikatnie motam się tylko przy dwóch. W terenie jest 21 punktów kontrolnych, ciekawie rozmieszczonych, bez długich nudnych przelotów, sprawia to, że czas mija błyskawicznie, a dystans nie nuży.

Napieram równym tempem. Zwalniam podczas biegu na azymut, krzaczory chłostają niemiłosiernie, lasy nie są „białe”, a ich przebieżność nie sprzyja zbytniemu ścinaniu optymalnego wariantu. Funduję sobie porządne chaszczowanie, bo co to za rajd bez przygód? Jeżyny były (Tomku, pozdrawiam), ale tym razem nie biegłem na krótko. Wciągnąłem na zad sprawdzone Dobsomy, dzięki czemu mogłem śmiało, jak czołg, przedzierać się przez bujną roślinność. Na marginesie, użytkownicy Dobsomów, zauważyliście, że przez mokre nogawki pokrzywy parzą?

Podczas zejścia z ostatniego punktu zaliczam klasyczną i jedyną wtopę. Dobiegam do niewłaściwej drogi i biegnę nią na północ, zamiast na zachód, w stronę mety. A wystarczyło jedno spojrzenie na igłę kompasu…

Na metę docieram jako trzeci z czasem 5:53:49. To świetny wynik, szczególnie, że jest to start treningowy, a po drodze przystawałem, aby pojeść czerwonej borówki. Może z moją formą jest nienajgorzej? W każdym razie jestem miło zaskoczony faktem, że załapuję się na pudło. Co prawda przy szesnastu startujących, to nie powód do dumy, ale mimo wszystko przyjemnie łachocze.

trasa

Kilka zdań o Oriento Expresso. Jak dla mnie, impreza wzorcowa, świetnie zorganizowana. Mogę o niej napisać w samych superlatywach: świetna baza zawodów, malownicze tereny, żarcie w opcji mięsnej lub wege, dodatkowo ognisko z kiełbaskami i pieczonym dzikiem, losowanie nagród, masaż (tak, tak), profesjonalna opieka dla najmłodszych. I co najważniejsze: ciepła woda pod prysznicem.

Komentarze: 8

  1. Piękna relacja, jak zwykle:) Gratuluję wyniku. Pudło to pudło!

    A jeśli chodzi o mokre spodnie to moim zdaniem wynika to z faktu, że mokre portki przylegają do skóry i włoski pokrzywy docierają do skóry. Jak portki są suche to wraz z powietrzem pomiędzy nimi a skórą stanowią bufor, przez który pokrzywa się nie przedostanie. Tak przynajmniej widzę to ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy.

    • borman says

      Dziękować :) !

      Maniek, faktycznie! Mokre nogawki w Dobsomach kleją się do nóg jak cholera. Nie żeby to przeszkadzało podczas biegu, ale pokrzywy nie dają o sobie zapomnieć :) . Niby splot materiału taki zwarty…

      A na pudle było, nie ukrywam, fajne stanąć. Ciekawe co by było, gdybym się konkretnie ścigał? Pewnie umoczyłbym kilka razy po drodze, albo zajechał się maksymalnie. W konsekwencji trafiłbym na metę w środku stawki.

      Jeśli uda mi się wystartować w KW, też pobiegnę na luzie. Będę się ścigać, ale bez ciśnień. Może dotrwam do mety i ugram przy okazji jakiś fany wynik.

    • Szykujcie się chłopaki na 2017r. :) World Games we Wrocławiu będzie na Was czekać ;) Ja to Was podziwiam i sam bym spróbował, ale boję się, że zabłądzę i będzie: „Bunkrów nie ma, ale i tak jest zajebiście.” :D

      • borman says

        :)
        Radku, uwierz mi, że często witam się z bunkrami, kiedy wylatuję w kosmos. Wystarczy chwila nieuwagi i jest się w czarnej dupie ;) . A kiedyś to nawet wyleciałem poza mapę :D .

        Z InO jest tak, że jak się raz spróbuje to nie ma odwrotu. Wciąga jak cholera :) .

    • borman says

      Dorota, skoro nie możesz biegać, to wędruj. W końcu zdecydowana większość imprez na orientację to piesze maratony i piechurów tam mnóstwo. Nie ważne czy idziesz, czy biegniesz, ważne jest to, że kończysz :) .

  2. czyli że na spokojnie biegasz lepiej niż większość dających z siebie wszystko :), swoją drogą musiałbym kiedyś spróbować trasy 50km, pewnie z 8 godzin mi wypadnie :). gratuluję podium

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.