TRENING
komentarzy 6

Podsumowanie tygodnia: 08-14/10/2012

08/10/12
Poniedziałek: reset
Niedostateczny wypoczynek. Sporo prac okołodomowych przyczyniło się do tego, że kładłem się spać bardziej zmęczony niż w dzień treningowy.

09/10/12
Wtorek: BS, 1:19:40, 14,08 km
Początek męczący, miałem ciężkie nogi po niedzielnym wybieganiu. Od 6km biegło mi się coraz przyjemniej. Dziś krócej i bez przebieżek – regeneracyjnie. Jutro w planach mocny trening!
Długo się rozkręcałem. Wyraźny brak mocy w pierwszej połowie biegu. W planach miałem żwawy BS, jednak z konieczności pobiegłem asekuracyjnie i regeneracyjnie.

10/10/12
Środa: reset
Zaspałem na trening! Przedłużyłem popołudniową drzemkę, w efekcie zrezygnowałem z mocnego treningu, który zaplanowałem na ten dzień. Bieganie interwałów, grubo po 21 nie miało sensu.

11/10/12
Czwartek: BS, 1:27:20, 15,91 km
Wczoraj zaspałem na trening, rano okazało się, że z wyjazdu w góry nici, cały plan stanął na głowie. Dziś miałem w zamiarze przeprowadzić mocny trening, ale stres i frustracja doprowadziły do tego, że po 3km omal nie zrezygnowałem z dalszego biegu – stąd zrzut w dwóch częściach. Średnio się czuję.
Pierwszy dzień frustracji. W pracy dostałem nieźle w kość, co odbiło się na jakości treningu. Muszę popracować nad pozytywnym myśleniem, nabrać trochę dystansu i przestać się zamartwiać. Zauważyłem, że zbyt sztywno podchodzę do treningu, a to nie wróży nic dobrego. PA-MIĘ-TAĆ: Run 4 Fun!

12/10/12
Piątek: I + BS, 1:06:28, 11,41 km 
I 10×400 w deszczu i wietrze.
Średnio, średnio mi się biegało. Planowane tempo 3:40/km wyszło coś w granicach 3:46. Stres związany z pracą nie odpuszcza. Negatywnie odbija się na życiu osobistym i treningach. Trzeba odzyskać radość. Frustracje precz!

Początek dnia fatalny, reszta równie kiepska. Trening było niesamowicie trudny. Nie mogłem się skupić na zaplanowanym zadaniu. Jednak po zakończeniu interwałów, podczas roztruchtania, poczułem ulgę. Męczący kryzys odpuścił.

13/10/12
Sobota: BD, 1:33:06, 18,01 km
Miał być regeneracyjny dwunastak, ale tak mnie nogi niosły, że z żalem skończyłem po 18 km. Jest progres i jest radość. Tempo 5:10/km przy 77% HRMax. Jest bardzo realne, że do końca roku będę biegać 15 km w pierwszym zakresie w tempie 5:00/km.
Sobota mistrzów. Dawno tak fantastycznie mi się nie biegało. Nie mogłem się zatrzymać. Zdecydowanie najlepszy trening tego tygodnia. Dzięki niemu podskoczyło morale, a zamierzony cel okazał się być na wyciągnięcie ręki.

14/10/12
Niedziela: BS, 1:31:25, 15,56km 
Biegowy relaks – regeneracyjnie. Korciło mnie, aby przygrzać i powtórzyć wczorajszy trening. Rozsadek wygrał, choć kosztem niższego (o 5km) tygodniowego kilometrażu.

* * *

Dieta. Tak, odpowiednia dieta biegacza stała się moim konikiem. Uważnie planuję posiłki. Staram się uzupełniać braki glikogenu podczas „okna węglowodanowego”, jem zdrowo, moja dieta jest bogata w witaminy i odpowiednio zbilansowana. Dbam o odpowiednie nawodnienie, przed jak i po treningu. Nie jest mi obca suplementacja. Cholera – myślę sobie – Marcinie jesteś mistrzem świata, jeszcze nigdy tak się nie zaangażowałeś. Sprawiłeś, że dieta stała się przedłużeniem treningu. I uwierzcie mi, w moim przypadku to NIE-SA-MO-WI-TE osiągnięcie! Jednak w całej tej doskonałości pojawił się pewien zgrzyt – od pewnego czasu, w środku nocy, budzi mnie światło lodówki. A kilka dni temu obudziłem się z nadgryzionym jabłkiem w dłoni. Nie dość, że lunatykuję, to jeszcze obżeram się przez sen. Postanowiłem się najadać przed zaśnięciem, jednak to zły pomysł. Co prawda nie budzę się przed lodówką, ale rano nie czuję apetytu i nie jem śniadania w konsekwencji brak mi energii. I bądź tutaj mądrym…

Komentarze: 6

  1. Tomek G3 says

    Marcin to Ty tu jesteś szefem, ale czy nie powinieneś pobiegać bardziej dla przyjemności czasem? ;) Przy całym tym Scottojurkowym szaleństwie gdzieś przeczytałem jakie zadano mu pytanie o czym myśli w trakcie biegu. Mianowicie „o niczym” :P Czy skupienie na tych wszystkich km/HR/BS nie odbiera Ci radości biegania?
    Ja bardzo powoli dochodzę do tego żeby w trakcie biegu medytować. Już mi się kilka razy udało, tempo przyszło samo. A dzisiaj się wk…..wiałem na szwankujący GPS i to mnie kompletnie wytrąciło z rytmu. Poczułem, że to był stracony bieg. …

  2. Tomku, to nie tak. Ja biegam dla przyjemności! I uwierz, flow nie jest mi obcy. Dla przyjemności biegania porzuciłem biegi uliczne. Zrezygnowałem z wszystkich tych planów na złamanie tego, a tamtego czasu. W tym roku sporo startowałem, a każde z zawodów na których byłem przyniosło mi olbrzymią frajdę, pomimo bólu, odwodnienia i skrajnego wyczerpania. Z kolei w zeszłym roku, startowałem mało, wolałem natomiast wyskoczyć z Grześkiem na wyrypę po górach (wyryp tych było sporo) i tam spełniałem się w 100% .

    Z miesiąca na miesiąc jestem głodny nowych wrażeń. Ciągle coś odkrywam, przemierzając biegową krainę – ewoluuję. Tym razem postanowiłem spróbować czegoś, czego dawno nie zaznałem: dyscypliny. I to nie tak, że mam rozpisany plan treningowy na X tygodni do przodu, lub pod daną imprezę. Trzymam się pewnych ram i wypełniam je poszczególnymi jednostkami treningowymi, a śledzenie progresu daje mi tyle radości co startowanie. Dzięki treningowi mogę przełamać stagnację, ruszyć do przodu i pokonać kolejną barierę, osiągnąć upragniony cel – śmiało mogę powiedzieć, że jestem w trakcie przygotowań do spełnienia kolejnego marzenia, bo chyba w życiu o to własnie chodzi :) ?

    Jeszcze zdanie na temat jednostek treningowych. Jest cel na dany dzień, skupiam się na nim przez chwilę, a potem biegnę i delektuję się lasem, nocnym rześkim powietrzem, gwiaździstym niebem – tymi wszystkimi małymi i wielkimi cudami, które są dookoła mnie. Jestem szczęśliwy i tyle…

  3. Tomek G3 says

    Skoro tak to w porzo, bo zauważyłem między wierszami jakąś gorycz.
    Ja dzisiaj śmigałem po 22.00 przy gwiaździstym niebie i całkiem miłym ciepełku jak na ostatnie dni. Super :) Zapomina się o problemach w takim momencie.

  4. O popatrz! A to Ci zbieg okoliczności, ja też śmigałem po 22 :) . Ciepełko i gwiaździste niebo zaliczone :) . Do tego megawspaniały opar, który wylewał się na drogę znad pól.

    Dziś zaliczyłem komplet interwałów i jestem tak pobudzony, że nie mogę zasnąć. Do pracy wstaję o 5:00, ale nic to, dośpię popołudniu :) .

  5. Jeśli ludzie nie powinni podjadać nocą to po co jest światło w lodówce? ;-)
    Trzymam kciuki, zaglądam, kocioł taki, że nie ma kiedy załadować.
    :-)

  6. squirku,
    zwolnij, szkoda życia :D !

    A! I udało mi się rozwiązać problem z nocnym podżeraniem. Przed snem, ładuję w siebie klajster rodzynkowo-owsiany :) . Jest optymalny!

    Pozdrawiam :) !

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.