STARTY
Zostaw komentarz

Śnieżne Konwalie, wbrew zasadom

Pojawić się w bazie zawodów, to dla mnie niemal zapomniane uczycie, ale widok znajomych twarzy przywraca pamięć. W tłumie zawodników znajduję odpowiedzi na pytania: Co ja tutaj robię, po co przyjechałem? Trema — tak, trema – znika. Niepokój ustępuje, a jego miejsca zajmuje podniecenie. Jestem, startuję, żyję.

Scorelauf 120”

Scorelauf to taka forma InO, gdzie startujący ma pełną swobodę w wyborze oraz kolejności potwierdzania punktów kontrolnych, a musi ich zebrać jak najwięcej w zadanym czasie. Trasa jest tak ustawiona, że zebranie kompletu PK jest niemożliwe. No, chyba że jest się Jackie Chanem albo jeszcze lepiej Chuckiem N. Scorlauf może być punktowany, czyli PK mogą posiadać swoja wagę, im dalej ustawione, tym większa ich wartość. Za przekroczenie limitu czasowego czeka kara czasowa na tyle duża, że nie opłaca się meldować na mecie po limicie. Na trasie scorelauf, oprócz mocnej łydki, decydujące znaczenie ma strategia — w przypadku opcji niepunktowanej, wybór trasy pomiędzy kolejnymi PK. Mój wariant autorski na tej trasie odbiegał lekko od normy i…

łamał wszelkie zasady

Bo, pierwszy rzut oka na mapę i wiem, jak będzie wyglądać zbieranie PK. Wybieram cześć mapy z dużą ilością poziomic, tworzących fantastyczne wzory. Kieruję się w stronę pięknie ukształtowanych wzgórz, które porasta „biały” las. Plan jest taki: najpierw wzgórza, potem fotki, a przy okazji lampiony, perforatory i podbijanie karty.

Bo, wiem, że piękniejszych miejscach lasu będę musiał się zatrzymać, nasycić oczy, wyciągnąć z torby aparat i uwiecznić piękno otoczenia. Nacieszyć się naturą. Odlecieć.

Bo, nie przyjechałem się tutaj ścigać, ani nawet trenować. Nie mam ustalonych priorytetów, celów – nic. Kiedyś uważałem, że startowanie dla samego śmigania pomiędzy PK, czy starty treningowe, to strata czasu, że należy nakurwiać, dać z siebie wszystko, sponiewierać się jak jasna cholera i wrócić do bazy wypompowanym do granic możliwości. A teraz? Teraz też lubię się sponiewierać, wybrać hardcore, jednak dużo frajdy daje mi czysto turystyczne spacerowanie z mapą w dłoni. Przekonałem się, że da się i tak, i to z niemałą satysfakcją. Przy okazji robiąc kilka fotek biegającym, to tu to tam, zawodnikom.

Fotografowanie na orientację

Lustrzanka i dodatkowy obiektyw w majtającej się na wszystkie strony torbie, potrafią utrudnić bieg na tyle skutecznie, że w niektórych przypadkach muszę przejść do marszu. Co mi osobiście nie przeszkadza, bo te momenty, w których maszeruję, wykorzystuję na krótką sesję zdjeciową. Las jest piękny i nie brakuje w nim obiektów godnych sfotografowania. Do tego, przestał prószyć śnieg, a zza chmur wyszło słońce, rozświetlając okolicę. Jest idealnie. A kiedy chowam aparat do torby, rozkładam mapę, orientuję się w terenie, zerkam na kompas i ruszam w stronę najbliższego PK. Nawigacja nie sprawia mi problemów, bo…

z nawigacją jest jak z jazdą na rowerze, nigdy się nie zapomina

Wystarczy tylko chwila, wystarczy przebiec kilka minut, dotrzeć do pierwszego lampionu i wszystko wraca: czucie mapy, orienterski zmysł, umiejętność czytania terenu z poziomic, tworzenie wariantów pomiędzy przelotami. Poszczególne elementy układanki układają się w jedną całość, a zwieńczeniem jest idealne wejście w punkt. A kiedy okazuje się, że 120 minut to za mało, aby się nasycić można…

wyskoczyć na trasę długą

I tak zrobiłem. Po zameldowaniu się na mecie, oddaniu karty startowej, zadzwoniłem do Beaty i Marcina, którzy ścigali się na trasie TP-50. Umówiłem się z nimi na przelocie pomiędzy punktami kontrolnymi. Wskoczyłem do auta i po 15 minutach biegłem z nimi odszukać PK 25.

Z bieganiem po krzakach, z mapą w dłoni, jest tak, że jak raz się spróbuje, to wciąga natychmiastowo, na zabój, na całe życie. To nie tylko bieg, to rozwiązywanie łamigłówek, to obcowanie z naturą, to sprawdzanie swoich sił w trudnych warunkach terenowych, niezależnie od aury, pory dnia, czy roku. To nie tylko sport, ale również wielka przygoda. Udział w InO można traktować śmiertelnie poważnie, ale można też startować turystycznie, bez ciśnień, bez amoku ściganta, nawet łamiąc reguły, ale zawsze uczciwie, zawsze fair.

III Śnieżne Konwalie, Zielona Góra, 31 stycznia 2015 r. – trasa scorealuf.

 

Dodaj komentarz