TRENING
komentarzy 7

Szósty – 5/7

Jest dobrze! Więcej. Jest mega dobrze!

Zacznę z innej beczki. Krasus złamał magiczną granicę trzech godzin podczas Rotterdam Marathon. Nie, nie zazdroszczę mu. Nie o to chodzi. Cieszy mnie bardzo to, że się facetowi udało. Z resztą, co miałoby się nie udać. Ciężko pracował i osiągnął swój cel. Tak!

Teraz o mnie. Plan mieliśmy podobny. Krasus zrobił swoje, a ja? A ja zamiast trenować przeżywałem paskudne doły. Kryzys – bydlak – męczył mnie bezlitośnie. Stres dusił, choróbska osłabiały organizm i nie pozwalały myśleć o treningu. Nie, to nie jest narzekanie. To wszystko było i mam nadzieję, że minęło bezpowrotnie. Kryzys odpuścił. Ze stresem poradziłem sobie w niesłychanie prosty sposób – złożyłem wypowiedzenie. Choroby ustępują, a radość związana z każdym zaliczonym treningiem jest coraz większa.

Jestem napalony jak jasna cholera. Połykałbym każdy kilometr. Biegałbym po leśnych duktach, górskich szlakach, poboczem drogi. Asfaltem, parkową alejką, chodnikiem, przez trawnik. Po górach, po wzgórzach, przez łąki i las. Biegałbym jak wariat, bo biegania mi trzeba. O tak! I muszę gasić entuzjazm, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Budować palny – nie plany, ustalać tygodniowy kilometraż, żeby gładko wejść w odpowiednie obciążenie. Nic na siłę i bez zbędnej przesady. „Najpierw powoli, jak żółw ociężale…”

Treningi. Standardowo. Pięć dni w tygodniu. Póki, co bez żadnych treningów specjalnych. Tylko biegi spokojne i przebieżki. A kiedy najdzie mnie ochota na małą poniewierkę, to wybieram pętelkę z podbiegiem i wchodzę delikatnie w drugi zakres.
Kiedy zaczynałem wstęp do regularnych treningów, przebiegałem kilka razy w tygodniu ośmiokilometrowe odcinki. Te krótkie biegi objawiły smutną prawdę: z moją formą jest kiepsko. Przyznam się, to była droga przez mękę. Osiem kilometrów przebiegnięte w średnim tempie 5:50 /km i to na granicy drugiego zakresu. Masakra.
Dziś jest już o niebo lepiej. Postępy są niebywale szybkie, a powrót do formy daje niemałą frajdę, motywując jeszcze bardziej.

W związku z tymi widocznymi postępami, zeszłorocznym postanowieniem oraz Mańkową dwójką z przodu, zrodził się pewien plan. No dobrze, plan zakołatał w mojej głowie przed powrotem do regularnych treningów i życiówką Krasusa, ale teraz utrwalił się oraz nabrał mocy urzędowej. Pomyślicie, co ten Borman znowu kombinuje? Na razie nie zdradzę, co mi tam zaświtało, ale nie traktuję tego jak tajemnicy. Jakiś czas temu, na fejsbukowym profilu bloga wspomniałem nieśmiało o mym planie.

Rozpocząłem kolejny tydzień treningowy, a zarazem realizację pierwszego etapu przygotowań. Za jakiś czas pochwalę się postępami i zdradzę plany startowe na ten rok – więcej szczegółów niebawem. Do przeczytania!

Komentarze: 7

  1. Dziękuję za dobre słowo. Czytam blogi po weekendzie i kurde już na drugim jest „Krasus”.. a on po prostu zrobił swoje, to co chciał i zaplanował pół roku temu:)

    Maniek, niezmiernie cieszą mnie Twoje postępy, ale jeszcze bardziej cieszy mnie Twoje pozytywne nastawienie. Bo kurde blacha, przecież to w głowie wszystko siedzi. I zwycięstwa i porażki są w głowie. Ciekaw jestem, co tam sobie wymyśliłeś i uplanowałeś i już przygotowuję się do kibicowania Ci w realizacji tego!:)

    • borman says

      Maniutek, wysoko podniosłeś poprzeczkę. Nie będzie to łatwe, ale postaram się ją przeskoczyć ;) .

Dodaj komentarz