Wszystkie dla tagu: cele

Grubych cyborgów nie ma

No, bo tak: dałem się ponieść chwili i jakoś tak, przez nieuwagę, przytyło mi się. Ale to po tym, jak odechciało mi się biegać, trenować, męczyć – ogólnie. I teraz, kiedy chce mi się znowu biegać, mam tę oponę dookoła pasa, zero kondycji i w ogóle mierne morale. Ale… Gdzieś te marzenia się tlą, no i zazdrość wywołana przez sukcesy biegających znajomych, która męczy niczym zadra, powodują to, że o treningach myślę poważniej. Kombinuję więc jak urwać trochę czasu na dłuższy trening, na wieczorny rower i wygibasy, których jeszcze gimnastyką nazwać nie mogę. Powoli, bardzo powoli zaczynają się klarować plany, założenia, marzenia, zachciewajki. Przypomniałem sobie, że kiedyś nawet udało mi się fajnie wystartować w kilku imprezach, że nawet potrafiłem dać czadu. Poniosły mnie wspomnienia i zgłosiłem się na dwa maratony: we Wrocławiu i Poznaniu. Sam nie wiem, dlaczego tam, bo przecież nie lubię biegać po ulicy. Może dlatego, że właśnie te maratony były moimi pierwszymi, a na Sudeckiej Setce nie mogę być, bo w tym czasie wypada ślub kuzynki. Z drugiej strony startować w setce …

Trzeci. Kilka faktów z życia biegowego

Zachciało mi się. Wróciłem do treningów i pisania. Pierwszy trening okazał się mało spektakularny. Skończyło się na kilkukilometrowym rozbieganiu, potężnym zmęczeniu i… tak, mogę to uczucie, już po, nazwać zadowoleniem. W zasadzie nie miałem żadnych oczekiwań i przewidywałem, że poziom formy nie zaskoczy mnie pozytywnie, okaże się marny i kiepski jak samopoczucie, które ostatnio mi doskwierało. Sukcesem, niewątpliwie, jest to, że w miarę szybko wróciłem do zdrowia po paskudnej grypie i zapaleniu oskrzeli. Sukcesem jest również to, że pozwoliłem sobie na wypoczynek, przełamałem się, uporządkowałem co niektóre sprawy oraz zweryfikowałem cele i bez zbędnych ciśnień wróciłem do tego, co lubię, czyli udeptywania bezdroży. Przyjemny deficyt czasu? Sam w to nie mogę uwierzyć, ale tak, okazało się, że brak czasu i napięty harmonogram może być przyjemny, szczególnie jeśli odnosi się do zbioru ulubionych zajęć. Łączę pracę w ogrodzie – postanowiłem wprowadzić w życie pewien śmiały plan – i treningi siłowe. Trening obwodowy można wykonywać w różnych okolicznościach, ale ten miks przypadł mi szczególnie do gustu. Trenuję, pracuję, a ogród z dnia na dzień staje się coraz …

O dążeniu do doskonałości, akceptacji siebie i widzeniu tego co jest, a co może być

Być ideałem, czy zaakceptować swoje niedoskonałości? Orać ja wół, by urwać cenne minuty z życiowego rekordu w maratonie, czy trenować w zgodzie z własnymi potrzebami, po to aby bez wysiłku przemierzać górskie szlaki? Jedni znajdują spełnienie w treningu do utraty tchu inni w truchcie po parku, ale jedni i drudzy mają jakiś cel do którego dążą.  Moim celem jest to by być coraz lepszym biegaczem, aby osiągnąć to, co do tej pory było poza moimi najśmielszymi marzeniami. Wytrwałość, którą wyrobiłem w sobie przez kilka lat biegowej przygody sprawiła, że zacząłem doskonalić swoje umiejętności w każdej dziedzinie z którą się zetknąłem: w pracy, w domu, wykonując dodatkowe zlecenia, czy szykując kolejny rodzinny wypad – cokolwiek.  Biegowa pasja wywróciła mój świat do góry nogami – może inaczej: sprawiła, że stał się bardziej uporządkowany, zdrowszy i ergonomiczny. Wyobrażacie to sobie? Kontrolowany upadek zmienia całe wasze życie? Są osoby, które strasznie się spinają. Kiedy ich cel, pomimo włożonej pracy, wszystkich zabiegów aby stać się coraz lepszym, jest ciągle poza zasięgiem lub, co gorsza, wydaje się oddalać, wtedy wpadają w …

Kilka faktów z życia biegowego… #2

1. W końcu wybrałem plan treningowy. Narzuciłem sobie rygor, dzięki czemu zbitek jednostek treningowych, które wykonywałem w trakcie tygodnia, nabrał jednostajności i celowości. Przyznaję, że z tym planem, dawno temu, miałem do czynienia i – jak łatwo się domyśleć – nie podołałem wymaganiom. Sam autor twierdzi, że jest on selektywny, dlatego też przy jego układaniu nie ustalił wymagań brzegowych, bo niezależnie od zdobytych życiówek, dzięki uczciwej pracy, można osiągnąć znacznie więcej niż się oczekuje. Takie postawienie sprawy bardzo mnie przekonuje. Sam doświadczyłem tego w zeszłym sezonie, ustalając cel na pokonanie bariery trzech godzin i dwudziestu minut, dzięki pracy, jaką włożyłem w przygotowanie, już podczas trwania BPSu, podniosłem poprzeczkę wyżej i ostatecznie ukończyłem łódzki maraton z czasem 3:13:08. Jeszcze nie ogłosiłem oficjalnie celu, jaki obrałem na wiosenny maraton (opublikowałem jedynie mały rebus na fejsbukowym profilu bloga), a już spotykam się z krytyką i niedowierzaniem. Nie rozumiem zasadności krytyki. Nie spinam się. Nie próbuję czegoś udowodnić. Robię to tylko dla siebie. Jeśli mi się nie uda osiągnąć tego, co zaplanowałem, to cóż – trudno. Jeśli nie na …