Wszystkie dla tagu: fastpacking

Złapać drugi oddech – wędrówka naprawcza cz.2

Dzień 1 C.D. – Góry Wałbrzyskie Zbiegam w dół ku asfaltowej drodze biegnącej z Unisławia Śląskiego do Głuszycy, a może odwrotnie. Ta droga to granica oddzielająca Góry Suche od Wałbrzyskich. Wąska, ale ruchliwa. Pamiętam leśną drogę, którą właśnie biegnę. Już raz ją pokonywałem, tylko że w przeciwnym kierunku. To na niej, podczas pierwszej wycieczki organizowanej pod szyldem NBR on Tour, złapał mnie pierwszy z wielu mega kryzysów. Tym razem nie odczuwam żadnego dyskomfortu. Jest upalnie, ale chłodzi mnie delikatny powiew wiatru. Jestem sam i gnam przed siebie zupełnie bez ciśnienia. Z pokonywanym dystansem klaruje się zmącony spokój. Na szosie mijają mnie kierowcy prowadzący swoje piekarniki na kółkach, motocykliści, rowerzyści. Biegnący pod górę facet musi wzbudzać niemałą sensację. Pamiętam jak jeszcze byłem po ciemnej stronie mocy, biegacze niezmiennie mi imponowali. Wtedy nie byłem w stanie zmusić się do wysiłku, zaprowadzić dyscyplinę i regularnie trenować. Regularność – słowo klucz. Do dziś buntuję się przed realizacją wszelkich planów treningowych. Taka moja przekorna natura: z planem źle, bez planu jeszcze gorzej… Gubię szlak. Postanawiam pobiec na azymut. Zbiegam z …

Złapać drugi oddech – wędrówka naprawcza cz.1

Dzień 1 – Góry Suche Gdy ujrzałem wyłaniające się znad horyzontu Góry Wałbrzyskie, zatęskniłem za przygodą. Pojawiły się zapisane w pamięci obrazy setkowych zmagań, młodzieńczych tułaczek po okolicznych wzniesieniach, hardcorowej wyrypy, na którą wybrałem się z Grześkiem i Januszem. Zielone szczyty, wyraźnie dominujące nad okolicą i ścieżki prowadzące pomiędzy nimi, stały się nie lada pokusą. Cel obrany na dzisiejszą noc oddalał się, a ja toczyłem wewnętrzną walkę. Rozsądek vs „startowe uzależnienie”. Zmęczenie materiału vs wygórowane ambicje. Nieprzygotowanie vs zasada „NNNSNP”. Za dużo ciśnień, taki start to żaden fun. Odpadłem. Zagubiłem się. Zszedłem z obranej drogi, ze szlaku, którym podążałem. Jak łatwo ulec złudzeniu, że można góry przenosić i eksploatować organizm do granic możliwości, nie dając mu czasu na wytchnienie. Wszystkie nauki o właściwym treningu, o regeneracji, jakimś cudem zostały zapomniane – pędząc przed siebie, zgubiłem zdrowy rozsądek. Musiałem się pozbierać, naprawić. Potrzebowałem czasu na refleksję, na uporządkowanie myśli. Z jaką ulgą przyjąłem fakt, że „zaspałem”, a Sudecka Setka się właśnie odbywa. Zeszło ze mnie powietrze. Odzyskałem spokój, a góry jeszcze nigdy tak mnie nie wzywały …

fot. Alvar

NBR on Tour 2012 – inauguracja

Minęło prawie pół roku od ostatniej wyrypy spod znaku NBR on Tour, gdzie w zacnym gronie mogłem uprawiać górski chillout  – nową dyscyplinę turystyki średniobiegowej. Od tego czasu niepostrzeżenie zrobiło się ciasno w moim kalendarzu. Tłoczą się tam czerwone krzyżyki, zielone kółka, pojawiają mrożące krew w żyłach nazwy: ekstremalne to, nocne ekstremalne tamto. Startowo – treningowy zawał. U Grześka sprawa wygląda zgoła odmiennie: facet realizuje się, spełnia w tym co robi, czyli łącząc pasję z pracą, trenuje, startuje, bije nowe rekordy. Niby wszystko gra, jest pięknie, ale czegoś tutaj brakuje. Gdzieś po drodze, przypominamy sobie, żeby zorganizować jakiś wypad, ale potem to ulatuje zostawiając po sobie pustkę. Nadchodzi jednak taki dzień, aby sprawy bieżące odsunąć na bok i zająć się tym, co najprzyjemniejsze: bieganiem po górach. Tym razem na tapetę bierzemy Masyw Śnieżnika i G. Bialskie. Spotykamy się na przełomie maja i czerwca w małej miejscowości Międzygórze. Ostateczny termin podam za jakiś czas. W planach, wypad dwudniowy z noclegiem w schronisku. Uprzedzam, że jeszcze nie zaplanowałem trasy tak, że ewentualne propozycje i sugestie są mile …

I kiedy śnię o górach

I kiedy witam wschodzące słońce na skalistym szczycie, a ono maluje pejzaż w dominancie czerwieni. I mglisty opar w doliny spływa, owijając miasta w miękki puch. I cisza jak makiem zasiał gości w uszach. I droga skalista przede mną. I nic, że trud pot ze skroni wyciska. I łza się w oku kręci, a serce z miłości rośnie, bo w górach jest wszystko, co kocham. W czasie, kiedy korporacje medialne walczyły o zyski i oglądalność dla swoich stacji, zatrzymując telewidza przed telewizorami, serwując mu robiące sieczkę z mózgu pożeracze czasu, zbliżaliśmy się biegiem do murowanego z cegły i wielkich skalanych odłamków budynku. Janusz opowiedział mi ciekawą historię schroniska. Otworzyłem oczy, uruchomiłem wyobraźnię i nagle okazało się, że historia wygląda tutaj zza rogu, wystaje z trawy, o historię można się potknąć. Wspaniałe miejsce. Otoczenie wygląda jak alpejska łąka budząca się do życia. Zieleniąca się nieśmiało. Ozdobiona kolorowymi paciorkami kwitnącego kwiecia. I śnieg. Łachy śniegu zalegające w licznych zagłębieniach. I cisza. Cisza kojąca nadwerężone przez odgłosy cywilizacji bębenki. Obudziło mnie wściekłe ujadanie psów. Pewnie zwierzyna wyszła z …