Wszystkie dla tagu: featured

Nie przyjechałem się tutaj ścigać…

Ja, przyjechałem się kochać. Tak. Kochać. Znam swoje miejsce w szeregu, swoje możliwości. Mogę przycisnąć, żyłować, spalać się i napieprzać jak dzik, ale po co? Żeby się sprawdzić? Już to robiłem i wiem na co mnie stać. Żeby gonić uciekający czas i urwać cenne sekundy z rekordu życiowego w maratonie? Cholera, to fajne, ale kiedy powtarza się zbyt często, to cuchnie rutyną. Żeby utrzymać kondycję? Robię to codziennie, biegając, kręcąc korbą, czy przekopując grządki. Ale o co chodzi? Chodzi o nieściganie i brak rywalizacji. Nie czuję tego, nie teraz. Teraz chcę, bez presji, oddawać się pasji. I pasja. Jest bieganie, ale też są inne rzeczy, które wciągają mnie bez reszty. Jest ogród i droga ku niezależności, jest marzenie o stolarni – ciągle w realizacji. Mam tysiące planów i tyle samo nowych pomysłów. Jak to bywa w życiu, trudno je wszystkie ze sobą pogodzić. Kiedy tak myślę o tym, czego pragnę, dochodzę do wniosku, że bieganie to nie wszystko. Napisałem kiedyś, że „pasja to ja, to coś, co mnie określa”. I tego się trzymam. Jestem sumą …

Czwarty – droga

Więc ktoś, kto jest samurajem i nosi miecz za pasem nie może zapomnieć o duchu walki. A wtedy jego umysł jest niewzruszenie ukierunkowany na śmierć. Bo samuraj, który nie docenia ducha walki, chociaż nosi miecz za pasem, jest tylko chłopem albo kupcem w skórze wojownika. Daidoji Yuzan Shigesuke „Budo Shoshinshu” Doświadczenie kryzysu to jedna z najgorszych i paradoksalnie, najlepszych rzeczy, jaka mogła mi się przytrafić. Wyobrażałem sobie, że takie przygody przytrafiają się tylko najlepszym. Tym, którzy mają dużo do stracenia. Czytałem o tym w biografiach sławnych sportowców albo w poradnikach dla żółtodziobów. W pierwszym przypadku, autor pisząc o kryzysie, świadomie tworzy kontrast pomiędzy upadkiem, a sukcesem, aby wyeksponować trud, z jakim dochodzi się do celu. W drugim, to straszak dla niesfornych i zbyt zachłannych amatorów biegania. Tak myślałem. Kryzys? Tak znam. Jego gorzki smak poznałem pokonując dziesiątki kilometrów podczas imprez ultra albo w trakcie biegu maratońskiego, kiedy próbowałem przebić głową ścianę. Ten kryzys jest niczym wobec całkowitej bezsilności, kiedy piętrzą się urojone kłopoty. Umysł szuka przeszkód i wymówek. Nogi same się plączą i potykają zawadzając …

O dojrzewaniu

Mój Świat stał się elastyczny. Transformuje w zależności od okoliczności. Od treningu do treningu – jest wąski, zimny, przewidywalny. Wszystko pracuje w nim, w  jak dobrze naoliwionej maszynie. Można opisać go matematycznym wzorem: 10 kilometrów razy 4 minuty, 35 kilometrów razy 130 uderzenia serca, dwa kroki na wdech, dwa na wydech. 1645 kalorii. Kiedy rozpoczynam kolejną przygodę, jadąc w stronę bazy zawodów lub punktu zbornego, eksploduje przytłaczając swoją wielkością. Staje się gorący, tak jak gorące jest moje serce. Jest nieskończony, nieopisany, wielowymiarowy. Jest niezbadany, dziki, piękny, pociągający. Jest tym wszystkim, czego pragnę, o czym marzę. Jest, i to napędza, aż trudno się zatrzymać. Zimno oddycham, ciepło żyję. Mój Świat, to moja pasja. Mój Świat, to rodzina, to dom i to, co poza domem. Kiedyś byłem przekonany, że pasję można oddzielić od rodziny, rodzinę od domu, dom od wszystkiego. Dziś wiem, że jest to jeden element, trwały, złożony i wielowarstwowy jak sklejka, jak tort pełen pysznych warstw z biszkopta i kremu o smaku truskawkowym. Tych kilka lat biegowej przygody pokazało, niejednokrotnie bardzo dosadnie, że gdy wypacza …