Wszystkie dla tagu: Głogów – Śnieżka

Kilka faktów z życia biegowego…

Kolejny tydzień zbliża się ku końcowi. Kolejny tydzień treningów prawie odhaczony. Do startu pozostało dwadzieścia trzy. 1. Forma powoli rośnie, a to cieszy. Jest jednak coś, co nie daje mi spokoju. Czy nie zacząłem realizować plan za szybko? W tamtym roku wystartowałem w ostatni weekend września. W tym, tydzień później. Maniek słusznie zauważył, że szczyt formy może wypaść, kiedy będę jeszcze w trakcie BPSu, w tamtym roku tak by się stało, gdybym nie zafundował sobie tygodniowego resetu. Nie chcę przesadzić. Mój plan „4:10” nie zakłada żadnych poprawek w trakcie, nie może być elastyczny. Ma być sztywny, choć ergonomiczny – dokładnie dopasowany do moich obecnych możliwości. Na razie nie chcę zdradzać, z rad którego trenera korzystam. To teraz nie jest istotne. Ważne jest to, abym wstrzelił się idealnie w czas, tak żeby w Dębnie być w pełni formy.

Głogów – Śnieżka. Antyrelacja

Start Samotny. Bez wystrzału, ognia fajerwerków. Odprowadzały mnie jedynie pijane spojrzenia imprezowiczów tłumnie wracających z rynku. W ramach rozgrzewki, szybkim krokiem, wyszedłem do rogatek miasta, tak aby nie prowokować – biegnący człowiek, tuż po pierwszej w nocy to rzadkość. Maraton Pierwsze 40 km to czysta formalność. Podczas maratonu walczę o utrzymanie wysokiego tempa, w tym wypadku walczyłem o tempo niższe. Powtarzałem w myślach: „Zwolnij Marcinie, zwolnij, przed tobą jeszcze sporo kilometrów”. Po 20km asfaltu wbiegłem w pola, potem w las. Pomyliłem drogi, mapa nie jest zbyt szczegółowa. zaczyna się mięcho, bieg na azymut. Biegnąc przez porośnięty wysoką trawą las, przemoczyłem buty. Po 40 km biegu stwierdzam ze zdziwieniem, że GPS zarejestrował około 20 minut postojów. Ale jak, gdzie, kiedy? Biegłem przecież przez całą drogę. Jednak nie do końca. Przystawałem aby zorientować mapę, zawiązać sznurowadło, siku, napić się, podnieść upuszczony bidon. Te wszystkie postoje zebrały się w 20 minutową całość. Wniosek: nauczyć się pić, orientować mapę, zawiązywać sznurowadło, siku, podnosić upuszczony bidon w biegu. Kraina komarów Biegnąc wśród podmokłych łąk, nie przeczuwałem niebezpieczeństwa. Jednak wystarczyła chwila …

Głogów – Śnieżka, odliczanie rozpoczęte.

Mój szwagier powiedział, przy okazji snutych przeze mnie opowieści o trudach tras ultra, że męczy się nawet jadąc windą. Z kolei korespondując z B. Boo, dowiaduję się, że zaczyna nowe życie i czas ściągnąć rower ze strychu. Innym razem, Bogdan, kolega z pracy, oświadcza stanowczo, że nie ma jak to wieczór spędzony przed ekranem tv z dobrym browarem w dłoni… A co ja na to? Daję im kolejny powód do tego, aby mieli mnie za kompletnego świra. Robię coś więcej – dedykuję im ten bieg. Za tych, co nie mogą! Pomysł na zmierzenie się z trasą rozpoczynającą się na głogowskim rynku, a kończącą na szczycie Śnieżki, urodził się po przeczytaniu krótkiej wzmianki w jednej z lokalnych gazet, o grupie zapaleńców, która pokonała dystans prawie 100 km, biegnąc z Lubina na Śnieżkę. Nie do pomyślenia było dla mnie jak można na nogach przebyć taki szmat drogi, no rozumiem jacyś tam podróżnicy, herosi odległości, ale nie zwykli zjadacze chleba, tacy sami jak ja. Wtedy to postanowiłem, że kiedyś pokonam taki dystans. Lepiej! Dystans o 40 km dłuższy, …