Wszystkie dla tagu: lokalnie

Tak, jak kiedyś…

Nieprawdopodobnie długa pętla. Kilkanaście punktów kontrolnych zaznaczonych na mapie. Kilometry, dużo kilometrów i jeden cel: poniewierka do wyrzygu. W plecaku: żarcie, płyny, odkażacz wody (gdybym miał pić z brudnej kałuży), para skarpet, saszetka z plastrami, folia NRC, zapasowy buff, stary odtwarzacz mp3, a na nim playlista z najlepszymi kawałkami granymi w latach 90, zapalniczka (gdyby zachciało mi się biwakować przy ognisku). Start. Godzina dziewiętnasta coś tam, coś tam. Minus dziesięć, temperatura spada. Ruszam niespiesznie w noc. Odwykłem od biegania w pełnym ultrabiegackim rynsztunku. Czołówka ciąży. Plecak, pomimo pasków ściągniętych do granic możliwości, majta się na boki. Ciężko jakoś. No i ten wiatr. Zbiegam z asfaltu i wbijam się w las. Znikam w ciemnościach. Dwadzieścia kilka kilometrów od domu później. Przemęcki Park Krajobrazowy. Skraj lasu, piaszczysta wydma, łąka, kępa trzcin. Jestem cholernie zmęczony. Cztery i pół godziny napierania po największych krzaczorach, jakie może zaoferować okolica, skutecznie wysysa moc. Postanawiam rozpalić ognisko i rozgrzać przemarznięte kończyny. Kryję się za skarpą, kilka metrów poniżej granicy lasu. Znoszę gałęzie, szykuję legowisko z trzcin. Noc jest mroźna, a porywisty wiatr …

Błotka

Pobiegłem w ciemną noc, poprzez obsiane pola, nisko skoszone łąki. Nie mając celu, nie uznając dróg, duktów, ani traktów. W pogardzie mając asfalt, beton, szuter.  Dla mnie bieżnią jest miedza. Szlakiem, wydeptana przez zwierzynę, wijąca się pomiędzy drzewami, ścieżka. Z dala od ludzi, w bliskości natury… Wzułem stare rozbiegane buty, na zad wciągnąłem ozdobione kiczowatym camo legginsy, na legginsy stare szorty. Na grzbiecie spoczęła bawełniana koszulka pamiętająca IWW z 2011 roku i, jako kolejna warstwa, stara, sfatygowana bluza firmy z łyżwą jako logo. Przezornie wsadziłem do kieszeni kolorowy wydruk mapy topograficznej z naniesionym terenem dzisiejszej wycieczki, a na nadgarstek naciągnąłem kompas wyposażony w elastyczną opaskę. Gwizdnąłem głośno na psa, przywołując go do nogi. Otworzyłem na oścież metalową bramkę ze skrzypiącymi zawiasami i pobiegłem przez wieś, do lasu, w kierunku Błotek.

Dystans cz.1

Dystans to krwawy rzeźnik. Obdziera cię z resztek sił, jak wampir wysysa energię. Pożera powoli, a potem wymiotuje, na linii mety, twoimi na wpół strawionymi resztkami. To on sprawia, że balansujesz na skraju obłędu. Jednocześnie pragniesz zakończyć mękę i przeć do przodu. Odwieczny dylemat. Ciężka próba. Dystans stawia cię przed lustrem. Zrywa z twej twarzy maskę. Spójrz! Czy widzisz siebie, bezbronnego wobec jego oblicza? Jedyną obroną jest atak, orężem – niezłomna wola. Dystans to wijąca się pośród wzgórz, lasów i łąk, bestia. Rzuca się na ciebie i przytłacza swym ogromem. Aby wygrać, musisz ją usidlić, przejąć inicjatywę. Krok, za krokiem. Noga, przed nogą. Powoli, sukcesywnie zdobywasz przewagę. Bądź łowcą, połykaj kilometry. Spraw, niech się skurczy. Niech zmaleje. Bądź czujny, nawet ostatni kilometr może odgryźć ci głowę!

Forest…

I biegać tak po lesie, kiedy zima w pełni, choć bezśnieżna, a aura jak na styczeń bardzo łaskawa. I las obnaża to, co od wiosny do jesieni zakrywa zasłona z liści i kwiecia. I płuca wypełnia rześkie powietrze. I zwierz często trafia na celownik bystrego wzroku. I z każdym pokonanym kilometrem wtapiam się w otoczenie, harmonicznie, bo las to ja, a ja to las. Odnajduję nowe nietknięte stopą biegacza ścieżki. Wąskie, miękkie, wydeptane przez zwierzynę. Wijące się pomiędzy wysokimi bukami. Przykryte szczelnie szeleszczącym listowiem. Zapach grzybni i ziemi. Ciepły promień słońca rzucający snop światła pomiędzy konarami. Biegnę, a buty głęboko grzęzną w miękkim poszyciu. Biegnę, a gałęzie chłoszczą moje ramiona, tors i twarz. Biegnę, a każdy oddech zamienia się w ciepłą parę i ulatuje w stronę wyłaniającego się, gdzieś spomiędzy chmur, błękitu. Luna spłoszyła stado jeleni. Wybiegły z impetem z zarośli i pędzą poprzez wysoki las, a ziemia aż drży pod ich racicami. Kiedy po chwili przecinam miejsce w którym przebiegło stado, czuję wyraźnie zapach zwierząt – ostrą, drażniącą nozdrza woń wolności. Kiedy wkraczam na …