Wszystkie dla tagu: Maniacka 10

Maniacka 10 – z wiatrem i pod wiatr

Ochłonąłem. Od startu w Maniackiej Dziesiątce minęły dwa dni. Przyszedł, więc czas na spisanie wrażeń, na krótkie podsumowanie, zimną analizę. Powinienem ten wpis zacząć od słów: „jest radość”, bo udało mi się zrealizować przedstartowe założenia. Pobiegłem poniżej 43 minut, czas netto wyniósł 00:42:49. Nastąpiło spełnienie oczekiwań, spełnienie totalne. Potrafię określić realne oczekiwania i je zrealizować. Ze startu na start przychodzi mi to coraz łatwiej. Kolejne starty, natomiast określają stopień wytrenowania. To jest taki drogowskaz na drodze samodoskonalenia, bo tak chyba mogę określić fakt trenowania i uczestniczenia w imprezach biegowych oraz chęci bycia coraz lepszym. Mimo odczuwanej wielkiej dumny z siebie, chcę sobie utrzeć nosa. Przypomnieć, że mimo udanego debiutu na dystansie 10km popełniłem kilka błędów, na które teraz mogę przymknąć oko, ale które w przyszłości mogą okazać się niewybaczalne i zniweczyć kilkumiesięczny okres przygotowań. Nie chcę wyjść na osobnika nie czerpiącego zadowolenia z treningów i startów, katującego się ciągłymi wygórowanymi wymaganiami, podnoszącego zbyt wysoko poprzeczkę. O, nie! Właśnie z dbałości o dobre samopoczucie i radość (w przyszłości) uwzględnić muszę pewne niepożądane zachowania i zweryfikować, wyeliminować …

Ugryźć dychę

Jutro wybieram się do Poznania, wezmę udział w zachwalanej przez znajomych biegaczy Maniackiej Dziesiątce. Imprezie organizowanej od 2005 roku przez Klub Biegacza „MANIAC”, będącej świetną rozgrzewką i preludium przed wiosennymi startami na dłuższych dystansach. Przyznam się, że od dawna miałem chrapkę na „dziesiątkę”, a start w Maniackiej traktuję jako test przed kwietniowym maratonem. Jakie założenia, oczekiwania, marzenia? Złamanie 43 minut. Zdecydowanie mogę powalczyć o uzyskanie takiego wyniku. To tylko półtora, a może, aż półtora minuty mniej od czasu, który osiągnąłem na ostatnim sprawdzianie. Jest forma. Nie odczuwam, co dziwne, stresu przedstartowego. Jeśli pójdzie coś nie tak – nie dobiegnę na metę w zakładanym czasie – świat się nie zawali. Maniacka, to start o niskim priorytecie. Bardziej trening. Pojęcie i kategoryzację startów według ich ważności zaczerpnąłem z książki J. Danielsa. Uważam, że taki podział jest bardzo zdrowy. Działa na zasadzie zaworu bezpieczeństwa. Jako ochrona przed nadmiernym wyżyłowaniem się na kilka tygodni przed startem sezonu oraz utratą morale spowodowaną potencjalnym niepowodzeniem. Jaka będzie ta, tak reklamowana impreza? Przekonam się jutro. Żal jednak, że aura nie dopisuje i …