Wszystkie dla tagu: maraton

A miało być tak pięknie – mój marudnik

I gdybym, w naszym Polskim zwyczaju, miał porównywać to, co teraz, z tym, co było rok temu, i gdybym miał to podsumować jednym słowem, rzekłbym: tragedia! Bo w zeszłym roku o tej porze: ustanowiłem jeden z celów pośrednich, czyli biegałem swobodnie piętnastokilometrowe odcinki, nie wychodząc poza pierwszy zakres, w tempie 5:00/km. Nie pisząc już o tym, że z każdym kolejnym tygodniem urywałem z tej piątki małe skrawki, aby w szczycie formy biegać pierwszy zakres po 4:45/km i to na pełnym lajcie. Bo w zeszłym roku o tej porze: miałem dwa treningowe miesiące za sobą i 100% realizacji planu-nie planu treningowego. Szedłem jak burza, zaliczając 80km tygodniowo i, przyznam się, było mi mało. Bo w zeszłym roku o tej porze: uwierzyłem w siebie i swoje możliwości. Odkryłem na nowo Amerykę, że jak się coś chce i się uczciwie – z uporem – pracuje, to można po to sięgnąć. Bo w zeszłym roku o tej porze: zmienił się mój biegowy świat, a może to ja się zmieniłem i zamiast błądzić, wziąłem do ręki mapę i podążałem, bez …

Jak syciłem się szczęściem innych. Czy jestem energetycznym wampirem?

Czy też zauważyliście, że w sieci eksplodował z wielką siłą niespotykany do tej pory ładunek pozytywnych emocji, a gdzie się nie kliknie, to monitor poci się koncentratem endorfin? Przebrnąłem przez ogromną ilość postartowych wrażeń. Tych spisanych na gorąco i tych napisanych nieco później, ale zawierających maksymalny ładunek pozytywnych wibracji. Naprawdę, przeczytałem chyba wszystko, co znalazłem w biegowej blogosferze: od opisów maratońskich długich zmagań z trasą i własnymi ograniczeniami, do szybkich piątek, których pokonanie błyskawicznie podnosi wskaźnik HR do maksymalnego poziomu oznaczonego czerwoną kreską. Przyznam się: nie lubię czytać blogów o bieganiu. Serio. Szerokim łukiem obchodzę wszystko, co w nazwie ma słowo na literę b. Wpadam od czasu do czasu na kilka ulubionych internetowych pamiętników, aby dowiedzieć się, co tam ciekawego porabiają moi znajomi. I to wszystko w temacie biegania i internetu. Tym razem nie mogłem się powstrzymać, pomimo rozwodu z globalną wioską, zachłannie czytałem tekst za tekstem, jak maniak jakiś.

Łódź Maraton DOZ 2013 – wrażenia

Na stronie Marka Swobody, w galerii postaci, znalazłem swoją fotkę i czas z wrocławskiego maratonu. To był mój debiut. Pamiętam dokładnie jak po 30 km rozbiłem się o ścianę, a moje marzenia o złamaniu 4 godzin rozprysły się na wszystkie strony świata. Gdybym tylko wiedział, że powtarzanie mantry „ukończę poniżej 4 godzin”, nie pomoże, jeśli się nie jest odpowiednio przygotowanym, zaoszczędziłoby mi to sporej dawki bólu. Wystarczył systematyczny trening, odrobina zacięcia i ukończyłbym tę imprezę z trójką z przodu. Dziś jestem posiadaczem nowej, superodpicowanej życiówki. Zdobycie jej było niemałym wyzwaniem. Napisałem kiedyś, że nie mam talentu i muszę pracować dwa razy więcej niż inni, aby móc się z nimi równać. Poświęciłem pół roku na trening, aby pojechać do pełnego kontrastów miasta Łodzi i odebrać, co moje – czas, na który zasłużyłem uczciwie, bez drogi na skróty, bez stosowania cudownych sposobów, bez powtarzania bezsensownych mantr.

Startów? Startów mi potrzeba?

Nie. Zdecydowanie nie. Od września zeszłego roku wystartowałem tylko jeden raz, w Śnieżnych Konwaliach. Nie robię nic innego tylko trenuję. Głód rywalizacji oraz startowy deficyt powinny spotęgować moją chęć na udział w jakiejkolwiek imprezie. I im bliżej do łódzkiego maratonu to ja, paradoksalnie, nie mam ochoty na startowanie. Sama myśl o udziale w maratonie, który zbliża się wielkimi krokami, drażni mnie. Nie wiem skąd ten stan. Nazwałem go przedstartowym rozdrażnieniem. Tłumaczę go wzrastającym stresem. Negatywną reakcją na presję, którą czuję w związku ze zbliżającym się terminem i wygórowanymi oczekiwaniami, co do wyniku. Zupełnie nie czuję tego startu. Brak mi wiary w siebie, w swoje możliwości. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że mogę pobiec mocno, ugrać taką życiówkę, że euforia na mecie zwali mnie z nóg. Z drugiej strony boję się zagrać va banque i nie wiem, czy biegnąc zachowawczo osiągnę na mecie zadowalający czas. Jeszcze kilka tygodni temu wszystko było jasne i klarowne. Był cel, była trudna droga przede mną. Długa podróż pełna wyrzeczeń i ciężkiej pracy. Teraz, kiedy zacząłem tapering, a moje …