Wszystkie dla tagu: przemyślenia

Wrzesień płacze zimnym deszczem

A ja siedzę, patrzę w dal. Po szybie spływają wielkie krople. I nie wiem, czy wyjść, czy nałożyć buty, czy na garb zarzucić wiatrówkę. Przecież obiecywałem sobie, że jeśli mam to zrobić, to od września. Najlepiej od jesieni, bo ona już za progiem. No i tak siedzę, patrzę. Nic. Przywołałem w myślach obrazy, wspomnienia z wyryp, w których uczestniczyłem. Pamiętam tak wiele szczegółów: krajobrazy, wypowiedziane zdania, emocje. Aż ciarki po plecach przeszły, aż… Gęsia skórka. Dlaczego umysł płata figle? Dlaczego mam pozbawiać się tego, co kocham? Wiecie, jak pachnie mokry las? Wiecie, jak przemoczone łachy chłodzą rozgrzane ciało? Wiecie, jak woda rozbryzguje się na strony, gdy biegnie się przez głęboką kałużę? Wiem, pamiętam, ale od tak dawna tego nie doświadczyłem. Do dziś. To była niesamowita godzina. Magiczny Las i ja. Szybki oddech, ciężki krok, tysiąc myśli na sekundę. Pierwsza: powtórzyć to jutro! Nie! Najlepiej jeszcze dziś! Druga: a może plan, a może tak na poważnie, tak na serio… trenować. Trzecia: spokojnie, tylko spokojnie. Małymi kroczkami. Nie planuj, żyj chwilą. A chwila trwała, trwała. Serce łomotało. …

Chemiczne akapity – mrok

[…] Możemy wszystko, ale zawierzamy swój los technologi — jak zwał. Za dużo kalkulujemy, silimy się na potężne wyzwania, bo tylko takie zrobią wrażenie w social mediach i tylko takie mogą konkurować z dziesiątkami podobnych. Zapomnieliśmy, że przygoda czai się za rogiem. Jest w lesie, za wzgórzami, w mieście (kiedy słońce chyli się ku zachodowi, kiedy chłód wieczora wypiera skwar dnia, kiedy ruch ustaje, miasto zwalnia, autochtoni wychodzą na ulicę, zmienia się klimat, staje się tak bardzo lokalnie). I to właśnie jest słowo klucz: lokalnie! Pragniemy podbić świat, a nie znamy własnej okolicy. Chcemy zdobywać najwyższe szczyty, a nie widzieliśmy panoramy ze wzgórza za domem… Czasami trzeba położyć się na trawie, przytulić głowę do ziemi i przekonać się, że pod naszymi stopami dzieje się coś niesamowitego. I czasami trzeba przegnać precz te wszystkie treningi, rekordy, wychodzenie poza strefę komfortu, wspaniały sprzęt, racjonalne myślenie i pójść na żywioł, bo wtedy mamy szansę zobaczyć świat z innej perspektywy i odkryć coś z pozoru małego, a w istocie wielkiego. I nie bać się… porażki, jakąkolwiek by była.” Nie …

Grubych cyborgów nie ma

No, bo tak: dałem się ponieść chwili i jakoś tak, przez nieuwagę, przytyło mi się. Ale to po tym, jak odechciało mi się biegać, trenować, męczyć – ogólnie. I teraz, kiedy chce mi się znowu biegać, mam tę oponę dookoła pasa, zero kondycji i w ogóle mierne morale. Ale… Gdzieś te marzenia się tlą, no i zazdrość wywołana przez sukcesy biegających znajomych, która męczy niczym zadra, powodują to, że o treningach myślę poważniej. Kombinuję więc jak urwać trochę czasu na dłuższy trening, na wieczorny rower i wygibasy, których jeszcze gimnastyką nazwać nie mogę. Powoli, bardzo powoli zaczynają się klarować plany, założenia, marzenia, zachciewajki. Przypomniałem sobie, że kiedyś nawet udało mi się fajnie wystartować w kilku imprezach, że nawet potrafiłem dać czadu. Poniosły mnie wspomnienia i zgłosiłem się na dwa maratony: we Wrocławiu i Poznaniu. Sam nie wiem, dlaczego tam, bo przecież nie lubię biegać po ulicy. Może dlatego, że właśnie te maratony były moimi pierwszymi, a na Sudeckiej Setce nie mogę być, bo w tym czasie wypada ślub kuzynki. Z drugiej strony startować w setce …

Publiczne deklaracje to może nie jest dobry pomysł, ale idealny moment na to, aby użyć cytatu: „Droga jest celem”

Chciałem napisać kilka akapitów o tym, jak wracam do formy, jak walczę z natrętnym leniem i jak trenuję. Zacząłem nawet takim wstępem i… I wiecie co? Jest beznadziejny. Celujesz prosto w moje serce, kotku! Nieczule naciskasz spust. Rozlega się kanonada. Nastaje martwa cisza, a z lufy snuje się dym. Czerwone usta. Zapach prochu… Łapię się za serce, wpatrzony w twe zielone oczy upadam. Upadłem na przełomie stycznia i lutego. Zabiła we mnie chęci, motywację, wykrwawiła pasję biegania, zostawiając po niej blady zewłok. Nie walczyłem, bo jak, kiedy brakło sił. Teraz myślę, że mógłbym, ale chciałem śmierci. Takie biegowe samobójstwo… A teraz? A teraz? Teraz nie istnieje to, co było. Nie, oczywiście, że fajnie jest powspominać, ale kiedy wychodzę na trening, odcinam przeszłość. I nie mówię tutaj o doświadczeniu nabytym podczas tych kilku lat biegania, trenowania oraz startowania. Mówię o tym, co ciągle siedziało mi w głowie. O tempach, poziomie wytrenowania, szczycie formy. (Głowa chciała, ale nogi, serce i płuca nie bardzo). To minęło. Teraz, zaczynam budować formę od nowa, ale na twardym i zwartym gruncie. …